Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

niedziela, 27 czerwca 2010

Młoda kapusta z sezamem

Dziś niedziela.
W niedzielę miał być łoś.
Łoś miał być na obiad.
Łoś z makaronem w planach był.
Łoś był, ale
nie na obiad a na kolację
nie dziś a wczoraj
nie z makaronem a z chlebkiem
czy był smaczny? No, a kiedy łoś wędzony nie jest smaczny?
A dziś zamiast łosia były żelki, misiożelki, ekologiczne misiożelki. I ciasteczka, też ekologiczne i całkiem smaczne.
Obiad był wyjściowy, więc miałam wolne od gotowania, za to kolacja była po domowemu. I też bardzo smacznie i nawet dietetycznie.



A tu Hirek się do mego kwiatka przymila ;)


Młoda kapusta z sezamem
½ główki młodej kapusta
czarny sezam (ok.łyżeczki)
sezam jasny (ok.łyżeczki)
ząbek czosnku
łyżeczka oleju sezamowego
sól, pieprz
W dużym garnku upraż sezam z łyżeczką soli. Po kilku minutach dodaj posiekaną kapustę i czosnek. Podlej delikatnie wodą i podgrzewaj ok. 10-15, aż kapusta zmięknie. Mieszaj by kapusta się nie przypaliła. Odparuj wodę i połącz z olejem sezamowym. Dopraw do smaku szczyptą soli i peprzu.

Inspiracja http://www.przepisnazdrowie.pl/?p=344

czwartek, 24 czerwca 2010

Kasza jaglana z truskawkami

Truskawkowa akcja trwa , a ja ze wstydem muszę przyznać, ze tylko jeden przepis z truskawkami zaprezentowałam! I to w dodatku z liofilizowanymi!
Tak nie może być! Dlatego dziś w mojej kuchni zagościły truskawki, a ponieważ ostatnio mam tzw. fazę na kaszę jaglaną, to w jej towarzystwie wystąpiły.
Przepis jest banalnie prosty i pasuje zarówno na śniadanie jak i na podwieczorek :) A zielone pistacje, nie tylko dodają koloru, ale też smaku :)
Pysznie smakowała na podwieczorek, popijana Truskawkową herbatą Dilmah.



O o właśnie, coś miałam Wam powiedzieć :) Za tydzień na moim blogu zaproponuję Wam udział konkursie Dilmah, w którym do wygrania będą fajne i smaczne nagrody. Konkurs Dilmah jest realizowany w ramach projektu Kreacje Smaku opracowanego i realizowanego wspólnie ze słynną projektantką mody Ewą Minge.
Warto też wspomnieć, że marka Dilmah przygotowała dla miłośników herbaty wiosenną niespodziankę - linię 24 herbat aromatyzowanych, takich jak: Peach & Lychee, Toffee Banana, Pear & Orange, Cherry & Almond i Apple Cinnamon Vanilla.



Dzisiejszy przepis dedykuję Dziadziolkowi z okazji jego święta i tego co dziś mi powiedział :) Wszystkiego naj Dziadziolek!

Komu herbatkę? Dziadziolek stawia :P

Kasza jaglana z truskawkami
1 porcja
60 g kaszy jaglanej
kilka-kilkanaście truskawek
garść posiekanych pistacji
szczypta cynamonu, imbiru, kardamonu i soli
odrobina brązowego cukru
150g wody i 150 g mleka
Mleko i wodę doprowadzamy do wrzątku i dodajemy odrobinę cukru (w zależności jak słodkie danie chcemy otrzymać). Następnie wrzucamy sparzoną kaszę i gotujemy pod przykryciem do wchłonięcia całej wody, pod koniec gotowania dodajemy cynamon, kardamon, imbir i sól.
Truskawki oczyszczamy i kroimy w mniejsze cząstki, mieszamy z kaszą. Przekładamy do miseczki i posypujemy orzechami.

sobota, 19 czerwca 2010

Quinoa ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

I jestem, i wróciłam, i radością tryskam!
Nie mogę narzekać, źle nie było, ale dobrze też nie. Ja jednak najlepiej czuję się tu we własnym kurniku, a nie na pokojach słomą i złotem wypchanych.
Bywało wesoło, chichrająco nawet, zwłaszcza w trio: dziadziolek, komputer i P&B/Eksperymentalnie.
Jednak bywały też chwile smutku, tęsknoty, wspomnień, gdy słony płyn rozmazywał makijaż i za żadne skarby nie chciał przestać płynąć.
Jednak co było to było, ważne jest to, że jestem w Kurniku :) Choć lekko pociągająca, gdyż dziadkowie szarpnęli się na EC, co by kurczak szybko do Kurnika dotarł, a tam klima mnie rozwaliła!

Duchota, chłodny wiaterek, prażące słońce i klima zmoczyły me piórka, przez co marzyłam tylko o zimnym prysznicu lub aromatycznej kąpieli.
W życiu niestety/stety ;) nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli. Zamiast do łazienki, zagoniono mnie do kuchni, delikatnie to ujmując: „do garów” ;) W dodatku zapiekanką mi grożono! o!
I w ten sposób zamiast kąpieli/prysznicu był stres, co ugotować, uda się czy się nie uda, będzie smakować czy nie... Podobno smakowało (w dopieprzonej wersji, ktoś tu pieprzyć lubi ;) ), a nawet zaintrygowało. No bo niby jak połączenie quinoa ( w wesji eko), szpinaku i suszków pomidorowych może nie smakować? No niby jak?

Dziadzolku teraz możesz tylko żałować, to co mogłeś skosztować Ty, gdybyś tak się nie bronił przed szpinakiem i suszkami, skosztował Pan od Hebatki (vel Hebatnik, gdyż krócej brzmi ;)) ;p

A jako, że obiecałam wrzucić "na stronę" moje dzieło pierwszego razu w wersji dla 2 osób, to wrzucam, i proszę o wybaczenie marnej jakości zdjęć, gdyż Pan Głód atakował ;)



A na deser lody!!! :)

Quinoa ze szpinakiem i suszonymi pomidorami
2 porcje
150 gram quinoa / komosy ryżowej
200g szpinaku mrożonego
kilka suszonych pomidorów
2 duże ząbki czosnku
cebulka
łyżeczka sosu sojowego
oliwa
oliwa z suszonych pomidorów
wino białe półwytrawne
bulion, ok. 400-500ml
pieprz czarny, czosnek granulowany
w wersji Herbatnikowej, czyli ostrzejszej: szczypta pieprzu Cayenne
W garnuszku zagotować bulion i wrzucić quinoa, gotować na małym ogniu pod przykryciem, aż do wchłonięcia całego płynu przez kaszę.
W międzyczasie na patelni rozgrzać odrobinę oliwy, wrzucić cebulę a po kilku minutach czosnek- uważać by nie przypalić czosnku. Podlać winem, a gdy odparuje dodać szpinak. Delikatnie podgrzewać, aż do jego rozmrożenia, po czym dodać pokrojone w paski suszone pomidory. Po minucie dodać po łyżeczce sosu sojowego i oliwy z suszonych pomidorów, odrobinę pieprzu, czosnku i pieprzu cayenne (w wersji lekko ostrej) i dokładnie wymieszać. Połączyć z quinoą i podawać.

[Listonic]

środa, 16 czerwca 2010

Quinoa z ciecierzycą i suszonymi pomidorami

No i wylądowałam tam, gdzie lądować nie chciałam.
Byłam pewna, że lądowanie będzie bolesne, ale jednak troszku się pomyliłam.
Jest lepiej niż myślałam, choć pewne obawy się spełniły, niestety...
Na szczęście pomimo wszechobecnej ciszy, której tak nie znoszę, bywa śmiesznie, a nawet ciekawie.
Odnalazł się ten, który zapoczątkował me kurczakowate zwanie, i właśnie ten „dżentelmen” stara się jakoś mnie zabawić, o ile w tym miejscu można się pobawić. Zapoznaje z piekielną młodzieżą, gdyż starszyzna wybyła w świat, zabiera na piwo, do jedynego „lokalu” obecnego w tym „mieście” i dostarcza rozrywek typu: atak norek, spotkanie młodych jenotów czy wspominanie dawnych czasów, gdy kurczak bardziej się toczył jak mała kuleczka niż kikał na swych chudych nóżkach, jak jest obecnie.
Dziadziolek też dostarcza rozrywek, a raczej rozśmiesza do rozpuku. Dorwał się do Pasty i Basty oraz Eksperymentalnego i czytając, podziwiając i śliniąc się komentował wszystko co tylko się dało ;) Oczkowa "omdlała cebula", "czaj" czy słynne "sru do garnka" mało nie zrzuciło go z krzesła ze śmiechu, a z kolei moje wszechobecne suszone pomidory tak go zaciekawiły, że aż do sklepu mnie zabrał. Jednak po kupnie ww wspomnianych suszonych bronił się jak mógł przed ich spróbowaniem. Toć musiałam go błagać o skosztowanie choć jednego suszka. Smakowało, widziałam, choć przyznać się nie chciał ;)
Siostra Warka też nie próżnuje i wykorzystuje jak tylko może czas by mi nerwy wszystkie pozrywać. Byle czego nie jada, dzis np. na kolację na kiełbase ochoty nie miała, ale za to drożdżówkę z makiem z chęcią zjadła ;)
A jaka to dla niej przyjemność wskoczyć mi o 3 w nocy do łóżka i rozpocząć harce. Jaka to przyjemność wytarmosić moje włosy, pogryźć ucho czy w kuper szczypnąć. A z kolei za dnia wszelkie moje wyjścia poza bramy rezydencji Habianki mamy i Dziadziolków wiążą się z braniem smyczy, bo nigdy nie wiem, gdzie i kiedy zza jakiegoś krzaka nie wychyli się ta piękna, mała, krowiasto-łaciata główka! ;)

Jak to określił Pan od herbatki uderzające podobieństwo jest między nami ;)


A ja skoro na wsi wylądowałam to dalej ekologicznie jem i kosztuję produkty MyEcolife. Dziś padło na komosę ryżową vel quinoa z ciecierzycą, owymi suszonymi pomidorami i pietruszką.
Kaszu Machu Picchu, potocznie zwana Quinoą, w jej ekologicznej wersji skrywa w sobie niezwykłą moc, dodającą energi i wzmacniającej organizm, natomiast ciekawska ciecierzyca dostarcza organizmowi białka, czyli budulca naszych ciał :)



Quinoa z ciecierzycą i suszonymi pomidorami
1 porcja
50 g ugotowanej ciecierzycy
50 g quinoa
mała cebula
kilka suszonych pomidorów
łyżeczka koncentratu pomidorowego
pół łyżeczki mielonego kuminu
pół łyżeczki mielonej papryki wędzonej/słodkiej
szczypta pieprzu
ząbek czosnku
posiekana natka pietruszki
200 ml bulionu
oliwa
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekaną cebulę i po ok. 2 minutach posiekany ząbek czosnku. Gdy cebula się zeszkli dodać przyprawy i quinoa, a po minucie koncentrat i bulion. Przykryć i gotować ok. 20 minut, aż cały bulion nie zostanie wchłonięty. Pod koniec gotowania dodać pokrojone suszone pomidory i ciecierzycę. Wymieszać z pietruszką i podawać.

[Listonic]

wtorek, 15 czerwca 2010

Zielona sałatka z tofu

Kilka dni temu nie na żarty się zbulwersowałam.
Zobaczyłam coś czego nie mogłam pozostawić bez komentarza!
Reakcja z mojej strony musiała być!
Tak sobie na Durszlaku w elitarnym gronie plotkowalismy i jakos tako od słówka do słówka zeszliśmy na moj ulubiony temat, wiadomo jaki. I jakoś tak nie pamiętam już jak i czemu dotarłam na stronę wyszukiwarki google, a tam po wpisaniu słowa "zboczenia" na 7 pozycji był odnośnik do mojego blogu!
Jak to możliwe, no halo, ja pytam jak? Toć to blog o gotowaniu a nie o... No właśnie.
Ja i zboczenie? Nie no ja was proszę! A ja zawsze powtarzałam: google prawdę ci powie. No i mam za lojalność ;P
Teraz już naszczęście roboty przemaglowały słowa kluczowe i bez nerwów moge sobie żyć ;)
No, ale jak zawsze trzeba dostrzegać dobre strony złego ;) A ta dobrą stronę podsunęła mi na myśl Usagi stwierdzając, iż jako że mój blog zalicza się do kategorii zboczonych to i w afrodyzjakowej akcji powinnam wziąć udział. No niby afrodyzjaki nie są zboczone wg większości ludu, ale wierzcie mi wszystko można tak przetransformować, że... no ale dobra nie używam już tego słowa, bo naprawdę wskoczę na pierwszą pozycję ;)
Idziemy jeść! ;)

A jeść będziemy kilka afrodyzjaków : czosnek, pieprz czarny, brokuły... no i ogórek, nie wiem jak wam ale on mi zawsze jakoś dziwnie się kojarzy ;)



Zielona sałatka z tofu
1 porcja
kilka różyczek brokuł
3 małe ogórki gruntowe
łyżeczka ziarna słonecznika
łyżeczka pestek dyni
50 g tofu twardego
czosnek granulowany
ocet balsamiczny
szczypta pieprzu

marynata do tofu:
łyżeczka sosu sojowego jasnego
łyżeczka sosu ostrygowego
½ łyżeczki oleju sezamowego
łyżeczka wody

Składniki marynaty wymieszać w miseczce.
Tofu pokroić w kostkę i wsadzić do miseczki z marynatą na ok. 30 min. Następnie usmażyć na patelni, można na patelni teflonowej e tłuszczu.
Brokuł ugotować na parze. Ogórki obrać, umyć i pokroić w kostkę. Ziarna słonecznika i pestki dyni uprażyć na patelni.
Na talerzyku rozłożyć brokuł, ogórki i tofu. Posypać ziarnami słonecznika i pestkami dyni. Oprószyć pieprzem i czosnkiem, skropić octem balsamicznym.

[Listonic]

czwartek, 10 czerwca 2010

Ryż basmanti z groszkiem i migdałami

Ostatnio utwierdzam się w przekonaniu, że staję się coraz bardziej niebezpieczna, i to nie tylko dla otoczenia, ale i dla samej siebie. Ja już nie wspominam o wywoływaniu pożaru przy „smażeniu chleba”, o gotowaniu kapusty wraz z gumą orbit czy częstowaniu gości szatańsko mocną herbatką, która raczej przypomina esencję niż typową herbatę. Tak tak, gościom nie żałuję, herbatkę od serca robię ;) Szkoda tylko, że goście, znaczy się gość, taki wychowany, że słówkiem nie pisnął czym go poiłam ;) Ale to i tak pikuś, nie ma to jak próba zrobienia salta do tyłu przy ubieraniu kapci, tańcowanie po mieszkaniu z głową w rękawie od piżamy czy upadek z łóżka przy przekręcaniu się na bok.

W związku z powyższymi faktami i działaniami staram się jeść choć zdrowo, bez chemii, pestycydów czy barwników. Dalej smakuję ekologiczne produkty i z dnia na dzień coraz bardziej się od nich uzależniam. Wiem wiem, pisaliście w komentarzach, że do tanich nie należą, ale raz na jakiś czas można się skusić na jakiś zdrowy rarytas.

Dziś moje kubki smakowe i żołądek zaznajomiły się z Ryżyserem Smaku Basmati, czyli brązowym ryżem basmati. Podobno "to prawdziwy król- atrakcyjny, dobry, wyrazisty, delikatny i szlachetnym jednocześnie… Wykształcony w specyficznych warunkach wie, co zrobić, by zaspokoić nawet najbardziej wyrafinowane gusta. Prawdziwy władca obiadów… i nie tylko. Basmati to ryż siewny indyjski, popularny w Indiach i Pakistanie. Jego ziarna są długie i cienkie niż pozostałych odmian ryżu. Ryżyser smaku. Basmati to odmiana brązowa, niezwykle aromatyczna i delikatna jednocześnie."

Ten opis przypomina opis mojego księcia na białym rumaku, który na bank, kiedyś mnie odnajdzie i porwie do swego królestwa ;)Nie śmiać się! Ja wam pokażę! ;P



Ryż basmanti z groszkiem i migdałami
1 porcja
60 g ryżu basmati brązowego
60 g zielonego groszku (u mnie mrożony)
łyżka posiekanych migdałów
szczypta kurkumy, kardamonu i cynamonu
2 goździki
1 listek laurowy
sól do smaku
kiełki do ozdoby

Ryż opłukaj pod bieżącą wodą i wrzuć do wrzącej osolonej wody wraz przyprawami. Po 10 minutach wyciągnij listki. Gotuj ryż około 30-40 min, aż będzie miękki, ale nie rozgotowany. Pod koniec gotowania, na 2-3 minuty wrzuć groszek. Odcedź i wyciągnij goździki.
W czasie gotowania ryżu upraż migdały i wymieszaj je z gotowym ryżem i groszkiem. Przełóż do miseczki i posyp kiełkami.

[Listonic]

Inspiracja

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Chleb pszenno-żytni wieloziarnisty

Jako, że mam okazję wypróbowywać produkty MyEcolife posiadające certyfikaty i świadectwa Bio, to z tego korzystam. I jestem bardzo zadowolona, gdyż produkty są naprawdę dobre i smaczne, a elementarna zasada uprawy MyEcolife brzmi: płytko orać, a głęboko spulchniać, w ten sposób nie rozrywamy gleby i nie uszkadzamy jej naturalnej równowagi mikroorganizmów glebowych. Uprawy prowadzone są na małych poletkach, oddzielonych od siebie barierami z drzew, krzewów, dających schronienie naszym sprzymierzeńcom: ptakom i owadom.
I to mi się podoba. Bo człowiek, istota podobno rozumna, zapomina, że na świecie nie tylko my jesteśmy ważni, ale każde żywe stworzenie, nawet taki komar co raz po raz lubi dziabnąć ;)
Dziś upiekłam ulubiony chleb- oceniony przeze mnie i moich znajomych na 6+ w skali od 1 do 5 ;) Zmodyfikowałam go jednak dodając zamiast 300g mąki żytniej, 150g żytniej razowej i orkiszowej razowej, właśnie marki MyEcolife :) Chlebek wyszedł no cóż trochę mniejszy niż planowałam, ale to tylko wina takiej jednej co postawiła go na płycie grzewczej by szybciej urósł i sobie poszła hen hen. Cóż chleb od dołu się usmażył, a jako że nie lubię marnować to ratowałam co się dało. Dałam radę chleb się udał, choć liliput.
Zatem eksperymentalnie.blogspot.com to już nie tylko eksperymenty w łączeniu składników, ale także w gotowaniu, np. zamiast piec chleb można go usmażyć ;P
Pycha jest z tą mąką orkiszową i podobno pochodzi z młynu, który obchodził niedawno swoje 120 urodziny. I choć ma już swoje lata, jego wygląd nadal zachwyca… Ta sama konstrukcja słupowa, szalowana pionowymi deskami. Ten sam dwuspadowy dach pokryty gontami. W czym tkwi tajemnica jego trwałości i jakości? W naturze – oczywiście! :)



A teraz idę zjeść kromala, tak bez niczego, bo sam w sobie jest pycha :)

Basiu dziękuje :)

Chleb pszenno-żytni wieloziarnisty
za Basią z moimi modyfikacjami
2 szkl maki żytniej razowej (1 szkl. żytniej razowej i 1 szkl. orkiszowej razowej)- 300g
1 szkl maki jasnej maki pszennej – 150g
1/4 szkl pestek dyni
1/4 szkl słonecznika
1/4 szkl siemienia lnianego
1/4 szkl płatków owsianych
1/4 szkl otrąb
plaska łyżka soli
1 3/4 szkl letniej wody
3/4 szkl zakwasu na mace żytniej razowej (100% hydracji) – 200g
Do misy wsypuje make, dodaje sol, ziarna, otręby, płatki owsiane, mieszam. Dodaje zakwas, wlewam letnia wodę i dokładnie mieszam, tak ze 2 minuty, nie dłużej. Ciasto wkładam do natłuszczonej i wysypanej mąką blaszki (keksowki, 11x30cm), wygładzam wierzch chleba lyzka zanurzanej w wodzie, pozostawiam do wyrośnięcia, ma niemal podwoić objętość (3 godziny, w temp. 24st C.). Piekę w temp. 175 st. C przez 80 minut. Wystudzić całkowicie przed pokrojeniem.

piątek, 4 czerwca 2010

Kasza jaglana z liofilizowanymi owocami

Wciągnęło mnie to rolnictwo ekologiczne, naprawdę. Może nie w tym sensie, że rolnikiem postanowiłam być, ale sama żywność i poszukiwanie wiedzy o niej.
Posmakowawszy już trochę ekologicznych produktów, śmiało mogę stwierdzić, że są bardzo smaczne i wcale nie jałowe, jak wiele osób uważa. A to przecież chyba jest jednym z najważniejszych czynników, który sprawia, że sięgamy po ten, a nie inny produkt. A brak chemii, polepszaczy smaku i barwników jest dodatkową zaletą, którą również powinniśmy brać pod uwagę.
Dziś wypróbowałam kaszę jaglaną MyEcolife, którą bardzo lubię. Jem ją i na słodko i na słono. Dziś padło na wersję bardziej słodką, choć nie przesłodzoną, bo tylko dla smaczku kapłam odrobinę miodu. Jako dodatek wykorzystałam pyszne, nie no przepyszne, bo pyszne to za mało, ekologiczne bakalie: banan, truskawki i mango liofilizowane. Nie będe ukrywać, ze najbardziej spodobał mi się opis banana: „O naszym Bananie można by napisać niejeden song. Jest smukły i zgrabny. Ma bogate wnętrze i wyrafinowany smak. Lubi go nie tylko bananowa młodzież. Jest Brazylijczykiem, więc ma gorący latynoski temperament. Musieliśmy wręcz go trochę pohamować. Więc poddaliśmy go liofilizacji, czyli zamrożeniu do 50°C w niskim ciśnieniu. W ten sposób odparowaliśmy z niego wodę. I tylko wodę. Nie stracił jednak swoich walorów, wdzięku i smaku. Na to taki macho jak on nigdy by się nie zgodził!” .
Nie, żebym miała jakieś skojarzenia, ale podejrzewam, że ktoś kto to czyta ma ;)
banan@skórka.peel ;p

A czym różnią się ekologiczne bakalie od takich zwykłych? Drzewa z owocami nie są pryskane (czyli owoce są pozbawione średnio jakichś 28 środków chemicznych, którymi pryska się owoce w sadach). Kwiaty zapylane są przez pszczoły, a nie rozpylanymi hormonami (tak, tak – nie ma co się dziwić. Suszone są na słońcu, a nie w fabryce. Czyli i my i pszczółki sa zadowolone, my bo zdrowsi, pszczółki, bo mogą sobie... pobzykać ;)



No a komu w drogę temu czas, ja lecę na swej wypasionej miotle do Pyrlandii porozrywkować się ;) Choć nie powiem, będe tęsknić :)


Kasza jaglana z liofilizowanymi owocami

1 porcja
60 g kaszy jaglanej
liofilizowane owoce: banany, truskawki, mango
szczypta soli
łyżeczka miodu
200 ml mleka
200 ml wody
Kaszę przepłukać pod bieżącą wodą. Mleko z wodą zagotować i wrzucić kaszę, gotować ok. 20 min. Pod koniec gotowania posolić i osłodzić delikatnie miodem. Można dodać więcej mleka jeśli chcemy otrzymać zupę, ja wolę na gęsto.
Przelewamy do miseczki i dodajemy owoce.


Sezon Truskawkowy 2010