Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

niedziela, 27 grudnia 2009

Po i Przed

„Święta, święta i po świętach”... tak zwykło sie mówić w moim domu po Wigilijnej kolacji i rozdaniu prezentów. Dziś jednak jest już naprawdę po świętach i pora przygotowywać się do Sylwestra. Często jest kłopot, jeśli robimy/ idziemy na domową imprezę, co przygotować na ten wieczór. Najlepiej żeby było lekkie, smaczne i szybkie do zrobienia.
Ja w sumie wybieram się na białą salę, a tam jedzenie jest raczej nie wskazane, ale co mi szkodzi pojeść sylwestrowo już teraz?
No nic, zwłaszcza jeśli sylwestrowe potrawy pasują na każdy inny dzień w roku.
Pomyślałam sobie, ze fajna i sycące mogłaby być jakaś sałatka z makaronem lub kaszą podana w małych miseczkach lub chochlikach. A jak, że ostatnio dostałam bulgur od Bei to stwierdziłam, że go wykorzystam :) A że jako od Bei dostałam ten bulgur to i od niej zmałpowałam przepis na Tabbouleh, choć wprowadziłam kilka modyfikacji.



Tabbouleh za Beą z moimi modyfikacjami
150 g ‘kaszki’ bulgur
200 ml ciepłej wody
ok. 100 ml oliwy z oliwek
sok z 2 cytryn
1 pęczek natki pietruszki
1 cebula
3 pomidory
sól
suszone pomidory z bazylią
świeżo mielony czarny pieprz
pieprz kajeński
1 łyżka zmielonego kuminu
kilka kropli octu balsamicznego
mielony czosnek
Bulgur dobrze wypłukać w zimnej wodzie.
Wodę, oliwę, sok z cytryn i przyprawy (pieprz, pieprz kajeński, kumin, pomidory z bazylią i czosnek) umieścić w misce i dobrze wymieszać. Następnie dodać bulgur.
Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pozbawić pestek i pokroić w drobną kostkę. Dodać je do bulguru, posolić.
Cebulę obrać i drobno poszatkować; dodać do pomidorów.
Pietruszkę umyć, osuszyć i drobno poszatkować. Dodać do miski. Skropić octem balsamicznym, dobrze wymieszać, przykryć i wstawić do lodówki na ok. 30 min.
Przełożyć do kokilek i podawać.


Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010 Kuchnia wegetariańska

piątek, 25 grudnia 2009

Mikołaj mnie odnalazł!

To się porobiło!
Ja tu myślałam, że to będą moje najsmutniejsze święta w życiu, a tu niespodziewajka, w sumie niespodziewajki, bo nie jedna, mnie spotkały.
Kurcze, co krok, nie co rok, jakaś miła przygoda/chwila mnie dołapywała! Tak naprawdę to nawet dołować się nie miałam jak! Chyba dobrze no nie? Fakt faktem, że zmęczenie nie pozwalało mi za wiele myśleć i jakby to powiedzieć, albo spałam, albo pracowałam. Jednak w międzyczasie, między jednym biegiem a drugim uśmiech pojawiał się na twarzy! Niby drobnostki, ale jak miłe!
Miałam spędzać sama święta z Wigilią włącznie, a tu grom zaproszeń się pojawił, miałam jeść tosty na wigilijną kolację, a była i rybka, i barszczyk i uszka i zupa grzybowa, miałam pracować a siedziałam i można powiedzieć, że „odpoczywałam” w gronie „dalszej” rodziny.
I był Mikołaj, i to nie jeden, albo inaczej, co by nie podważać opinii o jednym i tylko jednym Mikołaju co mieszka w Laponii, był kilka razy. No cóż, nie wlazł przez komin, ale odnalazł mnie przez pocztę elektroniczną i polską! Przez komin też wlazła, no dobra ni przed komin, bo w bloku go raczej nie znalazł, ale jakoś wlazł i zostawił dla mnie trafioną drobnostkę pod choinką, którą podpowiedziała mu Hrabianka Mama- wierzcie mi nie chcecie znać genezy tej podpowiedzi, bo nie wiadomo czy śmiać się czy płakać z jej nieznajomości mnie ;)
I karteczki z życzeniami dostałam (choć sama nie wysyłałam! za co jeszcze raz was przepraszam). Karteczka od http://majanaboxing.blox.pl/html już doszła (cmok cmok), karteczka od Grażynki ma dojść i od Polki (też w drodze). A przedwczoraj, bo nie wczoraj, z rańca przyszedł listonosz z tajemniczą przesyłką od Atiny, która to z kolei dostała ją od Bei i dzielnie rozdzieliła. A tam dla mnie było mnóstwo pyszności, bo i bulgur (nie uwierzycie, ale w końcu miałam wybrać się po świętach do sklepu i na niego sobie pozwolić) , przyprawy i boski serduszkowo-kolorowy makaron! Beatko kochana ślicznie dziękuje :*** Co ja piszę, dziękuje wszystkim. Niby takie drobiazgi, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie uradowały. Sprawiły, że nie poczułam się taka mała i sama, tylko otoczona wspaniałymi ludźmi, choć w sumie w większości wirtualnie, niestety.



No i jeszcze moja kapusta tu się znalazła! O! Jak mi miło, nawet nie wiecie jak! No moja kapusta, moja i moje zdjęcie :)
To się rozpisałam, ale po powrocie z Wigilii, w okolicach 21, moje zmęczenie przekroczyło pewien próg i padłam (niestety bez mycia, a fee ;) ) spać na nie rozcielonym łożu (miałam wrażenie, że śmierci), a że organizm przyzwyczajony do minimum snu, to juz o 1 w nocy zbudziłam się świeża jak świeżynka, umyłam się i teraz tu nadaje wam jak katarynka, proszę wybaczyć, alem się wyspałam i zanim znów padnę to trochę mną nosi ;)

Zatem jeszcze raz ślicznie dziękuje i życzę smacznych, ciepłych (wewnętrznie i zewnętrznie), nie wchodzących w 4 litery i co najważniejsze zdrowych świąt ;)

środa, 23 grudnia 2009

Szybko i na szybko

Ponieważ za kilka godzin znikam ze świata żywych, znaczy się będę w świecie żywych, ale czy to przeżyje, na jakieś 48 h to chciałam Wam już teraz życzyć zdrowych i radosnych i smacznych świąt.
Jednocześnie, dziękuje wszystkim za życzenia, kartki i emaile. Są bardzo miłe i sprawiły mi dużo radości :*
Do wielu z Was, zwłaszcza do tych, na których mam „namiary” też chciałam wysłać kartki, ale wybaczcie, brak czas nadal trwa :/

Dziś chciałam zaprezentować pewne danko, danko, które wylukałam u Zawszepolki.
Takie ot Szybkie pesto z orzechów włoskich i pieczarek, które Polka umieściła na swoim blogu w czasie Orzechowego tygodnia. Wiedziałam, ze kiedyś je zrobię i zapragnęłam je niedawno. Jednak główka ciągle pracuje i zaczęłam kombinować, że może dodać to, a to zrobić tak a to tak, że w rezultacie wyszło trochę inaczej niż oryginał. Po pierwsze zamiast orzechów użyłam prażony słonecznik (uprażony osobno, nie z pieczarkami), miałam go zmielić razem z pieczarkami, ale potem stwierdziła, że może lepie nie! Toć przecież to będzie bardzo ekscytujące, gdy jedząc pesto co jakiś czas natrafi się na pyszne słoneczne ziarenko! I tak było, wierzcie lub nie ;) Było ekscytująco i pyszne :) A no i Polka polecała dodatek soli wędzonej, a że takiej nie posiadam, dałam zwykłą plus paprykę wędzoną :)
A pesto podałam z kaszą gryczaną nie paloną. I uważam to za świetną propozycję na świąteczny stół, gdyż dla mnie święta bez pieczarek i suszonych grzybów to żadne święta ;)



Szybkie pesto z pieczarek i słonecznika
1 porcja
20 dkg pieczarek
łyżka prażonego ziarna słonecznika
kilka listków bazylii
oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia (extra virgin)
skórka otarta z 1/4 cytryny
2 łyżki soku z cytryny
świeżo mielony pieprz, sól, papryka wędzona w proszku
Pieczarki myjemy, obieramy i kroimy drobno. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy. Wrzucamy pieczarki, solimy, pieprzymy i smażymy, aż pieczarki puszczą sok i zmiękną. Odstawiamy do ostygnięcia.
Za pomocą blendera miksujemy całość na gładką masę, dodając świeżą bazylię, paprykę wędzoną, skórkę, sok z cytryny i tyle oliwy, by otrzymać konsystencję pesto. Mieszamy ze słonecznikiem i podajemy jako pastę na kanapki lub z makaronem, ryżem, bądź kaszą :)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010 Kuchnia wegetariańska

piątek, 18 grudnia 2009

Oj lubię o ja lubię

Kapustkę z suszonymi grzybkami to ja lubię, oj lubię i to nawet bardzo bardzo.
Nie wyobrażam sobie bez niej Wigilii, gdyż stanowi większą część mojego talerza tego wieczoru.
Tak ją lubię, że Babulinka robi ją dla mnie nie tylko na święta, a gdy tylko sobie tego zażyczę. Babulinkowa kapusta jest najlepsiejsza i lepszej nie jadłam, o! Sama też takiej nie potrafię zrobić, ale robię sobie od czasu do czasu coś podobnego, choć całkiem innego. Zwykle nie ma w niej udziwnień, kapusta i grzybki, trochę przypraw i cała filozofia, zupełnie jak tu.
Jednak w tym roku postanowiłam pokombinować i dodać trochę suszonej śliwki, a z kolei Monika skłoniła mnie do dodania suszonej żurawiny. Ot taka wariacja na temat. Choć przyznam szczerze, że i tak Babulinkowa kapucha jest najlepsiejsza ;)



p.s. przy okazji chciałam podziękować wszystkim za wyróżnienia i o tym, że mnie jeszcze odwiedzacie :*

Kapusta z suszonymi grzybami, śliwkami i żurawiną
0,5 kg kiszonej kapusty
cebula
2 garście suszonych grzybów
garść suszonych śliwek
garść suszonej żurawiny
2 listki laurowe
2 kulki ziela angielskiego
kilka suszonych goździków
pieprz cały
Grzyby zalewam na noc gorącą wodą. Następnego dnia kroję kapustę i wkładam do garnka, wrzucam grzyby wraz z wodą, dodaję żurawinę i śliwki. Zalewam wodą i stawiam na ogień. Dodaję ziele, listki, goździki i pieprz. Gotuję do miękkości.
W międzyczasie na patelni szklę posiekaną cebulę. Kapustę odcedzam, wyciągam grzybki i śliwki, kroję na mniejsze kawałki. Usuwam z kapusty listki laurowe, kulki pieprzu i ziela oraz goździki.
Ponownie dodaję śliwki i żurawinę oraz cebulę. Dokładnie mieszam.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010 Kuchnia wegetariańska

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Męskie decyzje

„Kilkaset lat temu, Benjamin Franklin podzielił się ze światem sekretem swojego sukcesu. Nigdy nie zostawiaj na jutro, co masz zrobić dzisiaj, powiedział. To człowiek, który wynalazł elektryczność. Wydawałoby się, że więcej ludzi posłucha jego rad. Nie wiem, dlaczego odkładamy rzeczy na później, ale gdybym miała zgadywać, to chyba powiedziałabym, że ma to wiele wspólnego ze strachem. Strachem przed porażką, strachem przed odrzuceniem, czasami po prostu ze strachem przed podejmowaniem decyzji, bo co jeśli się mylisz? Co jeśli popełniasz błąd, którego nie naprawisz? [...] Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje? Działanie w odpowiednim czasie zaoszczędzi kłopotów na przyszłość. Kuj żelazo, póki gorące. Możemy udawać, że nam tego nie mówiono, ale wszyscy słyszeliśmy przysłowia, filozofów, dziadków, ostrzegających nas przed marnowaniem czasu, słyszeliśmy cholernych poetów nakazujących nam chwytać dzień. Jednak czasami musimy przekonać się na własnej skórze. Musimy popełniać własne błędy. Musimy sami się na nich uczyć. Musimy zmiatać dzisiejszą możliwość pod jutrzejszy dywan, dopóki już więcej tam nie zmieścimy. Dopóki wreszcie nie zrozumiemy, co Benjamin Franklin naprawdę miał na myśli. Że pewność jest lepsza od niepewności, że jawa jest lepsza niż sen, i że nawet największa porażka, nawet najgorsza, jest sto razy lepsza od zaniechania próby.”*

I nawet jeśli boimy się skutków naszych decyzji, decyzji podjętych pod wpływem chwili, choć dobrze przemyślanych...
I nawet jeśli nie wiemy czy to nie obróci się przeciwko nam i nie będziemy za kilka dni, tygodni, miesięcy tego żałować...
To czasem warto podjąć „męską decyzję”, a potem...?
A potem zjeść coś smacznego.



Na ten przykład fasolę ze śliwkami i suszonymi grzybkami, wylukaną gdzieś w jakiejś gazecie i pasującą na świąteczny stół wegetarian lub też wegan :)

Fasola z grzybami i śliwkami
100 g fasoli
kilka suszonych grzybków
kilka suszonych śliwek
pół łyżki oliwy
sól, pieprz
łyżeczka soku z cytryny
świeża bazylia, szczypiorek (u mnie mrożony, co widać na załączonym zdjęciu ;) )
Fasole zalać ciepłą wodą i zostawić na noc pod przykryciem. Następnego dnia wymienić wodę i ugotować fasolę, odsączyć.
Suszone grzyby namoczyć, ugotować i posiekać. Śliwki namoczyć w gorącej wodzie i przetrzeć lub drobno pokroić, wymieszać z grzybami i fasolą.
Przyprawić szczypta soli, pieprzu i skropić oliwą oraz sokiem z cytryny. Posypać posiekaną bazylią i szczypiorkiem.

* Chirurdzy, Meredith

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010 Kuchnia wegetariańska

piątek, 11 grudnia 2009

Procentowo

Ja tu znowu tylko przelotem-wlotem, bo zaraz wylatuje do Pyrlandii na coby odpocząć od tego wariatkowa, w którym ostatnio żyję ;) Ale jeszcze trochę, tylko kilkanaście dni...dam radę!
Znowu przelotem i znowu nie z przepisem, choć około-kulinarnie, jak to na eksperymentach powinno być. No dobra prawie około-kulinarnie, bardziej około-procentowo, bo alkoholowo.
Nie żeby kogoś do picia wysokoskokowych trunków namawiała, bo sama mało pijam, ale jak już piję to lubię coś dobrego i smacznego, takiego akuratnego.
No, bo w końcu alkohol jest dla ludzi, no nie? A jak ktoś ma problem to zrozumieć i albo tępi zupełnie ludzi, którzy go piją (w normalnych ilościach), ale przegina pałę i pije ponad własne siły, to już tak fajnie nie jest.
A ja znowu tu jakieś wywody robię, a czas goni.
Chciałam po prostu polecić, zaprezentować i iii no i ;) Encyklopedię alkoholi Wojciecha Gogolinskiego.



To kniga dla prawdziwych koneserów dobrych alkoholi, ale także dla początkujących smakoszy trunków. To poszerzona, zaktualizowana oraz uzupełniona bogatym materiałem
fotograficznym kontynuacja „Leksykonu alkoholi” tego samego autora, wydanego
w 2003 roku przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Kniga fajnie się prezentuje, efektywnie wydana i zapełniona kolorowymi zdjęciami :) Fajny prezent pod choinkę :)



No tak chciałam wam tylko pokazać :) a więcej na czaswina.pl :)

niedziela, 6 grudnia 2009

Grzyb(e)k(i)

Nom, hmmm, nom.
No tak nie śmiało podziękować ślicznie chciałam. Żeście jeszcze nie zniknęli i kukacie tu od czasu do czasu. Żeście, nom, ten, nom, nie zapomnieli jeszcze o mnie i że chcecie eksperymenty czasem odwiedzić.
Ja wiem, wiem, znowu d*** daję, bo nie potrafię zorganizować sobie tak czasu, by tu czasem (i nie tylko tu, ale i do was) zaglądać, ale seryjnie, nie wyrabiam się. Nawet skrzynki i-mejlowej nie otwieram, bo te zaległości mnie przerażają.
Ale jest nadzieja! Jest nadzieja w Gwiazdorze vel św. Mikołaju wigiliowym! Jest, bo byłam grzeczna, a grzeczne dzieci (dobra dorośli też) czasem dostają czego sobie zażyczą! A ja miałam okazje sobie zażyczyć czego to ja bym nie chciała pod choinką (której notabene w tym roku raczej na oczy nie zobaczę, bo u mnie nadal kuraki wielkanocne w domu harcują).
A no Hrabianka mama planuje wystosować odpowiednie pismo do Gwiazdora z moimi życzeniami! Tak mi się przynajmniej zdaje, bo już drugi raz pytała co chcę na gwiazdkę. Wiem, wiem, bezsensu, po co dwa razy pytała, głucha czy co? Toć chyba nasz dialog jest zrozumiały dla wszystkich! Z wielu słów czy liter się nie składa co? No a brzmiał mniej więcej tak:
HM: Co chcesz na gwiazdkę?
P: Czasu, więcej czasu mamuś!

I everything is clear!

A że czasu nadal brak to znów omlecik u mnie się pojawia, a omlecik wylukany u Komarki :) Pychota mówię wam!



Omlet biszkoptowy za Komarką (z moimi zmianami)
(porcja na1 omlet)
2 jajka,
około 50 g mąki pszennej
1/3 szklanki mleka,
1 łyżeczka fruktozy,
szczypta soli,
dżem do posmarowania
Mleko wymieszać z 1 jajkiem. Mąkę ze szczyptą soli i cukrem wymieszać i wlać do niej mleko z jajkami. Zmiksować i odstawić na ok. 20 minut. Pozostałe białko ubić na sztywną pianę. Delikatnie wymieszać z ciastem. Na patelni rozgrzać łyżkę masła, wlać ciasto. Smażyć powoli z obu stron na złoty kolor. Podawać z dżemem.

czwartek, 3 grudnia 2009

Fajne święta...

Jeszcze żyję, choć coraz słabiej to odczuwam...a może za mocno?
Na gotowanie, a tym bardziej na blogowanie czasu brak, nad czym bardzo ubolewam.
Każdą wolną chwilę, których de facto nie mam, zabierają mi rzeczy do zrobienia na wczoraj i zamiast ich ubywać, jest ich coraz mniej :/

Teraz nie powinno mnie tu być, tu, czyli na blogu.
Ale znów mi się przytrafiło jurorowanie w kulinarnym konkursie i nie mogłabym się tym pochwalić z wami, moimi kulinarnymi inspiratorami :)
Konkurs jest fajny.
Fajny, bo kulinarny,
Fajny, bo fajne książkowe nagrody (i nie tylko) można wygrać,
Fajny, bo jest świąteczny,
a święta podobno są fajne :))))

Tak więc, a zatem, zapraszam do zabawy, bo fajnie jest czasem się zabawić. Taki fajny konkursik FajnePrzepisy.pl

A zasady są bananie proste i fajne :) Sobie realizujesz 3 kroczki i możesz wygrać kulinarną knigę*
1. Za pośrednictwem wyszukiwarki FajnePrzepisy.pl znajdź dowolny przepis kojarzący Ci się ze świętami.
2. Wykonaj film wideo lub zdjęcia z praktycznego przygotowania przepisu.
3. Zgłoś swoją propozycję do konkursu.

Trza się spieszyć, bo konkurs trwa tylko od 30 listopada do 13 grudnia 2009 roku, jednak do 11 grudnia 24:00 przyjmujemy ostatnie zgłoszenia, bo 13 będą już wyniki :)

A ja się może w weekend jeszcze pojawię :) Buziaki

* Oczkowy słownik wyrazów obcych ;)