Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

piątek, 30 kwietnia 2010

O psach i ptakach

Podobno psy upodabniają się do swoich właścicieli. Mówią też, że czasem bywa odwrotnie.
A co jeśli nie ma się psa, tylko Ptaka przez duże „P”?
Od razu sprostuję, bo wiadomo jakie to niektórzy mają zbereźne myśli. Ptaka ptaka, a nie ptaka ptaka. No mam nadzieje, że teraz jasne.
Ale idźmy dalej, drogą mych (w sumie już naszych) rozważań.
Co jak ktoś nie ma psa, tylko tego Ptaka? Czy ptak upodabnia się do swego właściciela? Być może tak bywa, ale oczywiście nie w moim przypadku! Jak zawsze u mnie musi być na opak. To ja upodabniam się do swej Ptaszyny, która złe nawyki wyniosła od poprzedniego właściciela ;)
A wiecie po czym tak sądzę? Że się upodabniam do niego? Bo jak tylko przychodzi wieczór, to Hirek leci w swoją stronę, ja w swoją i jak los da wracamy na własnych skrzydłach w środku nocy do domu ;) A potem? Potem cały dzień smęcimy, żeśmy senni, ale jak tylko nadchodzi wieczór nowa energia w nas wnika i lecimy tam gdzie wiatr nas zaniesie, lub gdzie jakieś ciacha i ciasteczka są ;)
A jak, że dziś dzień dobroci dla zwierząt, ogłoszony przez Hirka, to zjemy coś smacznego. Raz sie należy no nie? ;)
Będzie sycąco, trochę zimowo, ale smacznie i jak zawsze po mojemu ;)





Kasza orkiszowa z suszonymi grzybami i śliwkami

1 porcja
60 g kaszy orkiszowej
kilka suszonych grzybków
kilka suszonych śliwek
garść orzechów włoskich
kilka kropel sosu sojowego
cebula
majeranek, mielona wędzona papryka, pieprz czarny
oliwa/masło
Kaszę wraz z połamanymi grzybkami ugotować w wodzie lub bulionie. W międzyczasie posiekać cebulę i zeszklić na oliwie lub maśle. Orzechy włoskie posiekać, a suszone śliwki pokroić na mniejsze kawałki.
Kaszę z grzybami odcedzić, wymieszać ze śliwkami, orzechami i cebulą. Doprawić do smaku sosem sojowym, pieprzem, papryką wędzoną i majerankiem.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Nobel i Hirek, Hirek i Nobel

Ja to naprawdę czasami to zasługuję na Nobla w dziedzinie mącenia i kręcenia, do tego kombinowania i świrowania.
W ogóle przyznają Nobla w tych dziedzinach? Jak nie, to ja o to wystąpię i zgłoszę się jako pierwsza chętna do nominacji. Wiem, wiem, nominowani sami się nie zgłaszają, ale skoro ja zawsze robiłam wszystko na opak i inaczej niż wszyscy, to i tu mogę wykazać się swoją „innością”, bo w sumie co mi szkodzi? :) A taki Nobel to fajnie by koło Hirka na parapecie się prezentował. Nie wiadomo kto byłby bardziej dumny, czy Hirek, że stoi koło Nobla, czy Nobel koło Hirka... Pewno jedno i drugie promieniowałoby dumą. I może Hirek by trochę grzeczniejszy się stał? Tia, wiem, złudna to nadzieja, ale jak to tam mawiają o nadziei? \
No nie ważne, pora przestać myśleć o tym Noblu i coś wszamać! Może rybkę? Rybkę wylukaną u Atinki i lekko zmodyfikowaną według mojego widzi-misie :)


Przepis trochę zmieniłam, z powodu lenistwa i z powstałej w głowie wizji. Nie zapiekałam ryby z sosem, a po prostu ją usmażyłam i polałam sosem. Zamiast cebuli dałam czosnku, zamiast mąki pszennej użyłam mąki z ciecierzycy i dodatkowo posypałam kiełkami brokuł. Podałam z ugotowanym na parze brokułem.

Ryba w sosie feta z kiełkami brokuł
•2 - 3 filety z ryb (u mnie mintaj)
•250 g pokruszonej fety
•1 ząbek czosnku
•1 szklanka mleka (u mnie sojowe)
•1 łyżeczka musztardy dijon
•1 łyżka mąki z ciecierzycy
•kiełki brokuł
•pieprz, czosnek granulowany
•ugotowane na parze brokuły do podania
Rybę natrzeć granulowanym czosnkiem i usmażyć na patelni. W czasie smażenia przygotować sos, mieszając w garnuszku musztardę z mlekiem oraz rozgniecionym ząbkiem czosnku, podgrzewając na małym ogniu i dodając fetę. Gdy feta się rozpuści zagęścić sos mąką i doprawić pieprzem do smaku. Usmażoną rybę wyłożyć na talerz, polać sosem i posypać kiełkami. Podawać z różyczkami brokuł.


Inspiracja

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Zaimpulsowana

Nie ma co!
To się porobiło!
To co się stało to brzmi jak jakaś nieudana tragikomedia.
Żal serce ściska, że tylu ludzi zginęło. Nie ważne czy to jakieś ważne osobistości, to byli ludzie tacy ja my (znaczy wy, bo ja nadal twierdzę, że parę klepek do człowieczeństwa mi brakuje, nawet nie parę.... ;) )

Ja jednak nie chcę się rozpisywać nad 10 kwietnia, wszędzie o tym głośno i boję się, że zamiast żalu będziemy czuć przesyt tym wszystkim. A to nie o to ma chodzić.

Ja tu przyszłam, bo mnie pchnięto ku temu. Puszczono pewien impuls motywujący do działania. Impuls w miłym towarzystwie, podczas miłego spotkania, przy smacznym piwku. Najpierw impuls mnie przeraził, a potem dodał wiary w siebie :) Jak zawsze u wariata, dziwnie i na opak. Ale chciałam podziękować impulsatorowi , znaczy się impulsatorce w rzeczy samej. Raczku :*



No to do dzieła. Coś szybkiego, smacznego i na moją nutkę smaczkową. A co to może być jak nie quinoa, orzechy i tempeh lub tofu? No chyba jedynie ciecierzyca do kompletu. Ale tu jej brak, choć mogłaby stanowić smaczny dodatek. Ale to następnym razem ;)



Quinoa z tempeh i migdałami
1 porcja
60 g komosy ryżowej = quinoa
50 g tempeh pokrojonego w kostkę
garść mrożonego groszku
garść migdałów bez skórki
ząbek czosnku
mała cebula
sól, pieprz, papryka wędzona w proszku, czosnek granulowany
Komosę zalać wodą lub bulionem (ok. 250 ml) i gotować na małym ogniu do wchłonięcia całego płynu.
W międzyczasie na patelni zblanszować migdały. Na rozgrzanej oliwie zeszklić posiekaną cebulę i czosnek, dodać tempeh i jeszcze chwilę podsmażać. Groszek zalać wrzątkiem i odstawić na bok.
Następnie połączyć ugotowaną komosę, migdały, tempeh z cebulą i czosnkiem oraz odcedzony groszek. Doprawić do smaku solą, pieprzem, papryką i czosnkiem granulowanym.
Podawać ciepłe.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Zaabsorbowana

Ostatnimi czasy straciłam jakoś zapał do blogowania.
Nie wiem czemu, tak jakoś wyszło, że szkoda mi na to czasu.
Jest tyle innych rzeczy, zajęć, które mnie bardziej absorbują, że zaniedbuję i swój i wasze blogi. Za co bardzo przepraszam.

Gotować gotuję i nawet fotki pstrykam moim kulinarnym eksperymentom, tylko, nie mogę się zabrać za ich publikację. To wymaga tyle czynności, z których główną jest włączenie komputera, a ostatnio rzadko się to u mnie zdarza. Kiedyś nie było dnia bym nie spędziła przed monitorem przynajmniej godziny, teraz zmuszam się by przed nim zasiąść. Tak to się w życiu wszystko dziwnie układa, ale mi w chwili obecnej jest bardzo dobrze, świetnie się z tymi zmianami czuję i myślę, że chyba musimy z blogiem odpocząć po prostu od siebie. Nie tak w 100%, ale po prostu rzadziej się spotykać ;)

A w ramach odskoczni od świątecznych mazurków i białej kiełbasy proponuję tofu po sułtańsku,
a na Paście i Baście szybki i prosty makaron z suszonymi pomidorami, bo w końcu w święta trzeba odpoczywać w inny sposób niż gotując w kuchni ;)



Tofu po sułtańsku z kuskusem*
1 porcja
50 g tofu
1 cebula czerwona
1 cebula biała
ząbek czosnku
łyżka uprażonych płatków migdałowych
kilka pokrojonych na połówki suszonych śliwek
przyprawy: mielona wędzona i ostra papryka, kolendra suszona, pół łyżeczki mielonego kuminu
oliwa
bulion wołowy
ocet ryżowy

kuskus:
60 g kuskus
po ½ łyżeczki mielonego kminu, czosnku granulowanego, kardamonu mielonego
200 ml bulionu wołowego

W misce wymieszać ocet ryżowy, paprykę wędzoną i słodką, zmiażdżony ząbek czosnku, kolendrę i kmin. Do tak przyrządzonej marynaty wrzucić tofu pokrojone w kostkę i odstawić na minimum 3 godziny.

Przygotowanie tofu:
Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy i wrzucić pokrojoną cebulę. Chwilę podsmażać i dodać tofu wraz z pozostałą marynatą i podlać bulionem. Dusić cebulę z tofu kilkanaście minut, pilnując by się nie przypaliły podlewając bulionem.
Następnie dodać śliwki i migdały.

Podawać z kaszą kuskus.

Przygotowanie kuskus:
Do rondelka wrzucić przyprawy i chwilę podgrzewać, aż przyprawy wydzielą przyjemny aromat. Zestawić z ognia, wsypać kuskus i zalać bulionem. Przykryć i odstawić do wchłonięcia płynu przez kaszę.


*Inspracja była przepis na jagnięcinę po sułtańsku z książki otrzymanej od Grażynki „Wok, Potrawy w minutę”.