Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

niedziela, 12 grudnia 2010

Cynamonowo-pomarańczowa kasza jaglana z migdałami

Tia, i ta stolica mnie pochłonęła. Czas mi płynie jak szalony, a ja nie wiem, kiedy kończy się jeden dzień, a zaczyna drugi. Ale nie jest źle, czuję że żyję, że jest fajnie, że w końcu jestem tak naprawdę szczęśliwa. Wstaję rano, lecę do pracy, a potem przedzierając się przez Wawkowe korki zmierzam, gdzie akurat mam coś do zrobienia. A to do kina idę, a to na moją Ochętkę odpoczywać, a to na Bemowo z dostawą świeżych bułek i kurczaka gratis ;)
I nawet gotuję, tak zdarza mi się coś upichcić, a to makaron jakiś, a to sałatkę ala Kurczak z kurczakiem w roli głównej. No i jak Oczko lanczboksiki do pracy biorę, makaronowe ma się rozumieć. Niestety aparat mi się zbuntował, podobnie jak Hirek. Nie chcą ze mna tak kursować w tą i we w tą, przez co moich kulinarnych dokonań nie mogę udokumentować. Jednak ja mam jeszcze zapas kilku nie opublikowanych i obfotografowanych przepisów, więc źle nie jest.
Dziś zarzucę moim ulubionym śniadaniem, a raczej jedną z jego wersji, czyli kaszą jaglaną z orzechami. Tym razem dodałam migdały, trochę korzennych przypraw i sok pomarańczowy.
Jak zawsze smacznie i całkiem zdrowo ;)



Cynamonowo-pomarańczowa kasza jaglana z migdałami
1 porcja
60 g kaszy jaglanej
300 ml mleka
kilka łyżek soku pomarańczowego lub kilka kropel olejku pomarańczowego
łyżka brązowego cukru
łyżka uprażonych płatków migdałowych
szczypta soli,
szczypta: cynamonu, kardamonu, gałki muszkatołowej
suszony goździk
Mleko z sokiem zagotować i wrzucić kaszę, dodać cynamon, goździk, kardamon i gałkę. Gotować aż do całkowitego wchłonięcia płynów. Pod koniec gotowania dodać szczyptę soli i łyżkę cukru.
Ugotowaną kaszę przełożyć na talerzyk i posypać uprażonymi płatkami migdałowymi.

Zupa dyniowa z pistacjami i kiełkami

Jeszcze mam w głowie ostatni weekend, a tu już kolejny się zbliża.
Ale ten ostatni, czyli nie ten co teraz nadchodzi, był dziwny niejako.
Z jednej strony radosny, z drugiej jakiś taki smutny…
Wzięłam swoje ostatnie zabawki i pożegnałam się z Piernikowem.
Nie, żebym nie zamierzała już tam wracać, ale przez pewien czas, na pewno tam nie zawitam i nie przejdę się szeroką lub nie zjem naleśnika w Manekinie.
No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak dalsza radość ze zestolicania się i własne, nie-manekinowe żarło. A, że naleśników to ja niet, znaczy niet= nie wychodza mi, to raczej ryż lub makaron jadam. Dziś na ten przykład zupa z pieczonej dyni z kiełkami fasoli mung i pistacjami, inspirowana przepisem znalezionym w magazynie Kuchnia.



Zupa dyniowa z pistacjami i kiełkami
500g miąższu pieczonej dyni
1 cebulka, posiekana
500 ml bulionu warzywnego
1,5 szklanki mleka
pieprz, sól, gałka muszkatołowa
kilka suszonych grzybów
kiełki fasoli mung
garść posiekanych pistacji
oliwa
Na oliwie szklimy cebulę i zalewamy bulionem. Dodajemy suszone grzyby i zagotowujemy. Odstawiamy na 30 min, po czym wyciągamy grzybki i do bulionu dodajemy upieczoną dynię. Dodajemy mleko, zagotowujemy, a następnie miksujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką. Przelewamy na talerze i dekorujemy kiełkami oraz pistacjami.

Ptysie

Oczko pisało już na swoich Bełkotach o kotach na temat ubiegło-weekendowej Weekendowej Cukierni, którą miała przyjemność gospodarzyć :) Ja miałam właśnie swój pierwszy raz i pierwszą przyjemność brania udziału w owej zabawie i pomocy w pieczeniu zajebiaście pysznych ptysi! Zakochałam się w cieście ptysiowym i wierzcie mi, ale nic więcej mi do szczęścia nie było potrzebne w ubiegłą sobotę :) Same upieczone ptysie, bez nadzienia, takie dziewicze bym powiedziała :) Nawet nie wiecie ile się natrudziłam by zjeść kilka przed obiadem, bo Tillia czuła co się święci i wiedziała, że ja spuści mnie z oka wszystkie ptysie znikną, jeszcze przed ich nadzieniem magicznym kremem czekoladowym ;) Ale nie ma to tamto, 4 udało mi się podkraść :)
Po ptysiowym pieczeniu Tillia pycha obiad na stół podała, a potem było taram taram, i na stół wjechał urodzinowo-Oczkowy tort makaronikowy, a do tego wino musujące czy coś tam w ten deseń, przy którym życzyliśmy Oczku wiecie czego no nie? ;)


Aha, żeby nie było, że było, ale ja oczywiście zapomniałam aparatu i dziś korzystam z Oczkowo-Tiliowych zdjęć :)
A ptysie, no cóż polecam, a jak już się na nie skusicie, to dajcie znać, z przyjemnością wpadnę ;)




Ptysie wg Herme
za Oczkiem, a Oczko za Tilią ;)
Składniki:
80 ml wody
100 ml mleka
szczypta soli
1 łyżeczka cukru
75 g masła
100 g mąki
3 jaja
Przygotowanie: Do rondelka wlać wodę, mleko z solą, cukrem i masłem.
Doprowadzić do wrzenia. Dodać mąkę i mieszać na wolnym ogniu przez 2-3 minut aż płyny odparują, a ciasto będzie jednolite i odchodzące od ścianek. Masę przełożyć do miski (ja je lekko studzę) i dodawać po 1 jajku, cały czas ucierając oraz od czasu do czasu unosząc ciasto, by wprowadzić powietrze.
Ciasto jest gotowe gdy opada ze szpatułki jak wstążka. Ciasto włożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać ptysie na blachę wyłożoną pergaminem. Posmarować je żółtkiem rozkłóconym z mlekiem. Piec przez ok. 10 minut w 200 stopniach, jeśli pieczemy małe ptysie, a ok. 20 minut w 180 stopniach, jeśli pieczemy duże. Wystudzić i nadziać.

Nadziewać można albo przekrawając je i potem składając jak kanapeczki, albo korzystając z rękawa cukierniczego z cienką końcówką.

Krem do nadzienia – magiczny krem czekoladowy:
Składniki:
100-200 g czekolady, roztopionej w kąpieli wodnej
6 żółtek (ok. 100 g)
6 łyżek cukru drobnego (ok. 100 g)
1 czubata łyżka (ok. 11,5 g) skrobi kukurydzianej (ew. pół na pół z ryżową)
1 szklanka i 1 łyżka (ok. 266 ml.) mleka 3%
5 łyżek śmietany kremówki (ok. 66 g.)
Przygotowanie: Żółtka ubijamy z cukrem do białości. Dodajemy skrobię i łączymy ubijając. Mleko ze śmietanką (lub samo mleko) podgrzewamy na średnim ogniu, powoli doprowadzając do wrzenia. Gdy mleko zaczyna się podnosić, zmniejszamy ogień do małego, wlewamy na środek masę jajeczną i czekamy 1 minutę – nie mieszamy! (aż mleko zacznie wychodzić po bokach masy). Wtedy trzepaczką mieszamy szybko, do uzyskania jednolitego, gęstego kremu. Mieszamy tylko kilka razy i voila, gotowe. Potem krem przelewamy do miski, łączymy z roztopioną czekoladą i ewentualnymi dodatkami zapachowymi i smakowymi. Studzimy, wkładając miskę z kremem do większej, wypełnionej lodem z wodą. Krem przykrywamy nasmarowaną masłem folią i odstawiamy do pełnego ostudzenia do lodówki. Przed użyciem, dobrze jest go dokładnie wymieszać. Można też dodać do niego agar-agar/żelatyny wraz z kremówką/jogurtem greckim i doskonale nadaje się do tortów.

Ryż po argentyńsku

No i mieszkamy sobie z Hirkiem na tej Ochotce. A tak naprawdę, to on tam mieszka ja nocuje, bo więcej mnie nie ma niż jestem.
Już wiem co to znaczy prawdziwy brak-czas, korki i ciągłe spóźnienie.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :-)
Na „szybkie numerki” z „pasem cnoty chodzę”, filmowe zaległości nadrabiam, a w kuchni nie bywam. Narzekać nie mogę, wstaję wcześnie, pędzę na mój pośpieszniak, a potem tupocząc na swoje siedzisko w Zacisznej Pyrkolandii zdaje relacje Oczku z dnia poprzedniego, a jak zapomnę zadzwonić to już sama się dobija do mnie ;)
Potem nie tupocząc, ale pędząc na przełaj wsiadam do pośpieszaka, który zwalania do tempa ślimaka docieram na ochotkę, gdzie robię różne ciekawe rzeczy ;)
Dobrze, że Hirek, pfu pfu Hieronim, jest taki samodzielny, bo miałabym wyrzuty sumienia. Ostatnio nawet znalazł stare zdjęcia z żarełkiem, które gotowaliśmy w Toruniu i będziemy wrzucać stopniowo, dopóki nie trafimy do kuchni, by upichcić coś nowego ;)
Dziś wybierzemy się z Grumkami do Ameryki, pomimo że oni teraz w Polsce rządzą. My z Hirkiem polecimy do Argentyny na Ryż po Argentyńsku. Nie powiem, ale najlepiej to nie wygląda, ale jest naprawdę smaczne i szybkie w przygotowaniu, a i do lanczboksiku się nada i do pracy na obiad można zabrać. A jako, że brzydkie jak zombie to i z akcją Zieleninysię łączy :)
A niedawno prezentowałam ryż po Brazylijsku ;)




Ryż z kurczakiem po argentyńsku
* 2 łyżki oliwy
* 50 dag mięsa kurczaka (w wersji dla wegetarian może być kalafior)
* 2 posiekane cebule
* 1 lub 2 posiekane ząbki czosnku
* 2 łyżki posiekanej bazylii
* 1 listek laurowy
* 4-5 pokrojonych chili
* pół szklanki białego wina
* 1,5 szklanki bulionu drobiowego lub warzywnego
* 3 pomidory pokrojone w kostkę
* 2 szklanki ryżu basmati
* 2-3 posiekane łodygi selera naciowego
* 1/2 szklanki orzechów pecan lub migdałów
* sól
* 1 szklanka mrożonego groszku
Rozgrzej oliwę, podsmaż kurczaka (lub kalafior). Gdy będzie brązowy, dodaj cebulę i czosnek, a potem bazylię, listek laurowy, chili i wino. Po 2 minutach dodaj pomidory, wlej bulion i 1/2 l wody. Dokładnie wymieszaj, wsyp ryż, wrzuć seler oraz orzechy lub migdały. Posól, gotuj 10 minut (ryż powinien być jeszcze jędrny). Dodaj groszek, gotuj kolejne 10-12 minut, aż ryż będzie całkiem miękki. Uzupełniaj wodę, która wyparuje w trakcie gotowania.

źródło

Quinoa z cukinią i wędzonym pstrągiem

Do wczoraj, a raczej do dziś, myślałam, że nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć.
A jednak… I w ten prosty sposób Kurczak ma kolejną rzecz do rozgryzienia, bo jak to się tak da, jak podobno się nie da ;)
No nic, ale teraz nie mam czasu na jakieś ciekawe bzdety. Dotarłam na swoją Chętkę, mój dobytek też, no i Hieronim rzecz jasna. I jak zwykle dopadł mnie brak-czas, a tak naprawdę to on dopiero mnie powinien od jutra dopaść! Dziś cały dzień zwiedzałam i uczyłam się ambitnie, co, gdzie, jak i czym.
Rano zwiedziłam okolice, potem dalszą okolicę i centrum, a jeszcze potem starówkę i całą resztę. A jutro dalsze zwiedzanie i dalsze mądre nauki Oczka :) Ale to nie o tym miało być ;)
Ostatnio zapytano mnie o to jak się piecze dynię, bo w wielu przepisach podaję jako składnik właśnie ową dynię, ale jak ją się piecze to już nie ;) No to ja się poprawię i teraz zapodam, choć prawdę mówiąc nie ma nic prostszego :) A w ramach odpoczynku od pieczonej dyni zapodam także pyszny przepis na Quinoa, czyli komosę ryżową z cukinią i wędzonym pstrągiem, z dodatkiem czosnku i koperku. Tia, wiem, wszędzie gdzie się da daje czosnek, ale cóż, no lubię tak?!

Pieczona dynia

Piekarnik rozgrzewamy do 200ºC. Dynię oczyszczamy z pestek, kroimy w średniej grubości plastry (można też w kostkę, ale wtedy krócej pieczemy) i smarujemy oliwą- można lekko posolić lub posypać ulubionymi przyprawami, ja czasem posypuję słodką lub wędzoną mieloną papryką lub czosnkiem granulowanym. Plastry układamy na blaszce wyłożonej papierem pieczeniowym i pieczemy ok. 20 minut- aż dynia stanie się miękka.
Polecam wykorzystanie jej do np.
- sałatki z pieczonej dyni z fasolą i pomidorem
- sałatki z kaszy jaglanej z dynią i brokułami
- dyniowej zupy mlecznej z lanymi kluskami



Quinoa z cukinią i wędzonym pstrągiem
1 porcja
60 g quinoa
1 mała cukinia
50 g wędzonego pstrąga
ząbek czosnku
łyżka posiekanego koperku
szczypta soli, pieprzu
odrobina oleju sezamowego
Quinoa przepłukać i wrzucić do wrzącej wody / bulionu (2,5 razy więcej wody niż kaszy). Gotować aż quinoa wchłonie całą wodę/bulion.
Cukinię pokroić w cienkie plasterki lub półplasterki i chwilę podsmażyć na oliwie wraz z posiekanym ząbkiem czosnku. Do cukinii dodać pokrojonego na mniejsze kawałki wędzonego pstrąga i ugotowaną komosę ryżową. Doprawić szczyptą soli i pieprzu oraz skropić olejem sezamowym. Dodać koperek i dokładnie wymieszać.

środa, 8 grudnia 2010

Sałatka z pieczonej dyni z fasolą i pomidorem

Ja z tym ptaszyskiem oszaleje kiedyś!
Jak tylko usłyszał, że Oczko po nas przyjeżdża, to zaczął się stawiać i fochami rzucać! Kolejny fochmen się znalazł. Hirek, przepraszam Hieronim, zakazał nazywania siebie Hirkiem, bo to takie prostackie, a on w końcu do stolicy jedzie. Zatem mam się do niego zwracać Sir Hieronimie… Ja mu co najwyżej ser w dziób mogę wsadzić ;)

Gdyby tego było mało, ptaszysko stwierdziło, że nowy frak i beret potrzebuje, że musi wymienić garderobę na bardziej trendy i cool. Na zakupy mnie wysyła. Tia, niby co ja jestem, posyłaczka? ;)
Oczywiście nie podoba mu się wszystko co tylko może i ciągle narzeka. Ale mu przejdzie, jak na dziewczyny poleci ;) Ja natomiast pakuję swoje skarby, bo Hirek już spakowany. I tak sobie myślę i czekam i się doczekać nie mogę ;) Ale z drugiej strony, po wczorajszym pożegnaniu , które przedłużyło się do …. i tak na więcej niż na myślenie mnie nie stać ;)



Jako, że jeść nie jestem w stanie, bo czuję jeszcze te litry soku pomidorowego, to dziś zaprezentuję szybkie, oczywiście dyniowe danie, oczywiście z pieczoną dynią, bo w takiej formie ją lubię najbardziej :) Smaczna, sycąca sałatka, z dodatkiem czerwonej fasoli, pestek dyni i pomidora :)



Sałatka z pieczonej dyni z fasolą i pomidorem
1 porcja
kawałek upieczonej dyni
spora garść ugotowanej fasoli czerwonej
pomidor 1-2 szt
posiekane liście bazylii
łyżka uprażonych pestek dyni
sól, pieprz, mielona wędzona papryka, czosnek granulowany
kapka oliwy
Dynię i pomidory pokroić w kostkę. Wymieszać z fasolą, bazylią i pestkami. Dodać odrobinę oliwy i doprawić do smaku solą, pieprzem, papryką wędzoną i czosnkiem.

Kasza jaglana z pieczoną dynią i brokułami

Po dzisiejszych chwilach grozy, nadeszły jeszcze większe.
Hirek mi się zbuntował i powiedział, że mam robić co chcę, ale jeśli on nie będzie na zdjęciach to bierze swe bereciki i się wyprowadza.
Próbowałam mu wytłumaczyć, że to dla jego dobra, że tak i siak się wyprowadzi, ale ze mną, że martwię się o niego…
Ale bądź tu mądry i gadaj z facetem, a jeszcze mądrzejszy, wytłumacz mu coś!
Uparł się i już! Tak więc, dałam sobie spokój, dorosły jest, ja mu bronić nic nie będę, bo i tak zrobi co chce, a jeszcze naskarży na mnie Oczku!
Ja i tak już nerwy sobie psuję próbując zrozumieć tego wordpressa, nawet kurde durszlak jest przeciwko mnie i nie wyświetla moich postów :( Egh!

Dobra, pora na przyjemności, przyjemności z dynią! :) Oczywiście z pieczoną dynią, bo taką uwielbiam najbardziej. Naszła mnie ochota na kaszę jaglaną, a że w lodówce czekała też dynia, w zamrażalniku brokuły, a w szafce płatki migdałowe. Wymieszałam wszystko i powstała taka prosta i smaczna mieszanka. Czyli Kasza jaglana z dynią i brokułami



Kasza jaglana z pieczoną dynią i brokułami
1 porcja
60g kaszy jaglanej
100 g pokrojonej w kostkę i upieczonej dyni
kilka różyczek brokuł
łyżka uprażonych płatków migdałowych
posiekany ząbek czosnku
sól, pieprz,
Kaszę jaglaną przelać wodą i ugotować, dodając pod koniec gotowania czosnek.
Brokuły ugotować na parze.
Kaszę wymieszać z brokułami, dynią i doprawić do smaku solą i pieprzem.
Przełożyć do miseczki i posypać uprażonymi płatkami migdałowymi.

Zupa mleczna z dynią

A podobno o jedynaki są rozpieszczone…
Tia, jakoś się z tym nie mogę zgodzić.
A może to ja, jak to zwykle ja, stanowię wyjątek od reguły.
Za to Siostra Warka to jest dopiero rozpieszczona bestia!
A jedynaczką ona nie jest. Bo ma siostrę- mnie, a jak ja byłam mała, to jej nie było, a teraz ja jestem i ona jest i dorasta- i tak możemy kręcić w kółko ;)
Ale do czego zmierzam. No do tego, że ja oddałabym wszystko dla Warki, ostatni kawałek wafelka z Dziadziolka szafki, ostatni żołądek, które obie lubimy… Ja dla Warki wszystko! Kryję ją przed Babulinką, jak kotom z misek wyżera lub jak do jej łóżka wskoczy, pozwalam mnie budzić w nocy i bawię się z nią, gdy ma tylko na to ochotę.
A ona! A ona ma to w nosie i mnie ma w nosie :(
Ja jej w prezencie przywiozłam „żeberka z grilla”, a ona mi znak na nodze zostawiła!
Rozpieszczona paskuda jak zawsze musiała być pierwsza i pierwsza wyskoczyć z samochodu, a ze skok ma krótki, o ode mnie się odbiła…i swoją łapkę w postaci siniaka odbiła… (na zdjęciu nie widac tego tak jak w rzeczywistości ;))


Już wiem, czemu mnie to odbicie tak zabolało…Mój krzyk w tamtej chwili jest teraz całkiem zrozumiały ;)
I jak tu tej Warki nie kochać? No jak?! Ona o sobie nie da zapomnieć, zawsze coś po sobie zostawi ;)
W ramach pocieszania i rekonwalescencjonowania dziś znów ta „oczo***” i moja ulubiona dynia, oczywiście pieczona, bo ja najbardziej lubię dynię pieczoną. A że musiałam jakoś rozładować napięcie i obniżyć ciśnienie, które podwyższył mi taki jeden ktoś, dynię zmiksowałam i jako zupę-krem na mleku zjadłam.
Uwielbiam zupy mleczne z dynią, a z dodatkiem takich kluseczek to prawdziwe niebo w gębie, naprawdę :)



Zupa mleczna z dynią
2 porcje
200 g uprzednio upieczonej dyni,
500 ml mleka
4 łyżki mąki
1 jajko
cukier brązowy
sól
Z jajka i mąki zrobić ciasto na lane kluski (najlepiej wymieszać w kubeczku, tak aby nie było grudek).
Mleko zagotować. Ciasto wlewamy wąskim strumieniem (można podłożyć widelec, będą mniejsze kluski) na gotujące się mleko. Po kilku minutach kluski wyciągamy za pomocą łyżki cedzkowej i odkładamy na talerz.
Do mleka dodajemy dynię i ściągamy z ognia. Dodajemy cukier i miksujemy na gładki krem. Doprawiamy do smaku solą i zalewamy zupą kluski.

Sałatka z dynią i kurczakiem

A ja znów zajechana, znów w ciągłej podróży.
Mimo gonitwy, tysiąca rzeczy do zrobienia, zdążania na wyznaczoną godzinę i osiągnięcia upragnionego celu, mam dużo czasu na przemyślenia.
Przemierzając Polskę moją „ukochaną” koleją (która de facto stała się mym drugim domem) setki myśli kotłuje się w mojej kurzej głowie, setki wspomnień ponownie odwiedza mój umysł, a wszystko to sprawia, że dzióbek raz mi się śmieje, raz wywija w podkówkę.
Bo jak się wspomina miłe rzeczy o osobie, która właśnie odeszła, to łzy przeplatają się ze śmiechem. Takie jakby, rozdwojenie jaźni, jakby nie spojrzeć.

Wiem, że smęce coś, ale wiecie, że po Princess można się wszystkiego spodziewać. Princess jak to kobieta, zmienną bywa. Ale Princess ma swojego Hirka, który dziabnie ją swym swoim obłupanym pół-dziobem i przywoła do porządku, wołając o jedzenie.
A temu obżartuchowi odmówić się nie da, zresztą nie zamierzam tego robić :)

Zatem zapraszam na oficjalne otwarcie Festiwalu Dyni na moim blogu. Beatko dzięki Ci za tą akcję, bo gdyby nie Ty, pewnie do dziś nie spróbowałabym tego „pomarańczowego”* warzywa :)



Sałatka z dynią i kurczakiem
upieczone kostki dyni (ok. 200g)
pół piersi z kurczaka
łyżeczka soku z cytryny
garść suszonej żurawiny
szczypta czosnku granulowanego i pieprzu
łyżka mieszanki uprażonych ziaren sezamu, czarnego sezamu i siemienia lnianego
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
odrobina oliwy

Pierś z kurczaka pokroić w kostkę i wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą. Smażyć kilka chwil, po czym podlać sosem sojowym. Dodać dynię i pokrojoną w mniejsze kawałki żurawinę. Chwile podsmażać, po czym doprawić czosnkiem i pieprzem oraz skropić olejem sezamowym. Wymieszać z sezamem i siemieniem lnianym.

* czemu w cudzysłowie? wytłumaczenie na Paście i Baście :)

Arroz branco-biały ryż po brazylijsku

Czy ja kiedykolwiek mówiłam/pisałam, że lubię duże centra handlowe, a w Złotych Tarasach mogłabym mieszkać?
Jeśli tak to cofam to, nasyciłam się, ba więcej, przesyciłam się.
Raz w tygodniu fajnie, 2 razy- rekreacja, ale 3 razy to już ponad siły, nawet moje ;)

Tia, znów mnie wywiało w Polskę, znów w stolicy byłam, i znów gdyby nie Oczko …wolę nie myśleć, gdzie bym dotarła. A tak, Oczko sprawnie pokierowała mnie na stację metra (to co, że nie na tą, na którą początkowo planowała ;) i kurczak sam, dosłownie sam metrem jechał! Znaczy się inni ludzie też tam byli, takich luksusów nie mam, ale sobie poradziłam i duma mnie rozpiera. Zatem apeluję! Oczko na przewodnika! :)
Dotarłam gdzie miałam dotrzeć, odbyłam bardzo sympatyczną rozmowę, a jutro rano znów ruszam w Polskę, tym razem w innym kierunku. Jednak zanim wyruszę, to kiknę z Grumkami do Ameryki, a dokładniej do Brazylii, na prosty, ale smaczny Arroz branco, czyli biały ryż po brazylijsku. Fajny dodatek do obiadu zamiast ziemniaków, albo jako baza do innych dań, na ten przykład z warzywami.
O, o z brokułami i migdałami :)



Arroz branco – biały ryż po brazylijsku
2 porcje
100 g ryżu basmati
1 cebula
2 ząbki czosnku
oliwa
sól
W rondelku rozgrzej oliwę i zeszklij posiekany czosnek oraz cebulę. Dodaj ryż i ciągle mieszając podsmażaj kilka minut. Zalej gorącą wodą, tak aby sięgała około 1 cm ponad powierzchnię ryżu. Gotuj na małym ogniu, aż cała woda odparuje.
Można go podawać jako dodatek do mięs lub z warzywami, w formie sałatki.

źródło

Sałatka z tofu, ogórków i kiełków

Ja to jednak na kuprze usiedzieć nie potrafię i jak tylko jest możliwość to ruszam przed siebie.
Znów wpadłam w wir podróżowania po Polsce. Tym razem kursuje między stolicą naszą wielką, Brzydzią (no dobra, już nie tak Brzydź ;) widziałam jej piękne strony) i Poznaniem. No oczywiście Piernikowo się przewija, jak to zawsze bywa.
Ja nie powiem lekko nie jest, ale czego się nie robi dla maltańskich sklepów czy zwiedzania starówki nocą? Toć korzystać trza, bo inaczej można żałować ;) A ja wychodzę z założenia, że lepiej żałować, ze się coś zrobiło niż żałować, że się nie zrobiło. Ja niczego nie żałuję i się cieszę z tego zmęczenia, które sprawi, że zaraz zasnę na siedząco.
Ale najpierw wrzucę tu cosik smacznego i jak zwykle bardzo eksperymentalnego. Czy już narzekałam, ze w Piernikowie tofu nawet już znikło ze sklepów? Ale zaradny kurczak dał radę i w Poznaniu sobie zakupił zapas. I dziś prezentuje proste danie lub też przekąskę, szybką w przygotowaniu i smaczną, a co najważniejsze, z tofu w roli głównej i to z tofu wędzonym :)
Podobne dania prezentowałam już jakiś czas temu i do nich powrócić, lukając tu:

Sezamowe tofu z ryżem i fasolką szparagową
Cukinia z ciecierzycą i tofu o cytrynowym aromacie
Smażone tofu z sosem fistaszkowo-limonkowym
Szparagi z tofu i karmelizowanymi orzeszkami



Sałatka z tofu, ogórków i kiełków
1 porcja
2 średnie ogórki gruntowe,
100g tofu wędzonego
05g kiełków fasoli mung z puszki
odrobina soli i pieprzu
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
zmiażdżony ząbek czosnku
uprażone ziarno sezamu i siemienia lnianego.
Ogórka obrać, umyć i pokroić w półplasterki. Tofu pokroić w kostkę i wrzucić na gorącą patelnię teflonową. Smażyć na średnim ogniu, mieszając co jakiś czas i podlewając sosem sojowym i olejem sezamowym. Posolić. Gdy tofu zacznie brązowieć dodać zmiażdżony ząbek czosnku i kiełki. Posypać sezamem i siemieniem. Wymieszać. Podawać ciepłe.

Fasolka mung z pieczarkami i sezamem

Ja wiem, wiem, do świąt jeszcze daleko i do mej ćwiartki też.
Ale jakby spojrzeć na to z innej strony. Toć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Dlatego ja usiadłam tak, że widzę ten koniec grudnia jakby był już za kilka dni.
A przeto nie wiadomo kiedy Mikołajkowy Pan trafi tu i przeczyta czego pragnę. No nie?
Zwłaszcza, że grzeczna w tym roku byłam niezmiernie. Haka na mnie nikt nie znajdzie!
O! I w końcu, choć w jednym roku, rózga mi się nie należy!
A ćwiartkę w życiu raz się obala no nie?
No właśnie. Cieszę się, że wszyscy się ze mną zgadzają.
Zatem ja tak skromnie bym chciała prosić Mikołajkowego Pana o zarejestrowanie tego faktu i uwzględnienie mojej grzeczności (wagary się nie liczą ;) ).
Tak więc, Mikołajkowy Pan proszony jest o pilny kontakt z Kurczakiem i Hirkiem w celu obgadania szczegółów i negocjacji szczegółów imprezy :)
p.s. Żaba też może się odezwać ;)

W podzięce wielkiej, razem z Hirkiem zaprosimy Mikołajkowego Pana na smaczny posiłek przez nas przygotowany. A jako, że najpierw trzebaby wypróbować czym by tu poczęstować owego Mikołajkowego Pana tośmy z Hirkiem już próby zaczęli poczynać. Na pierwszy ogień poszła fasolka mung z pieczarkami i sezamem. Akuratne danie na zdrową i sycącą kolację, albo na inny posiłek, albo jako dodatek do mięcha obiadowego. Już raz robiliśmy coś ala sałatka z fasolką mung i wtedy również wyszło bardzo smaczne danko.

Czy Mikołajkowy Pan skusi się na porcyjkę?



Fasolka mung z pieczarkami i sezamem

2 porcje
150 g ugotowanej fasolki mung
puszka pieczarek w naturalnej zalewie
łyżka ziarna sezamu
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
łyżka posiekanej natki pietruszki
świeżo zmielony czarny pieprz, czosnek granulowany
Pieczarki odcedzić z zalewy i wrzucić co miseczki. Dodać fasolkę i pietruszkę. Wymieszać.
Sezam uprażyć na patelni i dodać do fasolki i pieczarek. Skropić całość sosem sojowym i olejem sezamowym. Doprawić do smaku pieprzem i czosnkiem.
Można jeść na zimno lub podgrzać chwile w piekarniku/mikrofalówce.

Brokuły z tofu, groszkiem i pistacjami

Wiem, wiem, nie wychowana jestem. A raczej wychowana, ale inaczej.
Zamiast się przywitać w nowym, lepszym i w końcu własnym Kurniku, to ja nic, pustką tu wieje.
Zatem przywitam się teraz:
Dzień Dobry Princesskowy Kurczak jestem i zapraszam do nowego Kurnika, rozgoście się proszę.
Ale to naprawdę nie moja wina, że tak brzydko się nie przywitałam. Jak zawsze facet zawinił, co akurat „włączył” mój nowy domek, gdy ja czasu nie miałam na nic. I jeszcze dziś musiałam jechac sprawdzić czy to Oczko jeszcze jest czy nie, kawę wypić, a nawet 3 i zakupić nową kieckę, mini kieckę (a podobno przed obrazem przyrzekałam, że nie , żadnych zakupów!). Ale jak to tak, być w Złotych Tarasach i nic nie kupić. Tia, jasne, nie ze mną te numery. I tak nie kupiłam butów, które były na must have liście. Oczywiście tu też znów facet zawinił, na szczęście nie mój, bo popełniłabym gdyby był mój chyba samobójstwo, on zresztą też. ;)
Ale do rzeczy. Zatem przeniosłam się tu, butów nowych nie mam, ale jestem na swoim! Jak się Wam podoba? Mi bardzo :). Podziękowania dla Kaczego Prezia, który , pomijając fakt, że mi nerwów napsuł, to mi bardzo pomógł i urządził tu co nieco, a nawet więcej :) Dziękujemy :)
Musicie jeszcze być cierpliwi, bo Kurczak zalatany jest i czasu mu brak, ale stopniowo będzie tu coraz fajniej, obiecuję! A nawet kolejny konkurs się szykuje :)
A w ramach parapetówy i zabawy Tofowej u Wegetarianki zapraszam na Brokuły z tofu, groszkiem i pistacjami! Jedzta i pijta (jak macie co) do woli!



Brokuły z tofu, groszkiem i pistacjami
1 porcja
kilka różyczek brokuł
garść strąków zielonego groszku
50 g tofu
łyżka grubo posiekanych pistacji bez łupin
ząbek czosnku
malutki kawałeczek imbiru
2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżeczki oleju sezamowego, łyżeczka octu ryżowego
szczypta pieprzu cayenne
oliwa
W miseczce wymieszać łyżkę sosu sojowego, łyżeczkę oleju sezamowego i octu ryżowego. Tofu pokroić w kostkę, wymieszać z marynatą i odstawić na min. 30 minut.
Brokuł i groszek ugotować na parze. Odstawić.
Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy, wrzucić posiekany czosnek i imbir oraz orzechy pistacjowe i szczyptę pieprzu Cayenne. Zrumienić i zdjąć z patelni, na którą wrzucić tofu. Podsmażać do zrumienienia, po czym dodać warzywa, czosnek, imbir i orzechy, podlać łyżka sosu sojowego i łyżeczką oleju sezamowego. Chwilę podsmażać, ciągle mieszając, podawać ciepłe.