Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

sobota, 23 stycznia 2010

Bez wielkiego 'halo'

Moja ostatnia notka do czegoś zobowiązuje, a ja się z zobowiązania nie wywiązuje.
Nie mogę się przełamać, wejść w panel sterowania, wyklikać parę słów na klawiaturze mojego łobuzowatego topka i i i kropka.
Chcę, ale nie potrafię się przełamać. A może nie chcę, tylko sobie wmawiam, że chcę?
Może ja naprawdę straciłam to coś, coś co mnie tu przyciągało każdego dnia.
Choć w sumie, nawet w kuchni nie czuję tego co kiedyś. Kiedyś, tzn. parę tygodni temu, gdy głowa buzowała mi od pomysłów na różne dziwne, mniej i bardziej, dania. A teraz jem prosto, bez wielkiego halo, ryż z jogurtem, cycek kurzy z jakimś warzywem i gitara.
A może zacznę wrzucać na bloga przepisy : ryż z jogurtem jagodowym, ryż z jogurtem brzoskwiniowym, jajecznica z pieczarkami, jajecznica z pomidorem.
Też będzie oryginalnie i inaczej, toć mało takich blogów no nie? A ja lubię się wyróżniać ;p
Nie no dobra teraz pitolę od rzeczy, ale to dlatego, że mam promile we krwi (a nie powinnam ich mieć), jest późno i chce mi się spać, boję się iść spać... Macie tak czasem? Tak ze boicie się iść spać? Ja mam tak ostatnio co noc...

A w ramach prostych i szybkich dań, to może sałatka brokułowa z kurzym cyckiem i fetą.




Coś co właśnie słucham...


Brokułowa sałatka z kurczakiem i fetą

1 porcja
200 g brokuł (u mnie mrożone)
100 g piersi z kurczaka
kawałek sera feta
łyżka nasion słonecznika
ząbek czosnku
pół kubka jogurtu naturalnego
świeżo zmielony czarny pieprz, łyżeczka suszonych pomidorów w płatkach
mleko, przyprawa do kurczaka
Pierś z kuraka nacieramy ulubionymi przyprawami, kroimy w mniejsze kawałki, zalewamy mlekiem i odstawiamy na 15-30 min. Po tym czasie smażymy na rumiano na małym ogniu przez kilka minut.
Brokuła dzielimy na różyczki i gotujemy na parze. W tym czasie fetę kroimy w kostkę, a słonecznik prażymy na teflonie. Czosnek obieramy i drobno siekamy (możemy też wycisnąć praską do czosnku, ale ja nie znoszę myć tego ustrojstwa).
W misce mieszamy brokuły, fetę, słonecznik i kawałki kurczaka.
Przygotowujemy sos: do jogurtu dodajemy pieprz, pomidory i czosnek.
Sosem polewamy sałatkę. Odstawiamy do przegryzienia.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Kilka słów o...

Nie wiem od czego zacząć...
Nie wiem czy w ogóle chcę zaczynać...
Czy tak nie jest lepiej, prościej, wygodniej...

Chyba jednak nie chcę, a jednak to robię...
Jak zawsze wbrew sobie, jak zawsze dla innych...

Zamknęłam bloga, bo straciłam dla niego serce, bo nie widziałam w nim nic ciekawego. Mało profesjonalne zdjęcia, ba, więcej, zupełnie nieprofesjonalne, proste i często dziwne dania, na które nie jeden by się nie odważył, nic mądrego nie wnoszące...Ot blog, taki sobie, nie potrzebny nikomu, a tylko zabierający czas mi i komentującym...
A czemu straciłam serce dla tego bloga? Bo kojarzy mi się z czymś bardzo niemiłym i już.

Jednak go otworzyłam, po wielu rozmowach, przekonywaniu mnie, po moich przemyśleniach...Dałam mu jeszcze jedną szansę, czy ją przetrwa nie wiem.

Nie piszę tego oczekując zapewnień, ze mój blog jest świetny i bla bla bla. Nie. Piszę to tylko dla jasności, by nikt nie pomyślał, ze nie miał wstępu na bloga, bo ja nie chciałam go na nim, nie dałam hasła itd.

Zresztą nie ważne... bo co w sumie w życiu jest tak naprawdę ważne? Bycie najlepszym we wszystkim, najbardziej lubianym i naj naj? Czy może po prostu robienie tego co sprawia nam przyjemność i robienie tego bez ciągłej presji, że musi być naj....
Ten ostatni akapit nie jest bezpośrednio związany z zamknięciem(nie dotyczy mnie, ja na blogu nie dążę do doskonałości, bo wiem ze daleko mi do niej) i ponownym otwarciem tego bloga, kieruję go do pewnej osoby*, która musi to w końcu zrozumieć, której życzę zrozumienia tego :) A piszę to, bo akurat mi przyszło na myśl ;)

* pogrubiłam, bo myśleliście że to ja chcę być doskonała, chcę to fakt, ale nie tu, tu rywalizacja jest wręcz niepożądana, gdybym ją odczuwała w sobie to w ogóle skasowałabym tego bloga, nie o to w tym wszystkim chodzi :)

A jak już tak osobowo się zrobiło. To w ramach udowodnienia pewnej damie, że jest wyjątkowa, że świetnie gotuje, a jej potrawy i ich przedstawienie na zdjęciach i opis na blog tak kuszą i inspirują zapraszam na Quinoa z fetą i dynią inspirowane Polkowym przepisem :)



Inspirowane, bo ja zawsze modyfikuje, już z zasady ;) no i często z braku składników ;) Ale jak wpadnę do Polki w odwiedziny to zaklepuje sobie wypróbowanie oryginału ;)



Pieczone dynia z quinoa i fetą

1 porcja
kawałek pieczonej dyni (miałam mrożoną, dałam kilka kostek)
50 g quinoa
1 pomidor
garść zielonego groszku, miałam mrożony
kilka orzechów nerkowca
30 g sera feta
łyżeczka posiekanej/suszonej mięty
odrobina soli, pieprzu i granulowanego czosnku
kapka oliwy
W garnuszku zagotowujemy wodę (objętościowo dwa razy więcej niż quinoa), wrzucamy quinoa i gotujemy przez ok. 10-15 min, po czym zdejmujemy z ognia i zostawiamy pod przykrywką do momentu wchłonięcia wody przez „kaszę”.
Dynię pieczemy lub, tak jak w moim przypadku, wrzucamy do miseczki wraz z groszkiem i zalewamy gorącą wodą, po czym po kilku minutach odcedzamy i osuszamy – w celu rozmrożenia.
Fetę kroimy w kostkę, mieszamy z quinoa i warzywami. Doprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i miętą. Mieszamy, skrapiamy odrobiną oliwy i posypujemy orzechami.


piątek, 1 stycznia 2010

Nowy lepszy i bardziej różowy :)

I mamy Nowy Rok, rok 2010.
2010...ta liczba brzmi magicznie, przynajmniej dla mnie.
Dwa zera, dwa zera były i wczoraj, w poprzednim, 2009 roku.
Ale mamy i 1 i 2. Czy coś to oznacza? Pewnie nie..., ale może...
Może 1 i 2 oznacza: Raz – gotowi, Dwa- do startu i ... Trójki już nie ma, trójkę mamy stworzyć sami, ona jest w nas. To od nas zależy jak ten rok będzie wyglądał i co w nim osiągniemy... A ja mam zamiar osiągnąć wiele!

Nie pisałam wcześniej, tak jak Wy nie składałam życzeń noworocznych, nie pisałam o moich osiągnięciach w minionym roku i postanowieniach na przyszły. Nie pisałam, bo po prostu nie wiedziałam jak to wszystko ubrać w słowa.
Rok 2009 jaki był? Nie da się ukryć, że obfitował w wiele wydarzeń, tych przyjemnych i tych o których pragnę zapomnieć jak najszybciej.
Rok 2010 jaki będzie? Zobaczymy za rok, ale ja wiąże z nim ogromne nadzieje. Nie chcę ponownie za rok powiedzieć: zmarnowałam kolejny rok swojego życia. Chcę na karteczce zapisać więcej pozytywnych rzeczy niż negatywnych, chcę w końcu mieć na nosie różowe okularki i cieszyć się z tego kim jestem i jaka jestem. Jeszcze nie wiem jak to osiągnę, ale już robię ku temu małe kroczki, a jak wiadomo małe kroczki mogą zaprowadzić nas daleko.

Mam kilka postanowień i życzę sobie choć jedno z nich zrealizować. I tego życzę Wam, życzę Wam byście przeżyli ten rok tak jak go sobie wyśnicie i zaplanujecie :)
Ja dostałam od losu pewien prezent na urodziny, dzięki któremu uwierzyłam, że wszystko jest możliwe:)

A teraz zapraszam na wyżerkę. Taką typową dla mnie, bo orzechowo – brokułową :)



Brokuły z sosem orzechowym
1 porcja
200g różyczek brokuł
kilka orzechów włoskich
łyżeczka masła
30 ml białego wina wytrawnego
30 ml śmietanki 12%
gałka muszkatołowa
sól, pieprz czarny
Brokuły ugotować na parze. Orzechy obrać i posiekać. Na maśle przesmażyć orzechy, dodać wino i śmietankę. Przyprawić gałką, sola i pieprzem. Chwilę podgrzewać.
Na talerz przełożyć brokuły i polać sosem.

źródło: jakieś czasopismo