Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

czwartek, 29 października 2009

Przysiąść na chwilę...

„..Lubię w środku dnia przysiąść na chwilę na ławce w parku, na murku w środku miasta lub na jakimś skwerku. Lubię pomiędzy rozlicznymi zajęciami zastanowić się nad tym, co robię, dokąd pędzę i co jeszcze dziś mam do wykonania. Zatrzymać się, przerwać ten bieg skądś – dokądś. Zrobić sobie kilkunastominutowe wakacje, wymknąć się rzeczywistości.”*

Ja też lubię, nawet bardzo. I pomimo, że tak podobało mi się w Poznaniu, mieście, które kojarzy mi się z biegiem i ciągłą gonitwą za czymś, to taka chwila na przemyślenia jest każdemu czasem potrzebna, nawet mi.
Ta chwila refleksji nie musi wcale dopaść mnie na zewnątrz, gdy gdzieś zmierzam. Lubię też w domu, usiąść i chwilę pomyśleć o tym, co mi leży na sercu... Czasem marzę, czasem wspominam, czasem analizuję, ale zawsze towarzyszy mi cisza i kubek kawy...
Choć ostatnio był wyjątek, zamiast kawy, była miseczka gorącego kremu dyniowo-ziemniaczanego z ciecierzycą, który wspaniale rozgrzał mnie tego zimnego poranka i pozytywnie nastroił, tak, że wszystko wydało się prostsze, a moje myśli powędrowały ku bardziej optymistycznym szosom...:)




*Pani nr 11 (230) 2009r. Roma Ligocka: Miłość po południu

Krem z pieczonej dyni i ziemniaków z ciecierzycą
ok. 2 porcje
300 g dyni
ziemniak (taki większy)
pół szklanki gotowanej ciecierzycy
bulion warzywny i mleko (ilość na oko, w zależności jak gęstą chcemy mieć zupę)
pół łyżeczki miodu gryczanego
odrobina słodkiej śmietanki
garam masala, kumin, gałka muszkatołowa, cynamon – do smaku
posiekana natka pietruszki do posypania
Dynię i ziemniaki obrać ze skórki, pokroić w kostkę i wstawić do nagrzanego do 200 stopni C piekarnika na ok. 15-20 min – warzywa mają być miękkie.
Zagotować bulion, wrzucić upieczone warzywa, dodać miód i po szczypcie garam masala, kuminu, gałki i cynamonu. Wszystko zmiksować, dodać mleko (ilość zależy od gęstości zupy) i doprawić do smaku, jeśli chcemy bardziej aromatyczny krem. Wrzucić ciecierzycę i wymieszać.
Podawać z odrobiną słodkiej śmietanki i natki pietruszki.

To jest moja ostatnia propozycja w Ziemniaczanym i Dyniowym Festiwalu.

Ziemniaczany Sezon 2009Kuchnia wegetariańska

wtorek, 27 października 2009

Co bym zjadła?

Ostatnio Ania z blogu Strawberries from Poland poruszyła bardzo ciekawy temat.
Temat dotyczący naszego ostatniego posiłku w życiu.
Zadała niby proste pytanie, jednak mnie powaliło i pochłonęło bez reszty.
Pytanie pod tytułem „co chciałbyś zjeść na swój ostatni ziemski posiłek?”
Cholipka no, tak trudnego pytania dawno nie wiedziałam! Gdyby ktoś mnie zapytał o co to jest białko Apaf-1 to miałabym prostsze zadanie ;)
Zastanawiałam się dośc długo. Przez głowę przechodziło mi ogrom myśli, a raczej dań. Myślałam i o pierogach ruskich, i o blinach, i o golonce (tak tak o golonce ;p ). Jednak ostatecznie stanęło na plackach ziemniaczanych....których tak dawno nie jadłam...
Powiedziałam o tym mojej nadwornej Śpiącej Królewnie, a to podłapała temat i już był plan. Plan możliwy do wykonania na szczęście. Plan pt. „Jutro robimy placki ziemniaczane!”.
Trochę zaniepokoił mnie fakt, ze skoro ona wie, że na ostatni posiłek w życiu zjadłabym placki i tak chętnie zaproponowała ich przyrządzenie, a jakiś czas temu przecież karmiła Hirka przeterminowaną czekoladą (jak byłam w Pyrkowej Krainie). No, ale raz się żyje, a kto nie ryzykuje ten nie ma! (i podobno też nie pije szampana- wg Pudelka ;P ).
Plan był taki, że Śpiąca Królewna kupi ziemniaki, a potem razem będziemy gotować. Jak to zwykle w życiu bywa, teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką... Ziemniaki obrała Śpiąca, w większości je starła, coś tam dodała i usmażyła...Ale żeby nie było, pomagałam! Starłam kilka ziemniaków i potem też smażyłam! No i większość to ja zjadłam :)



Ponieważ przepisu nie pamiętam, pojawi się on dopiero wieczorem, o ile Śpiąca zdradzi swą tajemną recepturę ;)



Ale żeby nie było tak nieprzepisowo dziś to może coś jeszcze pokaże. Może nie wymieniłam tego w liście potraw, które chciałabym zjeść na ostatni posiłek w życiu, ale na pewno na przedostatni bym zjadła. No toć tam jest i pieczona dynia, i ciecierzyca i migdały. Po prostu same specjały, specjały które skusiły nawet Hirka na powrót z lasek i zjedzenia wspólnej wieczerzy, a nie jakiegoś tam kebsa w barze na starówce ;)




Kokosowy kus kus z pieczoną dynią i ciecierzycą

1 porcja
•50 g kaszy kus kus
•200 g dyni, pociętej w kostkę
•100 g ciecierzycy z puszki lub gotowanej
•łyżka uprażonych wiórek kokosowych
•1 mała posiekana czerwona cebula
•mała garść uprażonych płatków migdałowych
•posiekana nać pietruszki
•po łyżeczce ziaren kuminu i kolendry
•zmiażdżony ząbek czosnku
•łyżeczka soku z cytryny
•bulion warzywny
•odrobina sosu sojowego
•odrobina masła lub oliwy
Piekarnik rozgrzej do 200 C. Na blaszce do pieczenia rozłóż dynię. i piecz, obracając co jakiś czas, przez ok. 20 min, aż dynia będzie miękka i złocista.
W międzyczasie kus kus zalej bulionem, wymieszaj z sosem sojowym i odstaw pod przykryciem do wchłonięcia płynu.
Na patelni, na odrobinie masła lub oliwy, upraż zmiażdżone w moździerzu ziarna kuminu i kolendry, po chwili dodaj czosnek i jeszcze chwilę podgrzewaj. Wyłącz ogień i wymieszaj z kus kusem. Dodaj kokos i sok z cytryny.
Cebulkę drobno posiekaj.
Gdy dynia jest gotowa, wymieszaj ją z kus kus, ciecierzycą i cebulą, a następnie posyp świeżą pietruszką i migdałami.

Placki ziemniaczane
1 kg ziemniaków
cebula
mąką
jajko
olej do smażenia
Ziemniaki obrać, umyć i zetrzeć na tarce o małych oczkach. Odcisnąć nadmiar płynu i dodać mąki do zagęszczenia masy.
Cebulę obrać i zetrzeć do miski. Wymieszać wszystko z jajkiem. Smażyć do zrumieniania na oleju.

Ziemniaczany Sezon 2009Kuchnia wegetariańska

niedziela, 25 października 2009

W kuchni u ....

Czasem mam tak, że nachodzi mnie na coś ogromna ochota...
Zwykle coś mnie zainspiruje i wiem, że muszę to zrobić...
Zwykle coś zmieniam, czasem niewiele, czasem więcej...
Rzadko się zdarza, że robię zgodnie z przepisem, rzadko dany przepis odpowiada mi w 100%.
Inspiracją są dla mnie blogi kulinarne i wielu blogowiczów ma podobne upodobania kulinarne co ja.
Na ten przykład Małgosia z blogu Pieprz czy Wanilia. Śmiało mogę stwierdzić, że bez żadnych oporów, nawet z ogromną chęcią przeszłabym na jej garnuszek. Oh, byłabym w 7 niebie :)



Przeglądając dyniowe przepisy natrafiłam na risotto z dynią i zielonym groszkiem, właśnie w wykonaniu Małgosi i wiedziałam, że choćby się waliło ja to chcę tu i teraz. Może nie było tak całkiem tu i teraz, ale było i to się liczy :) A jak było? Było obłędnie smacznie :) Hirek potwierdzi jak wróci z lasek ;)



Risotto z dynią curry i zielonym groszkiem
za Małgosią (inspirowane (ze zmianami) przepisem z The Australian Women's Weekly)
porcja na 2 osoby
ok. 300 g dyni pokrojonej w grubą kostkę (polecam odmianę Hokkaido)
½ łyżeczki garam masala
¼ łyżeczki zmiażdżonych ziarenek kardamonu
2 łyżeczki curry (dałam 1 łyżeczkę łagodnego + 1 łyżeczkę ostrego)
1 łyżka oliwy

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C.
Do miski wsypać wszystkie przyprawy i oliwę. Wymieszać. Dynię – wydrążoną, obraną ze skórki i pokrojoną w sporą kostkę – wrzucić do miski z przyprawami. Obtoczyć dokładnie, tak by kawałki dyni pokryły się miksturą. Rozłożyć na blasze na papierze do pieczenia pojedynczą warstwą. Piec ok. 15 minut, aż dynie stanie się miękka.

2 łyżki masła
1 niewielka cebulka lub 2 szalotki
1 szkl. ryżu arborio (uprzednio dobrze opłukanego pod bieżącą wodą)
ok. 100 ml białego wytrawnego wina
ok. 400 ml gorącego wywaru warzywnego lub drobiowego
ok. ¼ szkl. zielonego groszku (może być mrożony)

Cebulkę obrać, drobno posiekać. W garnku rozgrzać masło. Smażyć cebulkę, aż się zeszkli. Wrzucić arborio – mieszając chwilę smażyć. Wlać do garnka białe wino. Gdy płyn zostanie wchłonięty przez ryż, dolewać stopniowo po jednej chochelce wywaru, za każdym razem czekając, aż cały zostanie wchłonięty. Gdy ryż będzie już niemal miękki – wraz z ostatnią chochelką wywaru - wrzucić zielony groszek. Na chwilę przed zdjęciem z ognia – dodać upieczoną dynię. Wymieszać. Podawać natychmiast.

Kuchnia wegetariańska

piątek, 23 października 2009

I jest, już jest!

Wiecie na co czekałam przez cały rok? Na co czekałam i nie mogłam się doczekać?
Przez cały rok chełpliwym oczkiem wypatrywałam grubej, soczyście pomarańczowej nibyjagody ;)
Tak tak chodzi o dynię, przez wielu nie lubianą, przeze mnie uwielbianą!
I pomyśleć, ze przez całe swoje życie nie znałam jej smaku, przez te XX lat była dla mnie ozdobą ogrodów i za wielkim źródłem pysznych pestek, które często podjadałam.
Nie rozumiałam po co ludzie ją uprawiają, dla tych kilku pestek, które trzeba wyciągać z obrzydliwej i śliskiej masy, potem suszyć a jeszcze potem obierać z białych łupinek....
Teraz już wiem, wiem od roku, że głupia była i wiele traciłam. Dopiero Bea sprawiła, ze poznałam ten boski smak, dopiero festiwal dyni skłonił mnie do kupna tego warzywa i eksperymentowania z nią w kuchni. A dzięki eksperymentom stwierdzam, ze uwielbiam ją w wersji pieczonej i co najśmieszniejsze ona mi wystarcza, nie potrzeba mi nic więcej, potrafię zjeść sporą jej ilość, oj sporą...
A co do czekania...



...czekałam i się doczekałam, w końcu nastał dyniowy sezon i zabawa dyniowa u Bei, a w raz z dyniowym sezonem w mojej kuchni piecze się dynia, tak często jak to jest tylko możliwe ;) (czyli niestety rzadko :/)



Kotleciki dyniowo-ziemniaczane
5 kotlecików
ok. 400 g dyni
jeden średniej wielkości ziemniak, pokrojony w kostkę
jajko
sól czosnkowa, słodka papryka do smaku
szczypta gałki muszkatołowej
suszona pietruszka- ok. łyżki
odrobina masła do smażenia
Dynię i ziemniaka upiec w 180 stopniach w piekarniku z funkcją termoobieg. Piec ok. 20-25 minut, aż dynia i ziemniak będą miękkie w środku. Zamaist ziemniaka pieczonego można użyć gotowanego, np. jeśli został nam z obiadu.
Warzywa rozgnieść widelcem, wymieszać dokładnie z jajkiem i pozostałymi składnikami: pietruszką, solą, papryką i gałką. Z masy formować kotleciki i smażyć na odrobinie masła na patelni teflonowej najlepiej pod przykryciem).

Ziemniaczany Sezon 2009Kuchnia wegetariańska

poniedziałek, 19 października 2009

Czasem lubię biec

Szalony weekend w szalonym mieście.
Mieście, w którym czas płynie szybciej niż powinien, mieście, w którym wszystko jest w ciągłym biegu...i ludzie i zwierzęta i wskazówki zegara...
I mimo tego pędu i mimo tej szybkości nie odczuwa sie tam zmęczenia, ma się ogrom sił, jeszcze się przyspiesza, bo na zmęczenie nie ma czasu...
Wolę spokój, wolę moje małe miasto, gdzie wszyscy chodzą jakoś wolniej, gdzie czas tak nie goni, jednak Poznań ma coś w sobie, co mnie przyciąga, co sprawia, ze czuję się tam jak ryba w wodzie, coś co powoduje, że nie chcę go opuszczać...
Poznań przywołuje u mnie wiele wspomnień, jedne są piękne, inne śmieszne, a jeszcze inne bardzo bolesne...ale każde przyjemnie ociepla serduszko i mimo deszczu, mimo wiatru mam uśmiech na twarzy.
Ten weekend był szczególnie wyjątkowy. Nie tylko wspomnienia i brak czasu na rozmyślania o problemach dnia codziennego wywołały uśmiech na mej twarzy. Także spotkanie z Grażynką i miłe popołudnie w jej towarzystwie. Dostałam pyszne ciasto marchwiowo-kokosowe i suszone pomidorki, które najchętniej by zjadła na sucho, bo takie smaczne, i suszone jabłuszka, których dawno już nie ma ;)
Było bardzo miło i sympatycznie, no i smacznie ;) Bo bez jedzenia to się nie da ;)
Ale to co dobre szybko się kończy i pora wrócić to mniej przyjemnej gonitwy za czasem...

Goniąc za czasem nie udało mi się zrobić planowanych potraw w ramach zabawy ziemniaczanej i pewnie już nie dam rady zrobić więcej (no może coś jeszcze), więc choć coś tak szybkiego, ale bardzo smacznego wam zaproponuje do zrobienia na śniadanie lub szybki obiad :)



Placek ziemniaczany z fetą i suszonymi pomidorami
1 porcja
250 g ziemniaków
1 jajko
mała cebulka
ząbek czosnku
kilka listków bazylii
sól, pieprz
kilka suszonych pomidorów (takich ze słoika lub namoczonych we wrzątku)
kawałek fety

Ziemniaki pokroić obrać, umyć i pokroić w kostkę, a następnie ugotować w osolonej wodzie.
Cebulę i czosnek posiekać i zeszklić na maśle.
Ugotowane ziemniaki rozgnieść widelcem i wymieszać dokładnie z jajkiem, suszonymi pomidorami (trochę zostawić), bazylią oraz zeszkloną cebulką i czosnkiem. Doprawić do smaku solą i pieprzem i dokładnie wymieszać.
Z masy uformować na patelni w miarę równy placek (użyłam foremki) i smażyć z dwóch stron aż do zrumienia i otrzymania chrupiącej skórki(najlepiej smażyć pod przykrywką, co by w środku jajko się ścięło). Po koniec smażenia na drugiej stronie posypać resztą pomidorów i rozkruszyć fetę, przykryć i podsmażać aż feta się delikatnie roztopi. Podawać ciepłe.

Ziemniaczany Sezon 2009Kuchnia wegetariańska

wtorek, 13 października 2009

Ziarenka maku

Pamiętacie bajkę o Kopciuszku?
Ale nie tę w wersji nowoczesnej, gdzie Kopciuszek zamiast pantofelka zgubił „czerwone stringi, w dodatku eski”. Pytam o wersję tradycyjną, gdzie był i pantofelek i prawdziwa wróżka.
Dziś czułam się jak taki Kopciuszek, może nie oddzielałam ziarenek maku od piasku, ale robotę miałam wcale nie prostszą.
Z okazji Różowego Tygodnia u Szarlotka postanowiłam zadziałać z ulubionym owocem dzieciństwa, granatem. Stwierdziłam, że świetnie się nada, a z łosiem, będzie świetny różowym połączeniem. Jednak nie pomyślałam ile roboty mnie czeka w obieraniu tego owocu, oddzielaniu soczystych ziarenek od gorzkiej skórki. Ale warto było, bo...

...„Oddzielanie piasku od maku jest etapem poznawania siebie, wiary, że można w Kopciuszku odkryć księżniczkę, której stopa pasuje jak ulał do tego jednego szklanego pantofelka. Bo w każdej kobiecie jest i Kopciuszek i Księżniczka i kim będzie zależy od niej. Nie od Księcia, ani od rozmiaru szklanego pantofelka...”*




A i obiad miałam smaczny ;)



Łosoś z migdałową skórką i sosem z granatów
1 porcja
1 filet z łososia,
łyżka mielonych migdałów
przyprawa do ryb
sos sojowy

1 owoc granatu
50 ml wina
mała cebulka
ząbek czosnku
masło/oliwa
pieprz czarny

Łososia natrzeć przyprawą i sosem. Odstawić na ok. 15 min.
W ty czasie obrać cebulę i czosnek, drobno posiekać i wrzucić na patelnię. Wlać wino i podgrzewać aż większość płynu odparuje. Granat obrać, a ziarenka (część zostawić) zmiksować w blenderze. Wlać na patelnię, doprawić pieprzem i podgrzewać jeszcze chwilę. Przelać do miseczki i dodać pozostałe ziarenka granata.
Filet usmażyć na patelni, na odrobinie masła lub oliwy. Gdy sie zrumieni z jednej strony, przewrócić na drugą i wierzch posypać mielonymi migdałami uprażonymi wcześniej na paleni teflonowej.
Na talerzu łososia polać sosem, jeść gorące.

*Biała różą dla Kopciuszka

Akcja

niedziela, 11 października 2009

Potwierdzone i sprawdzone

Macie czasem tak, że mimo braku czasu chcecie zjeść coś w miarę zdrowego, ciepłego i do tego smacznego?
Nie jogurt z pomidorem, w biegu z jednego miejsca do drugiego, jak zwykle spóźnieni i z jęzorem na brodzie...
Nie zupkę chińską z torebki, która jest jedyną rzeczą, którą możecie przygotować i zjeść...
Nie jakieś suche wafle, bo one się zmieszczą do torebki i można je zjeść w klasie, w czasie 5 minutowej przerwy...
Ale coś co można przygotować rano, wstawić do lodówki, a wieczorem tylko podgrzać.
Coś co można zrobić w kilka minut i zjeść w czasie krótkiego pobytu w domu.
Coś co nasyci i ukoi sumienie...
Ja czasem tak mam...
Może kasza kuskus nie jest „chodzącym” zdrowiem, ale na pewno większym niż zupka z torebki, no i zapycha na dłuższy czas niż wafle ryżowe ;)
Nawet Hirek potwierdza :)
Bez cebulki to nawet do pracy się nada, co by nie zionąć różnymi zapachami ;) Sprawdzone ;)
Więc wszystkim goniącym i nie goniącym polecam :)



Kuskus z grillowaną cukinią i jajkiem
1 porcja
kuskus ok. 40g
mała cukinia
1 jajko
bulion lub woda
łyżka posiekanej natki pietruszki
mała czerwona cebulka
łyżeczka prażonego słoneczniku
pieprz, sos sojowy, ew. ocet balsamiczny
Kaszę kuskus zalać gorącym bulionem lub wodą (płynu ma być 1,5 raza więcej niż kaszy), przykryć i odstawić na bok.
W międzyczasie cukinię umyć, odciąć końce i pokroić na półplasterki, a następnie zgrillować lub zrumienić na patelni z odrobiną oliwy.
Jajko ugotować. Przestudzić, obrać i pokroić w drobną kostkę. Odłożyć na bok.
Cebulkę obrać i posiekać.
Gdy kasza wchłonie cały płyn wymieszać ją z cebulką, natką pietruszki, sosem sojowym i pieprzem.
Następnie dodać cukinię i przełożyć do miseczki. Całość posypać jajkiem i prażonym słonecznikiem. Można dodatkowo skropić octem balsamicznym.

wtorek, 6 października 2009

Ulegli pokusie

Długo nas nie było, tu nie było. Bo myśmy z Hirkiem sobie zaszaleli trochę, taki spontan mały był.
Hirek rzucił hasło, a ja je podłapałam i samo tak się jakoś porobiło, że nas tu nie było. A gdzie byliśmy? Oj daleko, daleko od pałacyku na kurzej łapce. Pozazdrościliśmy Grumkom podróżom po Europie i pokusie zwiedzania i poznawania nowych smaków. A że najlepszym sposobem pozbycia się pokusy jest po prostu ulec jej, to myśmy spakowali manatki i do Turcji polecieli na wiekowej, ale sprawnej i jarej miotle z kurzych piór :)
Orientu nam się zachciało, więc myśmy pokombinowali i z tego kombinowania fajny obiadek wyszedł. I co najważniejsze nawet zdrowy, bo Hirkowi jednak trochę zdrowego żarcia się przyda ;)
A Hirek tak się zatracił w tym wypoczynku, że nawet do zdjęć nie chciał pozować. Bez makijażu to on nie fotogeniczny podobno ;)
A co myśmy sobie zjedli? A smażoną marchew z jogurtem, którą podaliśmy z sezamowym tofu i brązowym ryżem.



Smażona marchew z jogurtem
1 porcja
1 spora marchewka
mała cebulka
pół ząbka czosnku
mały jogurt naturalny
sól do smaku
pietruszka
masło
Cebulkę obrać, posiekać i zeszklić na maśle. Dodać obraną i pokrojoną w plasterki marchewkę i chwilę podsmażać, aż marchew delikatnie zmięknie, ale nadal będzie jędrna.
Jogurt wymieszać ze zmiażdżonym czosnkiem i solą. Wymieszać z marchewką i cebulką. Posypać pietruszką.

Sezamowe tofu

Tofu pokroić w plastry i zamarynować w mieszance sosu sojowego, oleju sezamowego, sosu ostrygowego i czosnku granulowanego. Odstawić na 30 minut. Usmażyć na odrobinie oliwy, posypać uprażonym ziarnem sezamowym.

Festiwal Marchewki

piątek, 2 października 2009

Waćpan elegancik

Dzisiaj jest wielki dzień. Wielki dzień nie tyle dla mnie, co dla Hirka.
Facet to teraz prawdziwy elegant i to nie byle jaki, a gustowny i pociągający!
Dziś specjalnie dla niego do drzwi naszej chatki zapukał listonosz z przesyłką. Przesyłka adresowana do mnie, ale my dobrze wiedzieliśmy, że ona do Hirka, specjalnie do niego!
Szybko ją rozerwaliśmy i prawie jak w jakimś amoku, wyciągnęliśmy nowe ubranka dla Hirka. Przecudne, kuszące, zmysłowe, prawie jak z żurnali...Ba! o niebo lepsze.
Projektantka i wykonawczyni Grażyna spisała się na medal i wydziergała dla Hirka cuda! Takie cudne, że mam teraz pewne obawy wypuszczać do na laski, bo czy wróci...



Chciałam od razu obfotografować nową Hirkową garderobę, ale Hirek nie pozwolił, powiedział, że będzie powoli prezentował swoje fatałaszki, na sobie, w różnych kobinacjach :) Skoro tak chce, niech tak będzie, w końcu to jego i on tu decyduje :)
Ponieważ zachwycanie się ciuszkami trwało godzinami, na przygotowanie posiłku nie zostało wiele czasu.



Ale nie z takimi problemami sobie radziłam i tym razem wyszłam obronną ręką, nawet obiema, bo przygotowałam dwie wersje tej samej strawy- Waćpan Hirek stwierdził, że nie będzie jadł tego samego co plebs (czytaj ja) i zażyczył sobie czegoś bardziej ekskluzywnego.


Chciał to dostał, swoją wersje wzbogaciłam o cukinię i zadowoliłam ptaka! – bez skojarzeń proszę ;)

Smażony kalafior z ciecierzycą (i cukinią)
2 porcje
mały kalafior
dwie duże garście ugotowanej ciecierzycy
ząbek czosnku
łyżka posiekanego szczypiorku i bazylii
½ łyżeczki suszonego tymianku
sól czosnkowa do smaku
ewentualnie: cukinia
odrobina masła lub oliwy
łyżeczka octu balsamicznego
Kalafior oczyść, usuwając łodygę. Następnie należy go chwilę obgotować na parze by stał bardziej chruchy i podzielić na mniejsze różyczki mniej więcej równej wielkości.
Na patelni rozgrzać oliwę lub masło, wrzucić kalafior, dodaj tymianek i sól i dobrze wymieszaj. Gdy zaczną brązowieć dodać pokrojoną w kostkę cukinię (lub nie)i ciecierzycę, a potem zmiażdżony ząbek czosnku. Gdy cukinia zmięknie, należy dodać szczypiorek, bazylię i zamieszać i zdjąć z ognia. przełożyć do półmiska i skropić octem balsamicznym.

p.s. Dziękuję Szarlotkowi i Krokodylkowi za książke i płatki róży :*