Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

niedziela, 30 sierpnia 2009

Popierogowo :)

Wczoraj, po ciężkim dniu, poszłam na pyszną kolację na miasto. Byłam bardzo głodna, a zarazem spragniona czegoś pysznego, nowego, a zarazem znanego.
Długo zastanawialiśmy się gdzie iść, co zjeść, gdzie napić się smacznej herbaty i porozmawiać o przyszłości, przyszłości o teraz...
Padały różne propozycje, które były negowane, bo albo tam salmonelle znaleźli, albo za drogo, albo nie taka kuchnia jak lubimy itd itd.
Aż w końcu przechodząc koło dobrze znanego miejsca, kuszącego smakiem i wnętrzem, tradycyjnymi, a zarazem modernistycznymi daniami o prześmiesznych nazwach, podjęliśmy decyzję idziemy na pierogi :)
Wybór był ogromny. Różne rodzaje, rożne smaki. Pierogi tradycyjne i z pieca, kruche lub nie, na słodko, z mięsem lub wegetariańskie. Mnie bardzo kusiły na słodko, z płatkami owsianymi, orzechami, kajmakiem...ale z obawy przed zasłodzeniem i puszczeniem takiego jednego ptaka, wybrałam mix wegetariański :) Ciasto oczywiście kruche, a pierogi pieczone w piecu :) W moim mixie był farsz szpinakowo-fetowy, soczewicowo-pieczarkowy i tradycyjny kapusto-grzybowy :)
Najlepsze były te ze szpinakiem i fetą...Miałam ochotę na więcej i więcej, ale nie dało się, za dużo, podnieść się nie mogłam...
Dlatego dziś w ramach pokuty za wczorajsze obżarstwo starałam się zjeść coś lekkiego, a zarazem smacznego i nowego.



Od dawna czaiłam się na sałatkę zaproponowaną przez lisiczkę_bez_kitki. Najpierw nie miałam patelni grillowej, potem czasu, a potem o niej zapomniałam...O ja głupia, ta sałatka to istna poezja smaku! Oczywiście pewne modyfikacje były ;)



Ale to było na śniadanie ;) A na obiad oczywiście makaron! Zapraszam na Pastę i Bastę! :)


Sałatka z brokułów i grillowanej cukinii
1 procja
- brokuły - 200 g
- feta - 30 g
- ziarno słonecznika - łyżeczka
- cukinia - 1 mała
- groszek mrożony- garść
Dressing:
- łyżeczka oliwy z oliwek
- pół ząbka czosnku
- 1 łyżeczka octu balsamicznego
- łyżeczka octu ryżowego
- 1 łyżeczka miodu
- sól, pieprz, zioła prowansalskie

Składniki dressingu wymieszać i odstawić do przegryzienia. Słonecznik uprażyć na teflonie, a brokuł i groszek ugotować na parze.
Cukinię umyć i pokroić wzdłuż na cienkie plastry. Usmażyć na lekko naoliwionej patelni grillowej.
Fetę pokroić w kostkę.
Słonecznik mieszamy z dressingiem. Na półmisku kładziemy cukinię, na nią kładziemy brokuły, groszek i fetę. Polewamy dressingiem ze słonecznikiem.

Inspiracja tu albo tu.

Cukiniowy sierpień Say CheeseWielkie grillowanie

czwartek, 27 sierpnia 2009

Czarno - zielona...

Podobno prowadzenie bloga kulinarnego zabiera nie wiele czasu.
Komu jak komu, ale nie mi. Zawsze odstawałam od reszty, zawsze byłam tym wyjątkiem, tą małą czarną owcą...
A czemu znów odstaję? Wytłumaczenie jest proste jak... jak kto co chce ;)
Najpierw zrobię kilkadziesiąt zdjęć, z których muszę wybrać to naj, a że zwykle żadne mi się nie podoba, bo mam *** aparat (wszystko automatik, nic nie można samemu ustawić ;p) i kończy się na tym, że wybieram najbrzydsze drogą losowania ;)
Potem siedzę i się głowię co by tu napisać, bo chciałabym coś mądrego, pięknego, poetycko brzmiącego. Siedzę, siedzę, udaję, że myślę i nic i pustka w głowie.
I w końcu sie poddaje i piszę bzdety o wszystkim i o niczym, pisze co mi ślina na język przyniesie, a potem cofnie się i przez przełyk do palców dociera, a palce same walą w klawiaturę, która mi psikusy ostatnio robi (wredna!).
No bo jak tu napisać coś mądrego, jak się woli jeść niż opisywać co było zjedzone ;)
Na ten przykład taki zielony kremik z cukinii, który nie dość, ze pyszny to jeszcze shrekowo zielony, a ja Shreka lubię i to bardzo ;)



A na Paście i Baście dziś też zielono, nie aż tak jak tu, ale wcale nie gorzej ;)



Zupa krem z cukinii z fetą
1 porcja
- 300 ml bulionu warzywnego
- 1 spora cukinia (ok. 500g)
- mała cebulka
- ząbek czosnku
- garść posiekanej natki pietruszki
- świeżo zmielony czarny pieprz, sól
- feta
Cebulę i czosnek obrać i posiekać. Zeszklić na maśle.
Cukinię umyć i pokroić w kostkę. Dorzucić do cebuli i czosnku, dusić aż cukinia delikatnie zmięknie.
Zalać bulionem i gotować ok. 10 min. Następni wszystko zmiksować blenderem na gładki krem, dosalając do smaku. Przelać na talerz, posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem i natką pietruszki. Posypać pokruszoną w palcach fetą.

Cukiniowy sierpień Say Cheese

wtorek, 25 sierpnia 2009

Ogórkowa teoria

Tak jak obiecałam napiszę teraz moją teorię dotyczącą bestii w ogórkach kiszonych...
Rozwiązanie zagadki pod tytułem "skąd wzięłam się dżdżownica w ogórkach kiszonych" jest bardzo prosta i oczywista.
Ogórki zrobiła babcia, ale...
No właśnie to: ale...
Po słoik do piwnicy zeszła zapewne Hrabianka Mama i to ona sprytnie wybrała bogatszą wersję ogórkowych kwaszaków. Wiem wredna, jestem, że tak teoretycznie bezpodstawnie ją oskarżam, ale ta bezpodstawność jest tylko teoretyczna, bo ona podświadomie robi mi takie psikusy.
No, bo kto zapakował jajka do paczki z wałówką od babci, a potem wysłał ją pocztą? No kto?
No, bo kto zawsze kupuje nie to co o co proszę? No kto?
No, bo kto nie domyka w nocy drzwi od mojego byłego pokoju jak jestem w gościach u Hrabianki mamy i przez to Siostra ładuje mi się do łóżka? No kto?
Przykłady można tak mnożyć i mnożyć, stąd ta teoretyczna bezpodstawność! o ! ;P
Mamuśka ma takie numery we krwi ;)

A uciekając w końcu od nieprzyjemnej historii o ogórkach i bestii w nich znalezionej chciałam podziękować Agacie, mojej imienniczce i zarazem sąsiadce, za wylosowanie mnie w ...losowaniu ;) Książeczkę dostane! Tralalala! Dziękuje :)

A w ramach świętowania takie misz masz 3w1 – połączenie zabawy serowej, cukiniowej i pomidorowej :) Fajne danko do pracy lub na wycieczkę. Można jeść na zimno lub ciepło, jak kto woli. Syci i jest nawet smaczne, choć wygląda mniej smacznie ;) No i do tego zdrowe :)



A na Paście i Baście też coś jest, iście ogórkowo-zielonego ;)


Potrawka z brązowego ryżu, soczewicy i cukinii

1 porcja
- 40 g brązowego ryżu
- 20 g zielonej soczewicy
- mała cukinia
- mała cebulka
- ząbek czosnku
- 1 średniej wielkości pomidor
- feta
- oregano, pieprz, sól, sos sojowy
Ryż i soczewicę ugotować, ale nie rozgotować.
W międzyczasie cebulę i czosnek obrać i pokroić w kosteczkę. Zeszklić na maśle. Po chwili dodać umytą i pokrojoną w kostkę cukinią i dusić aż cukinia zmięknie.
Pomidor i fetę pokroić w kostkę. Warzywa i fetę połączyć z ryżem z soczewicą i doprawić do smaku solą, pieprzem, oregano i sosem sojowym. Podawać na ciepło lub zimno.

Pomidorowy Sezon 2009Cukiniowy sierpieńSay Cheese

niedziela, 23 sierpnia 2009

Bogatobiałkowe warzywa...

Chciałam napisać w końcu coś mądrego i refleksyjnego, ale znowu nie wyjdzie. Nie tym razem...
W chwili obecnej jestem bardzo zniesmaczona i wypłukana z jakichkolwiek złotych przemyśleń lub spostrzeżeń.
Czemu? Zaraz wyjaśnię...
Wiecie, ze brokuły bardzo lubię, ale nie wiecie, że przez prawie dwa lata ich nie jadłam. Nawet nie pamiętam czemu znowu pojawiły się na moim stole, ale było to w tamtym roku. A czemu nie jadłam? Z prostego powodu, lubię brokuły, ale nie z dużą zawartością białka w postaci białego mięsa. Tak, raz sobie kupiłam brokułowe różyczki, umyłam pod bieżącą wodą, ugotowałam i... mój wzrok natrafił na 3 białe robaczki. Obrzydliwe, bleee. Lubię zwierzątka, ale bez przesady, nie takie małe i obślizgłe. Przeżyję wszystko, nawet glisty w tym psie ;), ale nie larwy owadów!
I tak właśnie na prawie dwa lata zakończyła się moja kulinarna przygoda z brokułami.
Przez rok był spokój, aż do dziś rano...Aż do otwarcia babcinego słoika z kiszonymi ogórkami...Aż do zjedzenia ogórka, a potem zauważenia w słoiku pływającej dżdżownicy... Zrozumiem ją wszędzie, ale nie w kiszonych ogórkach! Tak więc z ochotą na ogórki mam spokój na przynajmniej rok...

Jeśli nie obrzydziłam nikomu jedzenia, to zapraszam na coś bezrobaczkowego, ale też wysokobiałkowego, bo na sałatkę z ciecierzycy, cukinii i camemberta. Sycąca, szybka w przygotowaniu i naprawdę smaczna. Lubię takie połączenia smaków i ten eksperyment też zdał egzamin u mojego podniebienia.



A na Paście i Baście! też camembert się pojawił, ale w towarzystwie fasolki szparagowej i oczywiście makaronu :)

Ciecierzyca z camembertem i cukinią
- 200g ciecierzycy z puszki lub ugotowanej
- mała cukinia, ok. 200 g
- 50 g sera camembert
- łyżka pestek dyni
- sól, pieprz
- pół ząbka czosnku
- sok z cytryny
- odrobina masła
Cukinię umyć i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Na suchej patelni uprażyć pestki i odłożyć na bok. Na patelni rozgrzać masło, wrzucić posiekany czosnek, po chwili cukinię i ciecierzycę. Smażyć na małym ogniu, aż cukinia zmięknie. Doprawić sokiem z cytryny kilka kropel) solą i pieprzem.
Wyłożyć na talerz.
Ser pokroić w mniejsze kawałki. Dodać do cukinii i ciecierzycy. Wymieszać i posypać pestkami.

Cukiniowy sierpień Say Cheese

piątek, 21 sierpnia 2009

Tęsknoty...

Tęskni się za różnymi rzeczami.
Tęskni sie za rodziną, za przyjaciółmi, za ludźmi, których prawie nie znamy, ale w jakiś sposób znalazły miejsce w naszym sercu i duszy.
Tęskni się za miejscami, zdarzeniami, czasem nawet za przyjemnymi snami.
A ja za czym tęsknie?

Tęsknie za Gołym Panem, który stoi i pewnie czeka na mnie...
Tęsknie za "siostrą" wariatką, która pewnie teraz śpi lub rozkłada na czynniki pierwsze jakiś mebel.
Tęsknię też za Oczkiem, które pozdrawia wszystkich i prosi by przekazać, że wszystko jest o.k. :)
Tęsknie, za niektórymi smakami dzieciństwa...za plackami/blinami mojej cioci, która robiła je co niedzielę i których smak pamięta do dziś. Nikomu nie udało się ich powtórzyć, choć wiele osób z mojej rodziny próbowało, stosując się do rad cioci...

Ja odkryłam podobnie smakujący placek, a raczej omlet. Pyszny, sycący, który gości u mnie prawie każdego ranka i pewnie gościł będzie jeszcze długo, dopóki się nim nie przejem, a to szybko nie nastąpi. A odkryłam go dzięki Patrycji, która podała przepis na niego na swoim blogu. Ja próbując kombinacji z różnymi typami mąk, trafiłam na tą najlepsiejszą wersję ;)



p.s. na śniadanie omlet, a na kolację makaron :) Ale o tym na Paście i Baście! ;)




Omlet biszkoptowy razowo - gryczany

na patelnię o średnicy 22 cm
1 duże jajko
szczypta imbiru
szczypta soli
40 g mąki pszennej razowej (grubo mielonej)
25 g mąki gryczanej
niepełne 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i niepełne 1/2 łyżeczki sody
ok. 200 ml kefiru 0%tł.
szczypta kurkumy
Jajko rozbełtać w kubeczku, dodać szczyptę imbiru i soli. Dodawać wymieszane z proszkiem i sodą mąki, ciągle mieszając. Dodać kefir - tyle, by konsystencja przypominała gęstą śmietanę. Na końcu dodać kurkumę. Smażyć na rozgrzanej patelni delikatnej skropionej oliwą na niedużym ogniu. Najlepiej przykryć w czasie smażenia pokrywką (ok.7 min z 1 strony, z drugiej trochę krócej).
Patrycja poleca je z konfiturą śliwkową, pomarańczową, miodem lub nutellą. Ja natomiast zajadam się posmarowane kefirem/jogurtem lub posypane kakao gorzkim/cynamonem lub jak ostatnio, ze śliwkami :)

wtorek, 18 sierpnia 2009

Pochłonięta przez makaron

Pytacie gdzie jestem.
A no tu jestem. Bo niby gdzie mam być? Jestem tu w Kurnikowie, czyli w pałacyku na kurzej łapce w Piernikowie.
Ale wiecie, jak się ma taki makaron, to ciężko znaleźć czas na inne rzeczy. On nie dość, że ciekawie i apetycznie wygląda, to jeszcze pochłania człowieka do reszty, skupia na sobie całą uwagę i nie ma się czasu na inne rzeczy ;)
Ale ja jestem, tu właśnie, i powiem więcej, nie tylko jestem, ale i oddycham i nawet jem. A jem smacznie i zdarza się, że zdrowo jem. A skąd wiem, że zdrowo jem? Bo jeśli połączy się same zdrowe rzeczy, takie jak brązowy ryż, pomidorki i świeże zioła, to musi być zdrowo. Nie ma rady, zdrowo i już!



Nawet makaron jem w wersji całkiem zdrowej. Bo i al dente, bo i z sezonowymi warzywami. W takiej wersji inaczej niż zdrowo nie może być i już. Ale o tym na Paście i Baście :)



Śródziemnomorska sałatka z brązowego ryżu
za Agnieszką, w nawiasie moje modyfikacje i ilość składników na 1 porcję
3 szkl wywaru warzywnego (1 szklanka)
2 łyżeczki oliwy extra virgin (1/2)
1 cebula posiekana w drobną kostkę (mała)
1 i 1/2 szkl (300g) brązowego ryżu o średniej długości ziarenkach (70g)
1 łyżeczka startej skórki cytrynowej (1/2)
2 ząbki czosnku zmiażdżone (1)
1/3 szkl płatków migdałowych zrumienionych na suchej patelni (łyżka)
1/2 szkl suszonych pomidorów dobrze odsączonych z oliwy , grubo posiekanych (kilka)
1/2 szkl czarnych wypestkowanych oliwek, grubo posiekanych (kilka)
1/2 szkl świeżej bazylii grubo posiekanej (parę listków)
1/2 szkl natki pietruszki drobno posiekanej (czubata łyżka)
200g pomidorków koktajlowych pokrojonych na polówki (1 zwykły)

Dressing cytrynowo-musztardowy:
2 łyżki soku z cytryny (1)
2 łyżki octu z białego wina (1/2 octy ryzowego i ½ octu balsamicznego)
2 ząbki czosnku, zmiażdżone (pominęłam, bo byłoby dla mnie zbyt czosnkowe)
2 łyżeczki musztardy Dijon (1)
Rozgrzewamy oliwę na dużej głębokiej patelni. Szklimy na niej cebulę, wrzucamy dobrze opłukany ryż, skórkę cytrynową i czosnek, jeszcze lekko przesmażamy i zalewamy wrzącym bulionem. Przykrywamy pokrywką i zostawiamy na maleńkim ogniu, aż ryż wchłonie bulion i będzie miękki. Mi to zajęło jedynie 20min, ale czas gotowania zależy od gatunku pełnoziarnistego ryżu, są takie co będą potrzebowały i 50 min.
W międzyczasie przygotowujemy dressing mieszając ze sobą wszystkie jego składniki. Do ugotowanego ryżu dodajemy suszone pomidory, mieszamy i zostawiamy pod przykryciem jeszcze na 3 min. Dodajemy resztę składników oraz dressing i delikatnie mieszamy. Sałatkę podajemy ciepłą lub w temperaturze pokojowej.


Pomidorowy Sezon 2009

sobota, 15 sierpnia 2009

Męska kobieta z...

"Współczesnej kobiecie imponuje mężczyzna, który jest kobietą, tyle że z penisem. Jeśli mężczyzna zajmuje się dzieckiem, sprząta, gotuje i wczuwa się w rozmowy typu: »Czuję, że coś się we mnie zmieniło, coś pękło, jestem jakby inna, opowiem ci mój sen«, a do tego jeszcze wie, czym jest wewnętrzne dziecko i agresja z przeniesienia, to znaczy, że albo jest mną, albo moją sąsiadką!"*

Jestem mężczyzną, ha! I to mutantem mam penisa, i to nie jednego!
A całą 250 gramową paczkę i nie zawaham się ich użyć, wykorzystać, skosztować. Przyjechały do mnie drogą pocztową, a ja je łapczywie rozpakowałam.
Jak tylko je ujrzałam, wiedziałam, że to jest to, to czego mi brakowało, to co da mi choć promyk szczęścia... I dało, dało nawet więcej...
A zaczęło się zupełnie niewinnie, właśnie od tego pierwszego kontaktu wzrokowego, potem nieśmiały dotyk, delikatne muskanie i tysiące myśli jak ma wyglądać ten pierwszy raz...pierwszy ale nie ostatni, jednak wart zapamiętania...natłok myśli, worek pomysłów i ... dalej zapraszam na Pastę i Bastę!



A jak ktoś się boi, tam zaglądnąć, choć zapraszam (ale bez dzieci) , to może skusi się na kolejne zachciankowe marzenie, ty razem z ryżem :)


W sumie fasolka szparagowa też mi się kojarzy z ...ale dość cienkim ;p



Sezamowe tofu z ryżem i fasolką szparagową
1 porcja
•1/2 łyżeczki sezamu
•1/2 łyżeczki czarnego ziarna sezamu
•szczypta łyżeczka soli
•1/2 łyżeczki oleju sezamowego
•po łyżeczce sosu sojowego i ostrygowego
•1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
•70 g tofu pokrojonego w kostkę
•garść grzybków mun
•200 g fasolki szparagowej
•garść posiekanej dymki wraz ze szczypiorkiem
•1/2 bulionu drobiowego, bez tłuszczu i soli
•50g brązowego ryżu lub ryżu basmanti
•pieprz
W dużej misce wymieszać czosnek, sos sojowy, ostrygowy, olej sezamowy, sezam (zostawić trochę do ozdoby) i ¼ łyżeczki soli. Dodać tofu i dobrze obtoczyć w mieszance.
Grzybki mun zalać wrzatkiem na 1 min, a potem gotować ok. 15 min. Pokroić w cienkie paski.
Fasolkę umyć, odciąć końcówki i ugotować. Ryż ugotować al dente.
Na rozgrzanej patelni rozgrzej zrumienić tofu. Dodać fasolkę i grzybki. Podsmażać kilka chwil.
Tofu wraz z fasolką i grzybkami wyłożyć na talerz. Podawaj z ugotowanym ryżem, doprawionym pieprzem i wymieszanym cebulką ze szczypiorkiem.

*Pani nr 05 (224) 2009r., Monika Piątkowska: Mężczyzna jako chihuahua

czwartek, 13 sierpnia 2009

Się zapomniało i już

Tak to już jest jak się ma sklerozę. Skleroza podobno nie boli, ale czasem może nieźle pokrzyżować nam plany lub wprowadzić pewien mętlik w naszym planie. A tego nie lubię! Zero we mnie spontaniczności (no chyba, że ktoś za mnie zdecyduje i nie mam wyboru), wszystko musi być zaplanowane i przemyślane. Inaczej się nie da i już!

A plan był taki... Zaprezentować kaszę z tofu, a potem płynnie przejść do podziękowań Majance, Oli, Grażynie i Muffingirl za nagrodę Kreativ Blogger i Majance za dodatkowe wyróżnienie Beautiful Blog. A tu klops nad klopsami. Kasza z tofu wyszła na taśmę, ale o podziękowaniach zapomniałam. Ugryźć w ... się można ;)
No nic, co zrobić, trza nadrobić zaległości i naprawić błędy. Zatem dziś serdecznie dziękuje i ... no właśnie i co dalej?
Są pewne zasady, w tej zabawie oczywiście, a zasady to ja lubię, zwłaszcza łamać.

Trza napisać na swoim blogu coś w ten deseń:
1. Podziękować osobie, która Cię nominowała- toć podziękowałam!
2. Skopiować logo Kreativ Blogger Award i umieścić na blogu – no umieszczę, jak nie zapomnę ;)
3. Zamieścić również link do osoby, która Cię nominowała – a co nie ma? jest tam z boczku, na prawo
4. Napisać o sobie 7 rzeczy, które mogą kogoś zainteresować – jo, kogoś coś o mnie ma zainteresować? dobre se!
5. Wybrać 7 blogów do nagrody – a od nagród trza odprowadzić podatek?
6. Umieścić linki do nominowanych blogów – jak nagrodzę to umieszczę
7. Na każdym z nich umieścić komentarz, tak aby wiedzieli, że zostali wybrani.- o to proszę się nie martwić, się zrobi w swoim czasie.

Najpierw może umieszczę te bannery bo zapomnę na bank!


No dobra, a teraz chcecie coś o mnie wiedzieć? To wam powiem to i to i to, że dziś (i kilka dni temu też) na śniadanie jadłam bardzo smaczny, choć trochę ostry, dżem z bakłażana wylukany na blogu Małgosi.dz, a wczoraj na kolację zajefane Spaghetti z pesto z cukinii, bazylii i nerkowców, na które zapraszam na Pastę i Bastę! Może, to nie jest 7 rzeczy, ale chyba wspominałam o łamaniu zasad?

Dobra, a teraz przejdźmy do punktu ten tego kulminacyjnego (aż sie boję używać co niektórych słów)?
A co jest punktem kulminacyjnym?
Nagrody oczywiście. Zatem nagradzam:
- Desmonda z blogu Gourmet
- Zemfiroczko z Kosy w talerzu
- Zawszepolkę z Around The Kitchen Table
- Beę z blogu Bea w Kuchni
- Patrycję z blogu Trufla
- Siebię :) a co, nie można?

A teraz idę sobie zapisać co mam zrobić jutro, bo znów zapomnę ;)


Aha, wszelkie skargi i zażalenia kierować w kosmos ;)



Marokański dżem z bakłażana za Małgosią.dz (w nawiasie moje modyfikacje)
inspirowane przepisem Malgosimi (w oryginale przepis Pauli Wolfert)
2 bakłażany (1)
3 ząbki czosnku (1,5)
1 puszka pomidorów bardzo dobrej jakości (3 spore pomidory, obrane ze skórki i pozbawione pestek)
duża szczypta utartego kuminu (daję 1 łyżeczkę, a ja 1/2)
1 łyżeczka słodkiej papryki (zamieniam na paprykę wędzoną, -ja zwykłą ostrą 1/2)
szczypta suszonej chili
sól do smaku
3 łyżki soku z cytryny (mniej)
oliwa
Bakłażana pokroić w 1-cm plastry. Oprószyć solą, lub zamoczyć w 1 l wody połączonej z 2 łyżkami soli. Pozostawić na na ok. 30 min.(pominęłam ten etap)
Bakłażana osuszyć papierowym ręcznikiem. Usmażyć go partiami na małej ilości oliwy (uwaga! bakłażan silnie chłonie tłuszcz) lub zgrillować go (preferuję tę metodę, a grilluję na patelni grillowej). Lekko przestudzić i pokroić w kostkę (wielkość nie ma istotnego znaczenia).
Na głębszej patelni rozgrzać 2-3 łyżki oliwy. Wrzucić pokrojonego bakłażana, bardzo krótko przesmażyć, a po chwili dołożyć kumin, sproszkowaną paprykę i chili. Smażyć ok 1 min. by przyprawy wydobyły aromat. Dołożyć przeciśnięte ząbki czosnku, oraz pomidory. Doprawić do smaku solą. Poddusić. Zdjąć z ognia. Zmiksować na gładko. Dosmaczyć sokiem z cytryny.
Odstawić na jeden dzień do lodówki. Podawać na zimno lub ciepło.
Tydzień można przechowywać w lodówce.
Zjadłam z plackami ciecierzycowo- cukiniowymi

środa, 12 sierpnia 2009

Zachciankowe marzenia

"Mam tych marzeń całą spiżarnię. Znajduję tam różne na różne okazje – te drobne i te wielkie. Od czasu do czasu trzeba z nimi zrobić porządek – odkurzyć, przewietrzyć. Te już nieaktualne wyrzucić, inne po prostu zrealizować, aby zrobić miejsce na nowe. Bo marzyć trzeba umieć. Mieć tych planów nie za dużo naraz, nigdy nie uznawać marzeń najlepszej przyjaciółki za własne – mieć swoje, choćby banalne albo kompletnie nierozsądne."

Ja tak jak Roma Ligocka mam całą spiżarnię, a raczej 3 spiżarnie marzeń. Niektóre są ogromne i naprawdę trudne w realizacji, inne średniego formatu możliwe do spełnienia w swoim czasie, a jeszcze inne maluśkie, powstające pod wpływem chwili i realizowane tu i teraz, wymagające niewiele, jedynie odrobiny wysiłku.
Jedne z tych marzeń są dość ambitne, można by powiedzieć, że są bardziej celami niż marzeniami, choć to i to można wsadzić do jednej szuflady. Czasem tracę nadzieje, że je osiągnę, że się spełnią, jednak przychodzą takie dni, że nadzieje powraca, a ja zbieram siły by je w końcu zrealizować, choćby małymi kroczkami.
Inne marzenia, zwykle te mniejszego formatu i pojawiające się pod wpływem chwili są bardzo błahe i można powiedzieć, że śmieszne. Są to raczej zachcianki i takie zachcianki, jeśli są drobne staram się realizować bardzo szybko.
Wczoraj też miałam zachciankę i tą zachciankę zrealizowałam.
Zachciało mi się tofu!

* Pani nr 08 (227) 2009r.
Roma Ligocka: Półki pełne marzeń




Kasza gryczana z soczewicą, tofu i suszonymi pomidorami
- 50 g kaszy gryczanej
- 20 g brązowej soczewicy
- 50 g tofu
- kilka suszonych pomidorów
- kilka czarnych oliwek
- posiekana bazylia
- mały ząbek czosnku
- pieprz
- marynata do tofu: łyżka sosu sojowego, 1/2 łyżki oleju sezamowego, łyżka sosu ostrygowego
Tofu pokroić w mniejsze kawałki i marynować ok. 30 min w mieszance sosu sojowego, oleju sezamowego i sosu ostrygowego.
Kaszę i soczewicę wrzucić do teflonowego rondelka i chwilę podprażyć, aż zacznie wydobywać się przyjemny aromat. Zalać wodą, wrzucić pokrojone suszone pomidory (ja miałam takie suche, dlatego wrzuciłam od razu by zmiękły, takie z oliwy lepiej dodać na końcu) i posiekany czosnek. Gotować, aż kasza będzie al dente, taka na ząb, nie rozgotowana.
W czasie gotowania kaszy, tofu usmażyć na patelni. Oliwki pokroić w obrączki.
Ugotowaną kaszę wymieszać z tofu, oliwkami i bazylią. Doprawić do smaku pieprzem.

Pomidorowy Sezon 2009

sobota, 8 sierpnia 2009

Po nitce do...tiaglatelle :)

Nie zawsze to co dobre jest piękne. Nie zawsze urodziwi ludzie mają ciepłe serduszka i miły charakter. Często bywa odwrotnie, często uroda dodaj im takiej pewności siebie, że czasem się w tym zatracają i stają się niewrażliwi na uczucia innych. Nie raz przekonałam się, że mniej urodziwi mają więcej empatii, są bardziej uczuciowi i nie egoistyczni. Oczywiście, nie jest to regułą i znam multum pięknych ludzi, którzy zasługują na miano kochanych i ciepłych ludków. Ale do czego zmierzam, zmierzam jak zawsze albo do tematu seksu albo jedzenia. Zresztą obie kwestie są ze sobą związane.
Dziś jednak skupię się na jedzeniu, w końcu to blog kulinarny.
No właśnie, tak jak w przypadku ludzi, tak i tu, nie zawsze to co smaczne musi wyglądać apetycznie.
No bo czy kapucha z grzybami powala urokiem? Fakt, dla Polaków może wyglądać apetycznie, bo wiemy co w niej siedzi, ale wiele osób, które nie jadło nigdy kapuchy z grzybami nie tknie jej kijem, bo wygląda jak ...
Wiele moich potraw także wygląda mało atrakcyjnie, ale niektóre są tak smaczne, że grzechem by było (a ja i tak juz za dużo mam grzechów na sumieniu) nie umieścić ich na blogu.
Tak też było i tym razem.
Zaczęło się banalnie. Od chęci na makaron. Czyli uczucia, które towarzyszy mi przy każdym „głodzie”. Później pomyślałam o pomidorowej zabawie u Olgi Smile i doszłam do wniosku, że może jakiś makaronik z pomidorami by spałaszować. I tak po nitce do kłębka trafiłam na przepis Notme - makaron z pomidorowym pesto.
Od razu wiedziałam, że będzie to smaczne i zarazem mało apetyczne z wyglądu. Toteż postanowiłam pójść na całość i jeszcze bardziej udramatyzować ten kolejny (bo już o kilku pisałam, ale przy różnych okazjach) pierwszy raz, użyłam zielonego tagliatelle szpinakowego :) No i się udało, wygląda to jak..., ale ma to coś w sobie, a to coś to smak i aromat.


A czemu to kolejny pierwszy raz?, bo drogie Panie i drodzy Panowie to pierwszy mój makaron, który wystąpi, na moim i Oczka wspólnym dziele...Paście i Baście w rzeczy samej!
Serdecznie zapraszam na blog dwóch makaroniar, dwóch wariatek, które kochają makaron!

Szpinakowe tagliatelle z pomidorowym pesto
1 porcja (polecam zrobić więcej, bo zmiksować to w blenderze to mordęga)
- makaron tagliatelle szpinakowe (może być zwykłe lub spaghetti)
Pesto
- 15 g suszonych pomidorów (nie takich w oliwie, suchych)
- ząbek czosnku
- łyżeczka koncentratu pomidorowego
- łyżka oliwy
- 2 łyżki wody z gotowania makaronu
- bazylia, natka pietruszki (wedle upodobań)
- pieprz, sól
Makaron ugotować al dente. Odcedzić, wody nie wylewać.
Pomidory bardzo drobno posiekać. Czosnek obrać i zmiksować z pomidorami, koncentratem pomidorowym, oliwą, bazylią, natką- dodać wody z gotowania makaronu jeśli za gęste (a zapewne będzie). Doprawić solą i pieprzem do smaku.
Do pesto wrzucić makaron i dokładnie wymieszać.
Na talerzu posypać natką, można też parmezanem.
Inspiracja

Pomidorowy Sezon 2009 Z widelcem po Europie

piątek, 7 sierpnia 2009

W pogoni za...

...no właśnie za czym.
Za karierą? Nie.....
Za pieniędzmi? Też nie...
Za ...
No właśnie za czym? ...
Za czym ja ostatnio ciągle tak gonię?
Spędza mi ta nie wiedza sen z powiek, bo jak już się goni, to chyba lepiej wiedzieć, za czym, bo jak się nie wie, to człowiek w końcu zwalnia, ostatecznie zatrzymując się...Zatrzymując się w pewnym punkcie, nieznanym miejscu, zagubiony i zlękniony.
Boję się tego momentu, tego, że stanę i nie będe wiedziała gdzie jestem, po co jestem i kim jestem. Nie lubię tego, nie lubię gonić bez celu, nie mając czasu na przyjemności, na czas dla siebie, na nic nierobienie. A ja lubię nic nie robić, to takie fajne czasami jest. Oczywiście nie ciągle, ale tak raz na jakiś czas...tak od czasu do czasu poleżeć i popatrzeć bezmyślnie w sufit...tak sobie czasem na spokojnie przemyśleć te błahe i niebłahe sprawy.
A u mnie klops, a raczej nie klops, bo nie mam czasu by takie pracochłonne rzeczy zrobić. Bo właśnie tak goniąc jem szybkie i proste danka, takie jak Fritatta z cukinią i serem pleśniowym :)



Ta frittata była lżejsza i delikatniejsza od poprzedniej, z ciecierzycą, jednak wcale nie gorsza w smaku.



Frittata z cukinią i serem pleśniowym
- 2 jajka
- pół średniej cukinii
- sól czosnkowa, pieprz, tymianek
- 30 g sera lazur
- 50 mleka
Cukinię umyć, osuszyć i pokroić plasterki. Wrzucić na teflonową patelnię, posypać solą czosnkową i pieprzem. Smażyć kilka min i zalać rozbełtanymi z mlekiem jajkami. Posypać tymiankiem i przykryć. Gdy masa jajeczna będzie prawie zcięta z wierzchu, poyspać pokruszonym serem i zakryć. Smażyć do rozpuszczenia sera.

Cukiniowy sierpień Z widelcem po Europie

czwartek, 6 sierpnia 2009

Wielopłaszczyznowa dolegliwość

Pytacie gdzie się podziewam. A bywam tu i tam. Trochę się w moim życiu pozmieniało i zapadłam na nieprzyjemną dolegliwość: brakczas powiązane z permanentnym zmęczeniem i monotonną codziennością z odrobiną braku natchnienia. Każdy dzień wygląda identycznie. Wstaję rano, maluję uśmiech na twarzy, robię okład na opuchnięte powieki i kamufluje cienie pod oczami toną korektora- na szczęście tego pod oczy, nie tego białego ;) Potem robię co moje (różne dziwne rzeczy, np. uczę ciocię piec chleb :) a jutro znajomą) i padam ze zmęczenia.
Nawet na bloga nie mam czasu ani chęci.
Gotować gotuję, szybkie i proste danka, ale gotuję i nawet je obfotagrofowuje, ale ten dodatek braku natchnienia uniemożliwia mi prowadzenie bloga. Dziś się w miarę zebrałam w sobie, pospałam w dzień i nawet odpaliłam Worda co by naskrobać trochę :) A w ramach zadośćuczynienia dziś będą dwa proste przepisiki. Jeden w ramach pomidorowej zabawy u Olgi Smile...


drugi w ramach Spiżarkowych zapasów u Peli :)



A więc, znaczy się zatem...dziś pochwalę się moim pierwszym w życiu owocowym (znaczy się jakimkolwiek) przetworem i lekkim musem z pomidorów.

Mus pomidorowy z bazylią i oliwkami
2 dorodne pomidory
kilka łyżek jogurtu naturalnego
łyżka posiekanej bazylii
łyżeczka przecieru pomidorowego
łyżeczka żelatyny
kilka czarny oliwek
ząbek czosnku
Pomidory obrać ze skrówki, usunąć nasiona i zmiksować z przecierem, jogurtem, bazylią i czosnkiem. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie i szybko wymieszać (dokładnie) z masą pomidorową. Na dnie miseczki poukładać pokrojone w obrączki oliwki i zalać masą. Wstawić do lodówki na kilka godzin.

Morele w sosie własnym
wg. Seniorki z forum Cincin
1 kg moreli
Morele myjemy i usuwamy pestki, starając się nie uszkodzić zbytnio owoców. Póżniej wkładamy je do dużego garnka, wlewamy 1/2 szklanki wody i podgrzewamy pod przykryciem na małym ogniu. Gdy puszczą sok, nakładamy je do słoików. Pasteryzujemy 25 minut w temperaturze 90 st.
Ja pasteryzowałam na sucho, w piekarniku, zostawiając 2-3 cm wolnej przestrzeni od górnej krawędzi (zakręcone słoiki wstawiłam do piekarnika i włączyłam go na 130 stopni. Od momentu nagrzania piekarnika trzymałam je w nim ok. godziny- tak dla pewności ;) ). Moje morele puściły mało soku, więc dolałam gorącej wody z rozpuszczoną w niej łyżką fruktozy. Jeden słoiczek już zjadłam i muszę powiedzieć, że są smaczne, ale dość kwaśne, ale to chyba już ich taki urok.

Pomidorowy Sezon 2009 Morelkowo-Brzoskwiniowo

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Pokrzyżowane

Miała być rybka. Taki był rozkaz! Takie było polecenie starszyzny. A starszyzna dobrze radzi i dba o młodszych, choć nie mniejszych, za to szerszych.
Połów był zaplanowany. Wszystko dokładnie obmyślone, krok po kroku do celu. Plan jednak nie został zrealizowany, a połów okazał się nie udany. Pytacie, a czemuż to? A temuż, że Princesska jest jak wata cukrowa, delikatna, słodka i rozpływająca się pod wpływem wody. Skąd woda? A no z nieba! Tak sobie ktoś postanowił pokrzyżować moje plany i zesłał deszcz. A ja nie wychodzę na deszcz, oj nie! No chyba, że wiem, że spotka mnie coś przyjemnego lub wiem, że spotkam Gołego Pana. A niestety w Princesskowym Piernikowie Pan Mikołaj jest ubrany, ma długą sukienkę. I mimo, że sukienka ładna, a włos Pana Mikołaja jest długi i ciekawy to jednak całość mało pociągająca. Jak nie goły to nie ma bata by zainteresował. Tak już jest i ni ma rady.
Ale jeść trzeba, a do tego smacznie i najlepiej coś szybkiego.
Najlepiej szybkie i na temat. A jaki temat? Może pomidorowy?
Tak pomidorowy i zdrowy :)
Może by tak jakiś eksperyment? Uda się, nie uda...ten dreszczyk emocji. Smaczne będzie czy też nie? O to są pytania za 100 punktów i kredki. Kredki wygrane, punkty na koncie dodane, a placuszki z pomidorów udane :)


Pomidorowe placuszki z mozzarellą
1 porcja
- 1 dorodny pomidor
- 30 g mąki żytniej
- całe jajko lub białko jaja
- mleko
- suszona bazylia, sól czosnkowa, pieprz
- posiekana natka pietruszki
- czarne oliwki
Pomidor pokroić w plasterki i odsączyć z nadmiaru soku na papierowym ręczniku.
Mąkę wymieszać z jajkiem i mlekiem- ma wyjść gęste ciasto. Doprawić solą, pieprzem i suszoną bazylią.
Plastry pomidora zanurzyć w cieście i kłaść na rozgrzaną patelnie teflonową (lub na patelnie wlać trochę ciasta, na nie położyć pomidora i na pomidora kolejną porcję ciasta-robiłam tak i tak). Gdy się zrumienią od spodu, delikatnie przewrócić na drugą stronę, położyć plastry mozzarelli i po obrączce oliwki. Przykryć pokrywką i smażyć do rozpuszczenia sera. Posypać pietruszką i podawać gorące.


Pomidorowy Sezon 2009

niedziela, 2 sierpnia 2009

Napoje

Kawa korzenna


Pierniczkowa herbatka


White Lady


Kawa po hawajsku

Końca początek

Szalony tydzień dobiega końca. Czemu szalony? A bo nie zwyczajny. Ot cała filozofia.
No, ale jednak ukryć się nie da, że zwyczajny on nie był.
Było (znaczy się była) u mnie Oczko. Ja byłam z Oczkiem w Gdańsku, a potem Hrabianka mama wpadła na weekend.
Widziałam Gołego Pana, bakłażan mi nie wybuchł w piekarniku i wdepnęłam w gumę, a potem w chodniczek w łazience i pojawił się problem. Ale problem się rozwiązał przy pomocy nożyczek ;)
Ale ja nie o ty chciałam. Chciałam napisać o nowym nabytku, który przyjechał z Oczkiem. Nabytek, o którym od dawna marzyłam i dzięki pomocy Oczka w końcu go nabyłam. O tak, w mojej kuchni zamieszkała patelnia grillowa, która natychmiast została wykorzystana, rozdziewiczona i ochrzczona.
I się sprawdziła i mnie pysznym obiadkiem uraczyła. Pysznym, prostym i jak na mnie, bardzo ekskluzywnym obiadkiem. Tu także ukłony dla Oczka, które przywiozło ze sobą ser lazur, niezjedzony w czasie jej pobytu, sesese ;p
Tak sobie po prostu zrobiłam grillowaną pierś z kurczaka z sosem serowo-orzechowym i cukinią :)

Nie ma to jak sobie od czasu do czasu dogodzić :)


Grillowana pierś z kurczaka z sosem serowo-orzechowym i cukinią
- 100-gramowy kawałek piersi z kurczaka
- sól czosnkowa, pieprz
- sos sojowy
- cukinia
- tymianek

sos:
- 2 łyżki mleka lub śmietanki
- 2 łyżki wina białego
- 20 g sera lazur
- łyżka orzechów włoskich
- gałka muszkatołowa
- sól czosnkowa, pieprz
Pierś z kurczaka umyć, osuszyć, lekko rozbić. Posypać solą, pieprzem i skropić sosem sojowym.
Cukinię umyć, osuszyć i pokroić na plasterki.
Patelnię grillową posmarować cienką warstwą oliwy, rozgrzać i rozłożyć pierś oraz cukinię. Cukinię posypać tymiankiem.
W czasie grillowania przygotować sos. W rondelku rozgrzać mleko/śmietankę, dodać wino i wrzucić ser. Podgrzewać do roztopienia sera i zagęszczenia sosu. Dodać pokruszone orzechy włoskie. Doprawić do smaku gałką, pieprzem i solą czosnkową.

Cukiniowy sierpień