Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

piątek, 28 maja 2010

Falafel dietetyczny i ekologiczny

Ostatnio dużo się słyszy, mówi i pisze o rolnictwie ekologicznym.
Ja tez się tym trochę zainteresowałam, jak to ja, jak coś ciekawe to wnikam w to głębiej.
A, że to głębiej często oznacza: pełną parą to i dołączyłam do EkoSpołeczności. Jest to projekt wspierający projekty ekologiczne, w tym także rolnictwo ekologiczne, a tym samym zdrową żywność ekologiczną. Oczywiście, ze zdaję sobie sprawę z tego, że nie unikniemy w 100% całej tej chemii, która atakuje nas zewsząd, jednak jeśli choć trochę mogę od niej uciec i zrobić coś dla swego organizmu, to jestem za! Za czym? Za produktami ekologicznymi.
Zasada jest taka, że pole ekologiczne nie może być pryskane przez co najmniej 3 lata sztucznymi nawozami, tylko naturalnie, jak to kiedyś… Wtedy te produkty nie zawierają pestycydów i nawozów, sztucznych barwników, antybiotyków, hormonów, składników modyfikowanych genetycznie. I nie wrzuca się do nich konserwantów. Wszystko to jest wypisane na etykietach, które warto czytać przy robieniu zakupów! Czy ktoś doczytał kiedyś, że na przykład tradycyjne morele kupowane w sklepie, te pomarańczowe, są konserwowane dwutlenkiem siarki? A napisane na opakowaniu jest! Dlatego są takie pomarańczowe…! Ekologiczne są brązowe i żadnej siarki nie mają.
EkoSpołeczność promuje i umożliwia zakup oraz sprzedaż takiej właśnie żywności, pod wspólną marką MyEcolife.

Można po prostu kupować w sklepie internetowym EkoPrzyjaciela (bo każdy EkoPrzyjaciel ma swój osobny adres sklepu): www.sklep.myecolife.pl/przystole albo wejść na tą stronę i dołączyć do EkoSpołeczności (kolorowa ikonka w prawym górnym rogu) – wtedy macie 10% zniżki

W ramach EkoSpołeczności w niedługim czasie zostanie powołana Fundacja MyEcolife, która będzie miała na celu zbudować bardziej ekologiczny, przyjazny świat.

Miałam okazję wypróbować trochę produktów ekologicznych i powiem Wam szczerze, że są bardzo smaczne. Na ten przykład taka ciecierzyca o! Taka Ciekawska ciecierzyca :)
"Ciecierzyco, Ciecierzyco,
co tak cieszy Twoje lico?
Czy to wielkie powodzenie
ma dla Ciebie dziś znaczenie?
„Ma ogromne, mój kochany,
bo kto kocha jest oddany!"




Ja się znów rozpisuję, a ja tu chcę zaprezentować pewien przepis Oli Cruz i przyłączyć się do jej zabawy łącząc smaczne, zdrowe, bo ekologiczne i kolorowe.
Za pozwoleniem i zgodnie z zasadami zabawy prezentuję przepis Oli z moimi małymi modyfikacjami (Olu kopiuję od Ciebie przepis i wprowadzam tam swoje małe poprawki), które opiszę w przepisie. Od siebie dodałam trochę marchewki dla kolorku i sezamu, by kuleczki wyszły piegowate. Smażyłam też na minimalnej ilości oliwy. Kuleczki wyszly pyszne i sycące, zjadlam je z salatką z pomidorów i rzodkiewki. Moglabym je jesć codziennie ;)

Falafel dietetyczne
zmodyfikowany przepis z blogu 2 Smaki150 g suchej ciecierzycy lub puszka ciecierzycy
ząbek czosnku
pół małej cebuli
pół łyżeczki soli
1 ugotowana marchewka
kopiasta łyżka posiekanej natki pietruszki
1/4 łyżeczki słodkiej papryki
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
pół łyżeczki kminu
pół łyżeczki oregano
łyżeczka ziarna sezamowego
oliwa do smażenia
Jeśli używasz suchej ciecierzycy, to dzień wcześniej zalej ją wodą i pozostaw na całą noc, a następnego dnia ugotuj. Odsącz ciecierzycę dokładnie, dodaj posiekaną cebulę, czosnek przeciśnięty przez praskę, wszystkie przyprawy, marchew i wszystko zmiksuj dokładnie. Powinna powstać masa jak na kotlety mielone lub gęściejsza. Jeśli uważasz, że masa jest zbyt rzadka, dodaj bułkę tartą lub mąkę (ja nawet trochę oliwy dodałam, bo było za gęste jak na moje oko). Formuj kuleczki wielkości orzecha włoskiego, lekko je spłaszczone i obtocz je w sezamie. Na patelnię nalej trochę oliwy i rozgrzej na średnim ogniu. Wkładaj kuleczki i smaż z każdej strony na rumiano.

poniedziałek, 24 maja 2010

Chwalipięta w kącie stała...

Chwalić się nie lubię. No dobra czasem lubię i chwalę się jak tylko nadarzy się okazja.
Teraz nadarzyły się aż dwie okazje. Pierwsza z nich to artykuł o dwóch zwariowanych makaroniarach w serwisie ugotuj to!
Drugi powód do chwalenia to kolejne papierki w mojej „naukowej karierze” ;), kolejny dyplom, kolejny certyfikat, kolejne pomyślnie ukończone studia. Oczywiście ze średnią 5.0 rzecz jasna ;)
Szkoda tylko, że to określenie „ wyższe podyplomowe” obecnie prawie nic nie znaczy, ale ja tam znalazłam jego pewne plusiki, które nie omieszkałam wykorzystać :)))

Ponadto Grażynka wytypowała mnie w pewnej blogowej zabawie, która polega na zaprezentowaniu 10 zdjęcia na swoim blogu. No cóż, moje perfekcjonizmem nie grzeszy ;)
Ja za to typuję:
- Zawszepolkę
- Wegetariankę
- Majanę :)

A moje 10 zdjęcie to oczywiście makaron:


A w ramach świętowania zaproponuję mieszankę moich ulubionych produktów, czyli makaronu i quinoa, czyli komosy ryżowej. Wymieszane dokładnie i połączone z suszonymi pomidorami, przyprawione oregano, bazylią i czosnkiem. Pieprznięte też trochę :) Smaczne i szybkie, sycące i wymyślone na poczekaniu, związane z moim brakiem zdecydowania. Nie wiedziałam na co mam ochotę, na makaron czy na quinoa... ;)

Quinoa i orzo z suszonymi pomidorami i bazylią

Quinoa i orzo z suszonymi pomidorami i bazylią
1 porcja
30 g quinoa
30 g makaronu orzo
kilka suszonych pomidorów, pokrojonych w mniejsze kawałki
posiekana bazylia, najlepiej świeża, u mnie niestety suszona
odrobina oregano
ząbek czosnku
pieprz czarny
dojrzały pomidor, pokrojony w kostkę
bulion
Do rozgrzanego garnuszka wrzucić makaron i quinoa i podprażać, aż zbrązowieją i zaczną wydzielać przyjemny aromat. Następnie wrzucić zmiażdżony ząbek czosnku, suszone pomidory i po kilkunastu sekundach zalać wszystko bulionem. Gotować na małym ogniu, pod przykryciem ok. 15-20 minut. Gdy makaron i „kasza” będą jędrne, ściągnąć z ognia i odcedzić (o ile nie wchłonęły całego bulionu- ja daję zawsze na oko bulion i u mnie zawsze znika ;) ). Dodać bazylię, pomidora, doprawić pieprzem i dokładnie wymieszać. Podawać gorące.

czwartek, 20 maja 2010

Manna z amarantusem i suszonymi morelami

Już mamy drugą połowę maja, a ja jeszcze żadnego śniadania nie przygotowałam w ramach kulinarnej akcji u Mico!
Toż to skandal, większy od tego no, wiecie ;)
Postanowiłam się poprawić i jakąś ciepłą strawę sprawić.
O jajkach nawet nie pomyślałam, bo toć moje jajka w żaden sposób nie dorównają jajkom Mico. I proszę tu bez żadnych skojarzeń, bo publikuję to przed 22 drugą :)
Zatem jak już wiemy czemu za jajka się nie brałam, to wyjaśnię genezę mojego dzisiejszego śniadania :)

Chciałam coś na ciepło, coś szybkiego i smacznego. Lekko słodkiego, ale nie przesłodzonego. Coś półstałego ;) Padło na mannę. Ale po namyśle stwierdziłam, że mannę na blogu już publikowałam w wersji halawy, kremowa i w postaci kostki.
Ale, że jestem uparta jak pewne zwierzę i jak mam na coś ochotę to robię (prawie) wszystko by to mieć, postanowiłam wymyślić kolejną wersję. Chyba nawet zdrowszą od pozostałych, ba, na pewno zdrowszą, bo Panna Manna wystąpiła w równych proporcjach z Panem Amarantusem. A w roli przyzwoitek wystąpiła Pani Suszona Morela i Panny Migdalińskie :) Co by dodać trochę pikanterii, znaczy się tego no, smaku, posoliłam i pocukrzyłam odrobinę. I wyszło pysznie!

Manna z amarantusem i suszonymi morelami
Manna z amarantusem i suszonymi morelami
1 porcja
30 g kaszy manny
30 g ziarna amarantusa
mleko – ok. 300 ml
2 suszone morele drobno pokrojone
łyżeczka brązowego cukru lub miodu
szczypta soli do smaku
do ozdoby: kilka malin (u mnie mrożone) i łyżeczka prażonych płatków migdałowych
W garnuszku zagotować wodę (3 krotna objętość ziarna) i wsypać amarantus. Po ok. 15 min, gdy wchłonie płyn odstawić. W drugim garnuszku zagrzać mleko, dodać ugotowany amarantus i ciągle mieszając wsypać kaszę mannę, morele, cukier i szczyptę soli. Można dodać więcej mleka, w zależności jaką konsystencję chcemy otrzymać. Gotową mannę przelać do miseczki, posypać płatkami i przystroić malinami. Jeść na ciepło.

Majowe sniadanie

sobota, 15 maja 2010

Kolejny gość

Mówią, ze czosnek jest dobry na przeziębienie...
Mam nadzieję, że Ci co tak mówią, się nie mylą!
Bo jak się mylą, to... Oj nie ręczę za siebie ;)
Nie no, czosnek to lubię, jednak dziś to chyba trochę z nim przesadziłam, wychodząc z przekonania, ze skoro mnie jakieś choróbsko bierze, a czosnek z nim podobno świetnie walczy, to trza jeść. No i jadłam ten czosnek i jadłam, a teraz zionę ogniem :) Może buziaka ktoś chce? ;)
No tak, oprócz lenia, nawiedził mnie ból gardła i całego ciała, jakby sam leń wystarczająco mnie nie wykańczał!
No, ale może jakiś plus tych odwiedzin jest. Bo sobie smacznie i zdrowo zjadłam. Bo jak czosnek, to albo brokuły albo szpinak nasuwa mi się na myśl. I było szpinakowo, zielono, kolorowo :) No i czosnkowo, ma się rozumieć :) Szpinak z zielonymi szparagami, groszkiem, tofu i czosnkiem, pycha!
Proszę o dokładkę ;)



Zielone warzywa z wędzonym tofu i czosnkiem
1 porcja
400g mrożonego szpinaku ze śmietaną (lub bez, wtedy sami dodajemy śmietanę lub jogurt naturalny)
garść mrożonego groszku
kilka szparagów, pokrojonych na mniejsze kawałki
posiekany ząbek czosnku
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
50 g tofu wędzone
ulubione kiełki
ewentualnie jogurt naturalny lub śmietana
posiekany zielony szczypiorek
odrobina oliwy
Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić czosnek. Chwilę podsmażać na małym ogniu po czym dodać mrożony szpinak. Szparagi i groszek zalać wrzątkiem i odstawić (można gotować, ale nie jest konieczne). Tofu pokroić w kostkę.
Gdy szpinak się rozmrozi dodać śmietanę/jogurt naturalny, a następnie pozostałe składniki. Zdjąć z ognia, wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. Przełożyć do miseczki i posypać kiełkami.

czwartek, 13 maja 2010

Tu też leń :)

Na Paście i Baście wspominałam o leniu, który zawładnął moją duszą i ciałem.
Wcale nie żartowałam. Leń jest i nie chce sobie pójść. Spodobało mu się i męczy mnie z wielką radością jak sądze, bo gdyby nie czerpał z tego jakiejś satysfakcji to by sobie poszedł. No nie?
A on jest i jest i jest. A ja przez niego nic nie robię, co najwyżej czasem sobie posiedzę a nie poleżę ;)
Ale jako, że już tego ogórasa do makaronu pociachałam i zostało mi się jego zacna połówka, to postanowiłam chwilę postać w kuchni. Nie za długo, kilka minut, bo przesadzać ze staniem nie można ;)



Wiosenny bulgur z pomidorem i ogórkiem
1 porcja
60 g kaszy bulgur
pół zielonego ogórka pokrojonego w kostkę
1 pomidor pokrojony w kostkę
zmiażdżony ząbek czosnku
posiekana świeża pietruszka, bazylia i mięta
posiekana skórka z ½ cytryny
łyżeczka soku z cytryny
sól i pieprz do smaku
200ml bulionu
łyżeczka oliwy
Bulgur zalać bulionem lub wrzątkiem i gotować ok. 15 minut- do wchłonięcia płynu.
W miseczce wymieszać sok i skórkę z cytryny, czosnek i oliwę. Dodać bulgur, warzywa i zioła. Wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

środa, 5 maja 2010

Ryba w sosie z suszonych pomidorów

Podobno sami piszemy scenariusz naszego życia. Ja bym jednak z tym polemizowała. Zwłaszcza po wczorajszym dniu.
O tak wczorajszy dzień był wyjątkowy, a jego scenariusz wyglądał zupełnie jak słowa piosenki Maryli Rodowicz „Remedium”.
„Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
Ściskając w ręku kamyk zielony,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle”

No, bo niby co za różnica czy to pociąg do Olsztyna czy też Wolsztyna, do Wrocławia czy też do Inowrocławia. Grunt, że jedzie po szynach. Szkoda tylko, że w innych kierunkach Polski, że po dniu spędzonym ze mną jako głównym pilotem wycieczki. I tu taka mała dygresja, jeśli kiedykolwiek powiem Wam, że spoko znam drogę, wiem jak trafić, mam mapę i to przeze mnie robioną, to uciekajcie jak najdalej, bo ... bo droga, którą moglibyście przebyć w 10 minut zajmie wam godzinę, a Wy zrobicie duże kółeczko nim traficie do celu ;)
Dobrze, ze w kuchni jako tako sobie radzę, bo inaczej czarno widziałabym swój los... ;)


Ryba w sosie z suszonych pomidorów
2 filety z białej ryby
3-4 suszone pomidory, pokrojone w paseczki
mała cebula
ząbek czosnku
łyżeczka koncentratu pomidorowego
łyżeczka musztardy
łyżeczka mąki z ciecierzycy do zagęszczenia sosu
mielony czarny pieprz
mielona wędzona papryka
mielone suszone pomidory
kilka listków posiekanej bazylii
bulion warzywny
Rybę usmażyć na oliwie lub upiec w piekarniku.
Na patelni zeszklić cebulę i czosnek, zalać ok. 100ml bulionu i dodać koncentrat, musztardę, suszone pomidory i przyprawy. Ciągle mieszając podgrzewać i podlewać bulionem jak wyparuje- podgrzewać ok. 10 minut. Jeśli sos jest za rzadki zagęścić mąką z ciecierzycy lub pszenną. Zdjąć z ognia i wymieszać z bazylią.
Rybę przełożyć na talerz i polać sosem.

inspiracja