Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

czwartek, 25 lutego 2010

Dziękować :)

Dosyć już też zachwalania jaka to ja jestem piękna, chuda i w ogóle ah i oh.
Bo jeszcze wpadnę w samouwielbienie i co będzie? No może lepiej niż teraz, alb co gorsza: gorzej, a gorzej chyba już być nie może ;)
Ślicznie dziękuje za miłe słowa i całuję za nie mocno, a tym co zazdroszczą nam spotkania w Warszawie, powiem tylko: jest czego, zazdrość jest tu jak najbardziej usprawiedliwiona ;)
Jeszcze pokażę wam potrawy jakie wspólnie przyrządziliśmy, ale najpierw trza się trochę pożywić i zjeść coś smacznego, w miarę szybkiego w przygotowaniu i zdrowego :)

Może coś z quinoa? Wiem wiem zanudzam już tą „kaszą”, ale bardzo mi zasmakowała i to w różnych kombinacjach, wytrawnych, pół-słodkich i słodkich. No już taki jej urok widocznie ;)

Dziś proponuję wersję na słono- z fetą i groszkiem, który ze względu na to, że był mrożony trochę się pomarszczył ;) Ale smaku przez to nie stracił :) Na jego szczęście oczywiście :)



Quinoa z soczewicą, groszkiem i fetą
1 porcja
po 35 g quinoa i brązowej soczewicy (waga przed ugotowaniem)
pomidor
kilka strąków groszku cukrowego (u mnie mrożony)
kawałek fety
bazylia- kilka listków
świeżo zmielony czarny pieprz, czosnek granulowany, mielona papryka wędzona
Quinoa i soczewicę ugotować w wodzie lub bulionie. Pod koniec gotowania wrzucić na kilka minut groszek. Odcedzić.
W międzyczasie pokroić w kostkę pomidora i fetę. Bazylię posiekać.
Quinoa z soczewicą i groszkiem wymieszać z pomidorem i fetą, dodać bazylię i przyprawić do smaku pieprzem, czosnkiem i papryką. Ponownie dobrze wymieszać. Podawać ciepłe.


wtorek, 23 lutego 2010

Wspólne gotowanie :)

Dziś minął tydzień od wspólnego gotowania blogerek z Panem Piotrem Murawskim w kuchni Knorra, a emocje jakie temu towarzyszyły jeszcze nie opadły.
Działo się wiele, widziało się wiele i jadło się wiele pysznych rzeczy.
Ale od początku, bo on mógł sprawić, że by mnie to wszystko ominęło. Dlaczego? Bo spotkać się mieliśmy w Złotych Tarasach, a tam tyle sklepów...Przyznaję, że miałam plan podziękować za spotkanie, życzyć wszystkim udanej zabawy, a sama zostać na zakupach. Jak dobrze, że uratował mnie mój pusty portfel...;)
Bo było naprawdę świetnie. Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam i nie nauczyłam się tylu nowych rzeczy. No i to jedzenie, które przygotowałyśmy, było przepyszne!
Czas mijał niesamowicie szybko, za szybko. Nawet nie wiem kiedy minęło te kilka godzin, zwłaszcza, że pod koniec serwowane winko dało mi się we znaki ;)
O przygotowanych potrawach napiszę następnym razem, a teraz trochę fotek :)
Princess się ujawnia ;)
















piątek, 19 lutego 2010

Słodko-gorzka..

Podobno „9 osób na 10 przyznaje, że lubi czekoladę, a dziesiąta osoba kłamie”. Chyba coś w tym jest.
Ja mogę żyć bez czekolady, ale przychodzą takie momenty, że muszę zjeść choć kostkę. Nie więcej, starczy kostka i już jestem „zaspokojona” ;)
Przez całe dzieciństwo twierdziłam, że najbardziej lubię białą czekoladę, czyli tak naprawdę pseudo-czekoladę. No dobra może nie pseudo, ale bez proszku kakaowego, który ja najbardziej uwielbiam. Obecnie biała czekolada jest dla mnie za słodka i nie kusi już tak jak kiedyś... Coś mi się zdaje, że w dzieciństwie „lubiłam” ją tylko dlatego, że różniła się od pozostałych, nie była brązowa jak mleczne czy gorzkie, a biała...
A jaką czekoladę lubię? Gorzką, bardzo gorzką, o zawartości kakao minimum 80%. Ciężko o taką (choć coraz mniej), ale jest warta zachodu. Słodko-gorzka, rozpływająca się w ustach ...boska...

Ostatnio przywiozłam sobie z Niemiec jedną tabliczkę takiej gorzkiej przyjemności (mama mi chyba kupiła ;) ) i postanowiłam choć jej kawałek wykorzystać podczas Czekoladowego Weekendu u Bei :)
I tak powstał ryż z jagodami i gorzką czekoladą :)



Deser ryżowy z jagodami i czekoladą
60 g brązowego ryżu
3 łyżki serka quark lub homogenizowanego
garść mrożonych jagód
kostka czekolady (lub więcej)
cynamon, kardamon,
ewentualnie cukier waniliowy

To ile użyjemy czekolady i czy dodamy cukier waniliowy zależy od tego jak słodkie danie chcemy otrzymać.
Ryż ugotować w wodzie z dodatkiem cynamonu i kardamonu. Czekoladę zetrzeć na tarce.
Ryż odcedzić, doprawić do smaku odrobiną cynamonu i kardamonu, można dodać cukru waniliowego. Dodać jagody i delikatnie wymieszać. Przełożyć na talerzyk, zrobić kleks z serka i posypać startą czekoladą.


środa, 17 lutego 2010

Rozgrzej mnie jeszcze ;)

Pomimo, że robi się coraz cieplej, to dla mnie i tak jest przeogromnie zimno, ba, lodowato!
Ja to jest pewna w 100%, że urodziłam się w złej strefie klimatycznej i powinnam znaleźć się gdzieś bardziej na południu. Oczywiście bez przesady, bo 30- stopniowe upały też nie są na moje zdrowie.

Teraz jak jest tak zimno, to lubię rozgrzewające posiłki, jakaś kasza, ryż, dużo warzyw i przypraw. Obowiązkowo podane ciepłe, a nawet gorące, bym mogła powoli delektować się smakiem i czuć, że robi mi się ciepło.
Taka kasza gryczana z warzywami jest jak najbardziej oki :)



Kasza gryczana z marchewką i brokułem
1 porcja
60 g kaszy gryczanej
kilka różyczek brokuł, u mnie mrożone
1 spora marchewka
mała cebulka
oliwa
zioła prowansalskie, czosnek granulowany
szczypta soli i pieprzu
woda lub bulion, u mnie bulionetka drobiowa Knorr
Cebulę obrać, posiekać w drobną kostkę i zeszklić w rondelku na odrobinie oliwy. Dodać kaszę gryczaną i chwilę prażyć, poczym zalać wrzącą wodą lub bulionem w ilości dwukrotnie większej niż objętość kaszy.
Marchew obrać, pokroić w talarki i wrzucić do rondelka z gotującą się kaszą, a brokuły najlepiej ugotować na parze, by nie były zbyt wodniste.
Gdy kasza wchłonie cały płyn i będzie miękka, ale nie rozgotowana, ściągnąć z ognia, doprawić do smaku ziołami, czosnkiem, solą i pieprzem. Dodać brokuły i dokładnie wymieszać.
Podawać gorące.




wtorek, 16 lutego 2010

Szlaforki do wygrania! i nie tylko ;)

Jak już was tu reklamami zasypuję to hurtowo, a co ;) Ale w nagrodę obiecuję coś ekstra i to jeszcze w tym tygodniu ;) Princess się ujawni światu ;)

Timotei postanowił, i tak też zrobił, zorganizować pewną loterię, w której do wygrania są 3 nagrody główne w postaci samochodów Renault Clio w wersji Eco oraz nagrody dodatkowe w postaci 1665 satynowych szlafroków z motywem kwiatu orchidei.


Aby wziąć udział w promocji należy kupić dowolny produkt Timotei, zachować paragon i wysłać SMS-a o treści Timotei na numer 71022 (koszt SMS-a to 1,00 zł netto czyli 1,22 zł brutto).

Codziennie od 15.02.2010 do 31.03.2010, między godziną 12:00 a 18:00, co 10 minut są można wygrać szlafrok. Trzeba wysłać SMS-a najbliżej godziny 12:00, 12:10, 12:20 i tak do 18:00 włącznie. Osoby, którym uda się wysłać SMS-a najbliżej tych wyznaczonych co 10 minut momentów, wygrywają szlafroki.

Nagrody główne są rozdawane po zakończeniu promocji. Aby grać o samochód należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe „Jak podkreślasz piękno swoich włosów?”. Pytanie konkursowe otrzymuje każdy uczestnik SMS-em, w odpowiedzi na zgłoszenie do gry o szlafroki. Na pytanie konkursowe odpowiedź należy wysłać SMS-em na numer 71022 (koszt 1,22 z VAT), wpisując w treści SMS-a hasło „AUTO” i następnie swoją odpowiedź.

Laureaci nagród głównych będą powiadamiani o wygranej telefonicznie. Laureaci szlafroków otrzymują SMS-y z informacją o wygranej.



Nagrody
3 x samochód Renault Clio – przyjazna naturze wersja Eco, oryginalny, zielony kolor, silnik 1,2 16V 75.
1665 x szlafrok – przyjemna w dotyku satyna, kolorowy motyw z kwiatem orchidei.


Szczegóły promocji oraz regulamin na www.timotei.pl

poniedziałek, 15 lutego 2010

Bulionowo mi :)

Jak wiecie moja kuchnia jest dziwna, a raczej potrawy, które w niej gotuje. Łączę dziwne składniki, dziwne pod tym względem, że przez wiele osób nie pasujące do siebie, a dla mnie jak widać możliwe :).
W tym swoim dziwactwie staram się by to co gotuję by zdrowe, w miarę zdrowe. Zbytnia przesada nie jest pożądana w żadnej dziedzinie. Jem ryż brązowy zamiast oczyszczonego, makaron z mąki durum i produkty o niskim IG.
Jednak nie szaleję w tej kwestii. Nie kupię ryżu czy makaronu za 20 zł w jakimś eko sklepie, bo jest eko, bo tak jest napisane na opakowaniu... Trochę wiem o rolnictwie ekologicznym i to, że jest napisane eko nie zawsze to oznacza. A wydanie kupy kasy dla własnej świadomości, że jak zapłacę dużo to na pewno jest zdrowe mnie nie rajcuje. Poza tym przez pokolenia ludzie nie słyszeli o produktach eko i byli zdrowsi niż my teraz, więc... Apeluję o zdrowy rozsądek, bo jak czasem gdzie nie gdzie widzę różne dziwactwa (w innym znaczeniu niż moje) to.... Jedzmy zdrowo, ale nie popadajmy w skrajności

No, ale ja nie o tym miałam. Miało być o mojej kuchni. Tak więc jadam zdrowo, ale to nie znaczy, że unikam fast-foodów (tak te kebaby w zeszłym tygodniu...) czy zupek chińskich. Lubię o!
I czasem mam na nie ochotę, więc czasem, rzadko bo rzadko, ale zjem i żyję, ledwo bo ledwo, ale żyję ;)
Tak samo jest z przyprawami. Używam gotowych mieszanek jeśli mi smakuje, a sama nie potrafię takiej stworzyć, a jak nie mam czasu na gotowanie bulionu to i kostka bulionowa (i nie eko za mase kasy) pójdzie w ruch. Czy czuję różnicę w smaku? Czuję i wcale nie narzekam, bo gdyby to było aż tak niesmaczne czy niezdrowe to by tego nie sprzedawano o! Mi smakuje i jest gites :)

Zatem, gdy zaproszono mnie do kampanii bulionetek firmy Knorr, zgodziłam się od razu. Obiecano mi świetną zabawę, a tego mi ostatnio najbardziej właśnie potrzeba!



Bulionetki Knorr to skoncentrowany bulion o konsystencji galaretki o intensywnym aromacie domowego bulionu. Świetnie rozpuszcza się w wodzie i stanowi wspaniałą bazę do zup, dań mięsnych i sosów.
Główną zaletą bulionetki, prócz smaku, jest to, że nie zawiera konserwantów, a w jej składzie jest o 40% mniej soli i o połowę mniej tłuszczu w porównaniu z tradycyjnymi kostkami bulionowymi.
Bulionetka posiada składniki lepszej jakości, prawdziwe warzywa w miejsce sproszkowanych, mrożone zioła, mięsne ekstrakty w formie płynnej.

Fajna sprawa ta bulionetka, wiem, bo wypróbowałam, ale o tym kiedy indziej :)
Wcale nie czuć, że używamy jakieś gotowego dodatku, a i skład jest o.k. :)



Kampania Knorr będzie trwała przez 4 tygodnie. Aby was przekonać, że taka bulionetka to dobra rzecz, gdy nie mamy czasu i chcemy szybko coś ugotować, zamieszczę kilka przepisów z jej użyciem.
A w środę przedstawię wam relację z niezwykłego spotkania, na które jutro się udaję, by gotować, dobrze się bawić i ...ale o tym w środę :)

I ciekawostka ciekawa :)
Knorr przeznaczył w tej kampanii 5000 bulionetek do rozdania czytelnikom. Jeśli ktoś jest zainteresowany takim prezencikiem to proszę przesyłać emaile zawierające imię, nazwisko oraz adres zamieszkania, na maila bulionetka@brandnewmedia.pl :)))

piątek, 12 lutego 2010

Na rozgrzanie

Ledwo uprzątnięto ulice i chodniki ze śniegu i jakoś takoś się chodziło, a znowu zasypało moje miasteczko.
Już brak mi słów na tą pogodę, która ma się podobno jeszcze długo utrzymywać.
Toć ja świra przez ten czas dostanę!
Ja chcę słońca, zielnej trawki i ciepełka. Ale nie gorąca, to znacząca różnica ;)
Bo mrozów nie lubię, ale upałów też nie.

W ramach rozgrzania zaserwowałam sobie niedawno kaszę orkiszową z ciecierzycą, lnem i kiełkami.
Wzorowałam się na przepisie wylukanym u Wegetarianki, ale ciecierzyca mi nie chciała wykiełkować! Wspólnie z Beą zwaliłyśmy winę na zimno ;)



Kasza orkiszowa z ciecierzycą
50 g kaszy orkiszowej grubej
60 g ugotowanej ciecierzycy
łyżka siemienia lnianego i sezamu
łyżeczka mielonych migdałów
łyżeczka posiekanej natki pietruszki
sos sojowy
pieprz
czosnek granulowany
kiełki czerwonej kalarepy
Orkisz ugotować (ok. 20-30 min). W czasie gotowania uprażyć na teflonowej patelni siemię, sezam i migdały. Siemię i sezam zmiażdżyć w moździerzu z czosnkiem i pieprzem.
Kaszę odcedzić, wymieszać z sosem sojowym, siemieniem, migdałami, pietruszką (część zostawić do posypania ) i ciecierzycą. Przełożyć do miseczki i posypać kiełkami, resztą siemienia i pietruszki.



niedziela, 7 lutego 2010

Ciągając i prychając

Pociągająca, psikająca i smarkająca.
Tak się właśnie kończą nieprzemyślane decyzje i rzucanie się na głęboką wodę, ryzykowanie i myślenie tylko o dziś.
Sobie ruszyłam w świat i sobie przywiozłam prezencik. Paskudne przeziębienie z wszystkimi związanymi z nim objawami. A w dodatku dodatkowe kilosy pewnie też przytargałam. Ale co tu się dziwić, jeśli co drugi dzień kebab na obiad występował. No, ale jak mogłam odmówić sobie pysznego, niemieckiego kebaba, zupełnie innego od tego co w większości kebabowni w naszym kraju można nabyć. No niby mogłam, zwłaszcza, że mój żołądek nie za bardzo na nie reagował, ale ja to bym mogła tylko na kebabach żyć. No lubię, no i już.
Tydzień rozpusty i koniec. Powrót do ścisłego reżimu. Nie, no bądźmy szczerzy, nie powrót, a rozpoczęcie go w końcu, po pół roku okłamywania siebie ;)
„Ostry” jest tu słowem względnym i w moim przypadku trzeba brać małą poprawkę, powiedzmy: „prawie-ostry” ;)
A w ramach tego „prawie- ostrego” reżimu zapodałam sobie quinoa- moją nową miłość, z jogurtem i bakaliami. Prawie reżimowo, choć prawie robi wielką różnicę, czasami... ;) Grunt, że szybkie i smaczne, bardzo smaczne. Od jutra... :)



Quinoa z bakaliami i szafranem
60 g kaszy quinoa
garść płatków migdałowych
garść suszonej żurawiny
po 2 suszone śliwki i suszone morele
2 łyżki jogurtu naturalnego
po szczypcie cynamonu, kardamonu i szafranu

Quinoa ugotować w wodzie z dodatkiem szafranu, kardamonu i cynamonu- gotować ok. 15 min i odstawić pod przykryciem, aby kasza wchłonęła całą wodę (wody 2 razy więcej niż kaszy). Płatki migdałowe uprażyć. Śliwki i morele pokroić w paski.
Quinona wymieszać z płatkami migdałowymi, żurawiną, morelami i śliwkami. Można jeszcze doprawić cynamonem i kardamonem. Polać jogurtem i posypać szafranem. Podawać ciepłe.

środa, 3 lutego 2010

Masakra jakaś

Nie no, toć to jakaś masakra jest z tą pogodą.
Człowiek nie może nawet z domu wyjść, bo albo:
- z dachu wisi ogromna bryła lodu, która w każdej sekundzie może spaść i zrobić z człeka placek prawie ziemniaczany
- śnieg sięga po pachy, a chodniki odśnieżone tylko dla jednonogich kosmitów
- wiatr zarzuca śniegiem prosto w oczy, tak że tusz do rzęs znajduje się nie na rzęsach a na policzkach- na to sposób mam i w końcu mogę wykorzystać moje okulary :)
- od kikania na śniegu robią się zakwasy
Jak to Hrabianka mama powiedziała: „w niedzielę było tak ładnie, i komu to przeszkadzało?”
No właśnie komu?
Zimno, śnieżnie, jak dla mnie aż ekstra-tragicznie. Nie lubię zimy, a to co teraz mamy za murami domu to przerasta moje wyobrażenia o zimie.
Po godzinnym spacerze w takiej scenerii trza się zdrowo i smacznie pożywić. A że ostatnio zostałam zaczepiona (miło mi ogromnie) w sprawie ciecierzycy to może coś z nią i z kaszą gryczaną, która jest świetna na taką mroźną pogodę :)



Kasza gryczana ze szpinakiem i fetą
1 porcja
50 g kaszy gryczanej (u mnie niepalona)
150-200 g szpinaku mrożonego
kawałek pokruszonej fety
garść ugotowanej ciecierzycy
ząbek czosnku
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
śmietana lub jogurt naturalny (ok. łyżkę)

Zagotować wodę, wrzucić kaszę i gotować ok. 15 minut.
W czasie gotowania kaszy na patelni rozmrozić szpinak, dodać rozgnieciony ząbek czosnku i przyprawy (do smaku, najlepiej próbować).
Kaszę odcedzić, dodać do szpinaku i wymieszać. Przełożyć na talerz i wymieszać z fetą, ciecierzycą i śmietaną/jogurtem. Podawać ciepłe.


A inspiracja tu.