Skuteczna reklama na blogach sprzedawana za pomocą AdTaily(PLALLADTAILY0002)

środa, 29 kwietnia 2009

Ciągciając za uszko ;)

Tak sobie siedzę i ciągnę się za uszko, a to za jedno, a to za drugie. A czemu? A nie wiem, taki zwyczaj z domku wyniosłam, że jak jemy cos pierwszy raz w sezonie musimy pociągnąć się za ucho. Albo to coś oznacza, albo dziadek po prostu lubił tarmosić mnie za uszy i mi taką bajkę wcisnął ;)
A ciągam się, bo pierwszy raz, nie w sezonie a w życiu, jadłam dziś zielone szparagi!
Wybrałam się na ryneczek i oszalałam jak zobaczyłam, że jest już sezon. Podeszłam do miłego Pana, który za hurtowy zakup obniżył mi o połowę cenę ! No i z dwoma kilogramami zielonych pałeczek wylądowałam w domu ;)
Pierwsza partia poleciała na obiad, w sezamowej posypce, jako dodatek do łososia.


Druga partia wystąpiła na kolacji, z brokułami, zielonym groszkiem i migdałami, a trzecia partia spoczęła w mroźnicy, by w zimie cieszyła podniebienie.


Nie wierzę, że to piszę, ale muszę, no muszę, bo inaczej zataję fakty! Zielone szparagi bardziej mi posmakował niż brokuły! Aż sama w to nie wierzę!
Dlatego ostrzegam i uprzejmie informuję, jutro znów wkraczam na rynek po kolejną partię i będę was męczyć szparagami przez jakiś czas, bo niczego innego jeść nie zamierzam ;)
To kwestia czasu, nim się obejrzę, zamienię się w zielonego ogra, lub ogrzycę jak twierdzi Oczko ;)



p.s. słowo "ciągciaj" zaszłynane w Cieszynie na Śląsku i oznacza ciągnij ;)



Łosoś i sezamowe szparagi

porcja
- filet z łososia, ok. 130 g
- marynata: sos sojowy, ząbek czosnku, pieprz
- pół łyżeczki prażonego sezamu
- kilka kropel oleju sezamowego

Szparagi
- 200g szparagów
- 5 g masła
- pół łyżeczki cukru
- odrobina octu ryżowego lub soku z cytryny
- łyżeczka prażonego sezamu

Filet z łososia natrzeć czosnkiem, posypać pieprzem i skropić sosem sojowym. Odstawić na minimum30 min. Piekarnik rozgrzać do 190 stopni i do nagrzanego piekarnika wstawić na 15-18 min łososia. Po ok. 10 min skropić olejem sezamowym i posypać sezamem.

Szparagi umyć, odłamać końcówki (zachować na zupinę ;) ) i związać sznureczkiem w pęczek. W wysokim garnku zagotować wodę (ma być tylko trochę na dnie) z łyżeczką cukru. Wstawić szparagi i gotować z 10 min- to zależy jak miękkie chcemy, ja wolę kruche. Szparagi można też upiec wraz z łososiem.
Na patelni rozpuścić masło, dodać cukier i ocet. Wrzucić ugotowane szparagi i obtoczyć je w tłuszczu. Wyłożyć na talerz i obficie posypać sezamem. Obok położyć łososia.

Zielony talerz z migdałowo-serową posypką
- 200 g szparagów
- 200 g brokuł
- garstka mrożonego groszku
- twaróg/ feta
- płatki migdałowe
- czosnej granulowany
- pieprz
Szparagi umyć, odłamać końcówki (zachować na zupinę ;) ) i związać sznureczkiem w pęczek. W wysokim garnku zagotować wodę (ma być tylko trochę na dnie) z łyżeczką cukru. Wstawić szparagi i gotować z 10 min- to zależy jak miękkie chcemy, ja wolę kruche. W tym samym garnku, ale krócej gotować brokuły i groszek. Płatki migdałowe uprażyć. Na talerz wyłożyć warzywa, mozna polać masłem, posypać czosnkiem, pieprzem, płatkami. Rozkruszyć twaróg lub fetę.

Na winie...

Ha! I ja ugotowałam, a co! Gorsza nie będę i też sobie winny uwarzyłam. Ha, cały gar się zrobił, to znaczy ja go stworzyłam. Ciężko nie było, tu obrać, tam umyć, tu pokroić, wrzucić do gara, zalać bulionem i do wrzenia doprowadzić. Odejść, zostawić w spokoju, a potem zalać winem, jak to niektórzy to czytający sie raz kiedyś zalali ;) Znów doprowadzić do wrzenia, co by się dobrze przegryzło i odstawić do przestygnięcia.

A co potem? No co, wiadomo co! Odlać część na jakąś zupinę na ten pierwszy raz z winnym, a resztę do pojemniczków i do mroźnej współlokatorki wrzucić :)

Jako, że z winnym miałam swój pierwszy raz, zaszalałam i wykombinowałam nowy brokułowy kremik. Ot tak, z płatkami suszonej papryki :)



Krem z brokułów z papryką
1 porcja
- 250 ml bulionu warzywnego
- 1 średni ziemniak
- 200 g brokuł
- 15 g sera lazur zielony lub gorgonzola
- ząbek czosnku
- łyżeczka śmietany lub jogurtu naturalnego
- łyżeczka płatków słodkiej papryki (suszone)
- świeżo zmielony czarny pieprz
Bulion zagotować. Wrzucić obrany i pokrojony w kostkę ziemniak, pokrojony niedbale ząbek czosnku i gotować pod przykryciem ok. 15 min. Po tym czasie dodać brokuł podzielony na różyczki i gotować jeszcze chwilę. Gd warzywa będą miękkie zmiksować je z częścią sera i doprawić do smaku pieprzem. Przelać na talerz, posypać płatkami papryki, resztą sera i przyozdobić jogurtem lub śmietana.

Bulion warzywny wg Gordona Ramsay'a za Małgosią.dz
proporcje na ok. 1,5 l bulionu
3 cebule – obrane i pokrojone
1 por - umyty i posiekany
2 łodygi selera naciowego – pokrojone *
6 marchwi – obranych i pokrojonych
1 główka czosnku – przekrojona w poprzek na pół
1 łyżeczka ziaren białego pieprzu
1 liść laurowy
kilka gałązek świeżego tymianku, estragonu, bazylii, kolendry- te miałam jedynie suszone, natki pietruszki
200 ml wytrawnego białego wina
sól morska, czarny pieprz – do smaku

Wszystkie warzywa, czosnek, liść laurowy, całe ziarna pieprzu włożyć do dużego garnka. Zalać ok. 2 litrami wody. Zagotować, po czym zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu przez ok. 20 min. Zdjąć bulion z ognia i dodać do niego świeże zioła, wino. Doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem. ** Zamieszać i odstawić do ostygnięcia.
Przecedzić bulion przez drobne sitko. Przechowywać w lodówce do 5 dni lub w zamrażalniku w niewielkich porcjach – nie dłużej niż 3 miesiące.

* z braku selera naciowego dałam spory kawałek selera korzeniowego
** nie odstawiłam od razu do ostygnięcia, ale raz jeszcze zagotowałam (tylko do momentu wrzenia i od razu zdjęłam z ognia)

niedziela, 26 kwietnia 2009

Dobierając smaki i kolory

Nie lubię żyć w ciągłym biegu, nie lubię, gdy ciągle goni mnie czas, gdy nie mogę usiąść na chwilę i odpocząć, gdy nie mogę upichcić coś wymyślnego.
A niestety ostatnie dni tak wyglądały, ciągle było coś do zrobienia, ciągle gdzieś musiałam się spieszyć, ciągle na nic nie miałam czasu. I w kuchni też za wiele nie eksperymentowałam, jechałam głównie na kanapkach i szybkich kaszkach, na daniach nie wymagających myślenia, dobierania składników, smaków i aromatów. A ja lubię czasem usiąść i pomyśleć na co mam ochotę, co by do tego pasowało, z czym coś można połączyć, jak to podać.
Dziś pozwoliłam sobie na chwilę luksusu.


Wiedziałam, że chcę makaronu. Wiedziałam, że chcę zielonego groszku. Kolor zielony? A może pistacje jeszcze? Ale czym wzbogacić smak? Może gorgonzolą?


I tak powstał makaron z groszkowym puree, pistacjami i gorgonzolą


Makaron z groszkowym puree, pistacjami i gorgonzolą
- 70g makaronu tagliatelle
- 100 g mrożonego groszku
- 20 - 30 g sera z zieloną pleśnią, np. gorgonzola, lazur.
- łyżka pistacji, z grubsza posiekane
- ząbek czosnku
- 2 łyżki wina
- świeżo zmielony czarny pieprz
- ewentualnie parmezan
Makaron gotować ok. 8 minut, ma być al dente. W międzyczasie zblanszować chwilę groszek, można przy okazji troszkę groszku w strąkach do ozdoby.
Ser pokruszyć.
W blenderze z miksować groszek z częścią sera, czosnkiem i winem. Nie musi wyjść gładka masa, mogą być grudki groszku. Jeśli puree jest za gęste można podlać wodą z gotowania makaronu lub oliwą. Doprawi do smaku pieprzem.
Makaron odcedzić, połączyć z puree i wyłożyć na talerz. Posypać pozostałym serem gorgonzola, orzechami i ewentualnie parmezanem. Można przystroić kilkoma strąkami groszku.

sobota, 25 kwietnia 2009

Kocham czy nienawidzę?

Kolejny weekend i kolejna Weekendowa Piekarnia. Ba! To już 28 Weekendowa Piekarnia.
Tym razem prowadziła ją Tilia, która zaproponowała dwa chlebki, Żytni chleb z siemieniem lnianym i Chleb Toskański.
Miałam ogromny dylemat, który z chlebów zrobić. Z jednej strony chciałam ten żytni, ale nie miałam siemienia i w sumie znów moja ciekawość zwyciężyła.
Ciekawość? Tak, ciekawość co to za chleb ten toskański. Tyle o nim czytałam na blogach, że podobno inny, że nie każdy go lubi, ze bez soli.
Oczywiście nie wierzyłam, ze 10g soli na taką ilość mąki może coś zmienić. Myślałam sobie, przesadzają i tyle w tym prawdy.
Postanowiłam przekonać się na własnej skórze, a raczej kubkach smakowych.
No i się nieźle zdziwiłam.
Ten chleb jest naprawdę inny! Dla mnie nawet jak chleb nie smakuje!
Myślałam, ze bede cwana i zrobiłam kanapki z gomasio, ale nawet "posolenie" kanapek nie pomaga! No aż własnemu jęzorowi nie wierzę.

Poza tym nieźle sie przy nim namęczyłam, bo miksera nie miałam ( znaczy miałam i mam nadal, ale on nie do takich zadań, spaliłby się w przedbiegach ;)) i wyrabiałam ciasto ręcznie, a ono takie klejące i oporne na moje łapki ;)
Choć plus zdobył przy wyrastaniu, szybko, bez komplikacji i zgodnie z przepisem.
Drugi plus za miąższ, taki lubię. Miękki, puszysty, ale zwarty. Nic się nie kruszy, fajna chrupiąca skórka.

Kusi mnie, żeby zrobić ten chleb z dodatkiem soli. Ale czy wyjdzie????

Chleb toskański, tak jak gospodyni tej piekarni stwierdziła: „albo się go kocha albo nienawidzi.”. Ja go na pewno nie kocham, ale czy nienawidzę? To już bliższe prawdy ;)



Chleb toskański (za Tilią z moimi małymi dopiskami)
(robiłam z połowy porcji)
Pasta mączna:
256 g mąki (ja dam mąki pszennej chlebowej)
398 g wrzątku

Przygotowanie pasty: W misce zmieszałam wrzącą wodę z mąką. Mieszałam do uzyskania gładkiej i jednorodnej pasty. Ostudziłam, zakryłam folią i odstawiłam na 12 godzin w temperaturze pokojowej.

Ciasto właściwe:
341 g mąki
114 g. wody
8 g. (2 1/2 łyżeczki) drożdży instant- dałam w kostce
28 g. (2 łyżki) oliwy
cała mączna pasta

Przygotowanie: W misce miksera połączyć wszystkie składniki ciasta, ale ilość wody należy dostosować do konsystencji ciasta. Wyrabiać mikserem na średniej prędkości (można też ręcznie) do uzyskania mało rozwiniętego glutenu (można zobaczyć jak to powinno wyglądać tu). Powinno to zająć ok. 10 minut, przy wyrabianiu mikserem. Przełożyć ciasto do nasmarowanej oliwą miski i zostawić do wyrastania na 2 godziny, z jednym złożeniem po 1 godzinie. Po tym czasie wyjąć ciasto na omączony blat i podzielić na pół (pominęłam dzielenie, bo robiłam z połowy porcji). Uformować kule, starając się jak najmniej je odgazować. Zostawić przykryte ściereczką na 15 minut. Po tym czasie uformować owalne bochenki i odstawić do rośnięcia na ok. 1 godzinę (położyłam na papierze do pieczenia, który potem tylko przeniosłam na nagrzana w piekarniku blachę). W tym czasie nagrzać piekarnik (z kamieniem jeśli ktoś posiada) do temperatury 260 stopni Celsjusza (ta temperatura jest raczej mało prawdopodobna w większości piekarników, ale myślę, że wystarczy 240-250 stopni). Przygotować wodę w spryskiwaczu lub kostki lodu, by piec chleb z parą, we wstępnej fazie. Tuż przed pieczeniem oprószyć bochenki mąką i naciąć je równolegle, dwoma nacięciami. Od razu po włożeniu bochenków, zmniejszyć temperaturę do 230 stopni Celsjusza, piec przez 10 minut z parą, a kolejne 20-25 minut bez pary. Bochenki powinny być złotobrązowe. Wyłączyć piekarnik, zostawić bochenki na 5 minut w stygnącym, otwartym piekarniku, a następnie wyjąć i studzić na kratce.

Przydatne linki:
- składanie ciasta chlebowego w czasie rośnięcia
- gluten
- składanie owalnych bochenków wg Tatter - metoda I i metoda II

Weekendowa Piekarnia

piątek, 24 kwietnia 2009

Wśród minusów jeden plus!

Tak ciągłe narzekałam, że gotowanie dla jednej osoby to koszmar, bo i ciężko dobrać proporcje, no i się nie opłaca w wielu przypadkach.
Ale nie tym razem, nie w przypadku mojego wczorajszego zakupu!
Bądź co bądź drogi, ale ogromny batat dzięki swojej wielkości pozwolił mi cieszyć się jego smakiem i wczoraj i dziś :)
Noc spędził w lodówce, choć czytałam, że ziemniaki w zbyt niskiej temperaturze wydzielają cukry i stają się bardziej słodkie...no cóż, „słodkiemu ziemniakowi” chyba to nie przeszkadza ;)
Wczoraj były pyszne frytki, a dziś smaczna zupka-krem :) Jak zawsze kombinowana ;)

Większość zup- kremów ze słodkich ziemniaków opiera się na substancji płynnej zwanej mleczkiem kokosowym, jednak ja go nie posiadałam na stanie, a w pobliskich sklepach go nie uświadczę.
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, znalazłam kilka przepisów ze zwykłym mlekiem zamiast kokosowego i to mnie zainspirowało.



Nie skorzystałam w 100 (ba nawet 50) % z żadnego przepisu, bo w każdym coś mi nie pasowało, a to zasmażka, a to duża ilość cukru do i tak słodkiej już zupy, a inne pierdołki ;) Stworzyłam coś swojego, coś bardzo smacznego!



Zupa-krem z batatów
400ml bulionu warzywnego
300g pokrojonych w kostkę batatów
200 ml mleka
mielony imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, papryka słodka- do smaku
parę nitek szafranu
sól, pieprz świeżo mielony
ew. jogurt lub śmietanka słodka
ew. uprażone płatki migdałowe
Ziemniaka (a raczej pół) umyć i pokroić w kostkę. Ugotować w bulionie warzywnym. W czasie gotowania dodać po szczypcie imbiru, cynamonu, gałki i papryki. Gdy ziemniaki będą miękkie zmiksować na krem dodając mleka do odpowiedniej konsystencji. Spróbować, doprawić do smaku solą, pieprzem i ewentualnie pozostałymi przyprawami. Przelać na talerz. Można dodać łyżkę jogurtu lub śmietanki. Delikatnie zamieszać, posypać nitkami szafranu.
A jeśli ktoś lubi eksperymentować to dla uroku i smaku wrzucić posypać uprażonymi płatkami migdałowymi :)

czwartek, 23 kwietnia 2009

Ich dwóch- dwóch kusicieli...

Co jakiś czas, średnio co 2-3 miesiące, nadchodzi dzień, w którym stwierdzam, że wydaje więcej niż dostaje... Analizuję, myślę, przeliczam i postanawiam przyoszczędzić trochę.
Zapisuję skrzętnie wszystko co wydam, na co i po co, staram się nie wydawać na pierdoły czy zbędne i drogie rzeczy, w tym spożywcze.
No i zwykle wtedy wydaję jeszcze więcej niż przed „oszczędzaniem”. Wtedy mam akurat ochotę na makaron kokardki, którego nie ma w moim zbiorze makaronów, wtedy mam ochotę na kaszę jaglaną, której nie lubię itd itd.
I tak było tym razem. W gazetce promocyjnej P&P zobaczyłam, że łosoś jest po całkiem atrakcyjnej cenie. Stwierdziłam, że w sumie na pół kg mogłabym sobie pozwolić, zamrożę i będę miała na kilka obiadków. A jeśli teraz nie kupię to dalej będę sobie go odmawiać...
Tak więc po zajęciach ruszyłam na zakupy. No ale niestety, albo stety ;) na łososiu się nie skończyło, toć tyle pokus było...
Jedną z nich były bataty! Tyle wypadów do P&P sobie ich odmawiałam, tyle razy chciałam spróbować, ale cena mnie odstraszała, tyle razy... Ale nie tym razem, stwierdziłam, ze skoro płacę kartą to tylko lekki szok przeżyję słysząc kwotę do zapłaty, ale nie będę musiała wyciągać tej sumy z portfela ;)
I tak Pan łosoś, i tak Pan batat (bo jeden- i tak prawie dyche kosztował) przywędrowały ze mną do mojego kurnika ;)



Wyszło smacznie, nawet bardzo, ha powiem więcej, kiedyś znów kupię słodkie ziemniaczki, a co mi tam, zaszaleję ;)



Łosoś w miodowo-sezamowym sosie z pieczonymi batatami
1 porcja
- filet z łososia
- łyżeczka prażonego sezamu

marynata
- łyzka sosu sojowego
- ½ łyżki oleju sezamowego
- łyżka miodu gryczanego
- ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony
- kawałek startego imbiru
- łyżka sosu ostrygowego
- pół łyżki soku z limonki

pieczone bataty
- pół słodkiego ziemniaka
- łyżka oliwy
- świeżo starta gałka muszkatołowa

Składniki marynaty wymieszać i marynować w niej rybę ok. 30-60 minut.
Ziemniaka dokładnie wyszorować (lub umyć i obrać), pokroić w sześciany lub półksiężyce i obgotować (ok. 4 minuty).
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni, blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na połowie rozłożyć ziemniaki i piec 5 minut.
Następnie na drugiej połowie blaszki położyć łososia (w naczyniu do zapiekania).
Piec 5 minut, po czym na łososia wylać pozostałą marynatę (wcześniej podgrzana) i posypać sezamem. Zapiekać jeszcze z 10 minut. Łososia wyciągnąć, przykryć folią aluminiową by nie wystygł, a ziemniaki jeszcze chwilę piec, do zrumienienia skórki (5 min).
Wyłożyć na talerz, posypać sezamem. Podawać z ćwiartkami limonki lub cytryny (bo tak podobno się rybę podaje, mi starczy kwaśność marynaty :) )

Blog pełen pomysłów

Przy okazji chciałam podziękować Hani za wyróżnienie mojego bloga w ramach międzyblogowej zabawy "Blog pełen pomysłów". Jest mi niezmiernie miło i jeszcze raz dziękuje.
Zabawa polega na: (cytuję)
"Zasady zabawy: po otrzymaniu nagrody, wklejamy na blogu info, od kogo, obrazek powyższy, oraz linki do 5 blogów wraz z króciutką informacją, czym zajmuje się nagradzana blogerka lub blogger. Liczy się pomysłowość, twórcze podejście do życia i radość z pokazywania pięknych rzeczy swoim czytelnikom."
Bardzo trudne zadanie postawiono przede mną, bo jak tu wybrać tylko 5 blogów? Losowałam z ulubionych i najbardziej mnie inspirujących :) Chciałabym wyróżnić też inne blogi, ale większość z nich już została wyróżniona wcześniej, więc z wybranych wybrałam te nie wyróżnione (no z jednym małym wyjątkiem ;) ) ;)
- Trufla- blog kulinarny, zdrowe podejście do jedzenia i życia
- Bea- blog kulinarny, ogromna wiedza, pomysłowe dania, zdrowie i radość na talerzu i w sercu :)
- Casia- blog kulinarny, piękne, pomysłowe i robione jak dla mnie danka na duży głód i mniejszy apetyt
-Zemfiroczko-blog kulinarny, stosunkowo seksowne podejście do jedzenia :)
-Alicja- blog kulinarny, proste, wymyślne i smaczne potrawy, no i te wszystkie chleby!

środa, 22 kwietnia 2009

Pierogować każdy może, ale nie ja ;)

Pamiętam, że w podstawówce furorę wśród dzieciaków robiły tzw. Złote myśli. Ze złotem miały one niewiele wspólnego i były zwykłymi zeszytami z dziesiątkami pytań. Jakich? A różnych, a o ulubiony kolor, datę urodzenia, imię psa, inicjały sympatii...itd itd.
Heh, do dziś mam kartkę z wpisem mojej wielkiej miłości, gdzie na pytanie o inicjały sympatii widnieją moje ;) No takie wyznanie to musi być zachowane na wieki ;)
No, ale ja nie o tym miałam. Zmierzam do innej kwestii, a mianowicie pytania o ulubione danie. Zawsze pisałam, że to pierogi. I nie kłamałam. Uwielbiam ruskie pierogi robione przez moją babcię. Inne mi nie smakują, no chyba, że takie prosto z pieca, to fakt te są lepsze. Ale wtedy miałam na myśli babcine ruskie pierogi.
Takich pierogów nie jadłam już od lat. Babcia nie ma sił juz robić, a sklepowe to nie to. Dlatego, gdy na cincinie zaproponowało tydzień z pierogami miałam ambiwalentne uczucia.
Z jednej strony ucieszyłam się, bo w końcu to okazja do zrobienia własnych pierogów, z drugiej strony byłam przerażona tym przedsięwzięciem...Moje obawy się sprawdziły...
Przekopałam wiele przepisów, ale w ostateczności zdecydowałam się na przepis .Agatki. na pieczone pierogi z ciasta twarogowego z kapusta i grzybami.
Wiem wiem, z babcinymi ruskimi mają one niewiele wspólnego, ale babcine miały być zrobione jako następne...No właśnie miały...
Przepis nie wydawał się trudny, poza tym .Agatka. rozwiała moje wszelkie wątpliwości, za co jej serdecznie dziękuje :)
Jednak mimo pozornej prostoty wyszła kompletna klapa już na samym początku, przy zagniataniu ciasta, które nie chciało się uelastycznić! Gdy w końcu poddało się moim naciskom pojawiły się problemy z farszem, którego okazało się za mało, gdyż wyjadłam połowę w czasie jego przygotowywania!
Potem kolejny problem, brak wałka, za mały blat i oporne wałkowanie butelką. No i skleić się nie chciały, stąd ich wygląd jest taki jaki jest, czyli mało elegancki i apetyczny.No niby wyszły smaczne, ale na wszystkich świętych to był ostatni mój raz z pierogami! Aż tak bardzo ich nie kocham by spędzić nad nimi tyle czasu!
No dobra, może jeszcze kiedyś zrobię, ale na pewno nie dla samej siebie, będzie musiała pojawić się motywacja w postaci dodatkowego konsumenta ;)
A na teraz koniec z pierogami na długi czas, muszę zresetować pamięć ;)

p.s. wybaczcie za ich pokraczność
p.s.2. dla lubiących pierogować polecam te pierożki :)
p.s.3. Właśnie mi się cos przypomniało... Andrzeju vel Grumko sto lat!!!!!



Pieczone pierogi z kapustą i grzybami za .Agatką.
Z podanych składników wychodzi ok. 40 dużych pierogów
Ciasto
* 15g świeżych drożdży
* 3-4 łyżki gęstej śmietany
* 250g twarogu
* 1 jajko
* 1 łyżeczka soli
* ok. 420g mąki pszennej

Farsz
* 500g kiszonej kapusty
* 3 duże cebule
* 300g pieczarek (pominęłam)
* 5-6 suszonych grzybów (dałam więcej)
* olej do smażenia
* sól i świeżo zmielony czarny pieprz

Drożdże wymieszać ze śmietaną, cukrem i 2 łyżkami mąki. Odstawić na 10 minut.
Twaróg rozetrzeć na gładką masę, dodać jajko, drożdże, sól i dokładnie wymieszać. Dodać 1/3 mąki i cały czas wyrabiając dodawać resztę mąki, aż powstanie gładkie i zwarte ciasto (ja z całością poradziłam sobie mikserem z hakami).
Można również nie robić zaczynu drożdżowego, a pokruszone drożdże i śmietanę dodać bezpośrednio do ciasta.
Przykryć i odstawić na ok. 30 minut w ciepłe miejsce.

Przygotowanie farszu
Grzyby suszone dzień wcześniej namoczyć w zimnej wodzie. W dniu przygotowania ugotować i drobno posiekać.
Kapustę włożyć do garnka, wypłukać zimną wodą. Zalać tyle, żeby woda całkowicie kapustę przykrywała i gotować do miękkości (ok. 1 godz.).
W tym czasie cebulę i pieczarki drobno posiekać. Cebulę zaszklić na oleju, dodać pieczarki i dusić, aż wyparuje puszczony sok.
Kapustę odcedzić, odcisnąć i drobno posiekać. Włożyć z powrotem do garnka, dodać grzyby, cebulę z pieczarkami, 2-3 liście laurowe, wymieszać i dusić na małym ogniu ok. 20 minut. Przyprawić solą i pieprzem.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 3 części, każdą rozwałkować na placek grubości ok. 2-3 mm (ciasto delikatnie urośnie podczas pieczenia) i kroić na kwadraty o boku ok. 10 cm. Nakładać po niepełnej łyżce farszu, składać po przekątnej (można brzegi smarować roztrzepanym jajkiem) i sklejać. Przed pieczeniem posmarować oliwą lub jajkiem roztrzepanym z łyżką mleka. Można posypać ziołami suszonymi.
Piec ok. 15-18 minut w temperaturze 175 stopni.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma!

Chciałam upiec chleb. Tak, w ten weekend chciałam upiec jeden, ładny bochenek. Wiedziałam nawet jaki, za mnie go wybrano, znaczy się Liska wybrała. Miałam upiec Niemiecki wiejski chleb żytnio-pszenny w ramach 27 edycji Weekendowej Piekarni. Jednak moje plany pokrzyżowały czynniki zewnętrzne, ode mnie niezależne! Nie miałam i w całym mieście nie znalazłam mąki żytniej jasnej!
Zła jak osa postanowiłam wytrwać w postanowieniu ;) i upiec w ten weekend chleb. A jaki? A może jako, że mamy dzień czosnku to jakiś czosnkowy chlebek? Czemu nie, zwłaszcza, że wyszedł pyszny :)
A chlebek Liski jeszcze wypróbuję :)



A tu jeszcze dwie małe czytanki do poduszki, choć w sumie lepiej nie, co by koszmarów uniknąć:
- Zapachem w kalorie
- Pudełkownia

Chleb czosnkowy
•250 g mąki pszennej i 50 g mąki gryczanej
•5 g drożdży instant
•łyżka oliwy
•garść pokruszonych suszonego czosnku w płatkach lub 3-4 rozgniecione ząbki czosnku
•1 łyżeczka cukru
•1 łyżeczka soli
•190 ml wody
Składniki wymieszać w misce i chwilę wyrobić. Ciasto będzie dość zwarte. Odstawić do podwojenia objętości w ciepłe miejsce na ok. 1,5 godziny. Po tym czasie odgazować, chwilę wyrobić i przełożyć do wysmarowanej olejem keksówki (małej) lub uformować okrągły bochenek. Odstawić na 50 minut, posmarować mlekiem- można posypać np. makiem i piec ok. 30-35 minut w nagrzanym do 200 stopnic Celsjusza piekarniku- grzanie góra- dół.

19 kwietnia 2009r. - Dzień Czosnku

piątek, 17 kwietnia 2009

Zapomniane, ale przypomniane

Owsiankę lubiłam od zawsze, znaczy odkąd pamiętam. Robię ją na różne sposoby, czasem na zimno z dodatkiem jogurtu naturalnego czy serka wiejskiego, czasem na ciepło, ale zawsze musi być maksymalnie gęsta i paciajowata.

Jakoś ostatnio, nie wiedzieć czemu, nie miałam na nią ochoty. Zupełnie zapomniałam o takiej opcji na śniadanie. A przecież to takie pożywne, zdrowe i sycące danie, które można przyrządzać na tysiące sposobów!

Na szczęście Patrycja postanowiła pochwalić się na blogu jednym ze swoich ulubionych śniadań, którym jest owsianka. Natchnęła mnie i tak powstała moja mała modyfikacja, ale oparta na przyprawach i wskazówkach Patrycji :)
A skoro już obracamy się w kręgu porannych smakołyków i zaspokajania głodu po nocnym wypoczynku lub aktywnym jej spędzeniu ;) muszę wspomnieć o jeszcze jednym pysznym inspirowanym danku.
Też mleczne, też zupne i też wylukane w blogowym światku. Pyszna i sycąca zupa migdałowa .Agatki. nie dość, że ślicznie się prezentuje na talerzu to jeszcze lepiej smakuje. Ma tylko jedną wadę za długo się ją robi ;) Ale dla tego smaku chyba poświecę się jutro i ponownie ją zmajstruje na śniadanko ;)


Owsianka bananowo-kokosowa
1 duża porcja
szklanka wrzątku
szczypta kurkumy
15 g łyżka kaszy jaglanej
1/3 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki suszonego imbiru
40 g płatków owsianych
szczypta soli
1 lub 1 1/2 łyżki soku z cytryny
5 g prażonego słonecznika
10 g wiórek kokosowych
pół banana
mleko - w zależności od ulubionej konsystencji
fruktoza lub miód
Wodę zagotować. Do wrzątku wsypać kurkumę, po chwili kaszę jaglaną, następnie cynamon. Chwilę pogotować, dodać płatki oraz imbir, następnie sól. Gotować pod przykryciem 20 minut na małym ogniu. Jeśli będzie mało wody dolać mleka.
Następnie dodać sok z cytryny i tyle mleka ile chcemy, czyli jak gęsta ma być owsianka. Wsypać słonecznik, wiórki i pokrojony banan. Posłodzić. Gotować jeszcze chwilę.

Zupa migdałowa za .Agatką.
(2 porcje)
* 60g białego ryżu basmati
* 30g migdałów (można użyć płatków migdałowych)
* 4 łyżeczki cukru
* 1 laska cynamonu (nie miałam, wzięłam mielony)
* ok. 500ml mleka
* 2 łyżki suszonej żurawiny lub rodzynek
* pół łyżeczki drobno startej skórki cytrynowej
* 2-3 krople olejku migdałowego

Do dekoracji
* 2 łyżki płatków migdałowych
* 1 łyżka suszonej żurawiny lub rodzynek
* skórka cytrynowa
* pół łyżeczki cynamonu mielonego

Migdały zalać wrzątkiem, po ok. 15 minutach obrać ze skórek, następnie zemleć lub drobno posiekać. Utrzeć z cukrem i kilkoma łyżkami mleka. Zalać połową mleka, dodać cynamon i gotować ok. 10 minut na małym ogniu.
Ryż wypłukać, zalać pozostałym mlekiem i gotować na małym ogniu prawie do miękkości. W razie potrzeby można dolać mleka.
Ryż połączyć z ugotowanymi migdałami, dodać olejek migdałowy, skórkę cytrynową i żurawinę (rodzynki), gotować 5 minut.
Płatki migdałowe lekko uprażyć na suchej patelni.
Zupę przełożyć do miseczek, posypać dodatkami. Podawać na ciepło lub na zimno.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Świąteczne porządki :)

Czasem te wiosenne porządki są jednak potrzebne i przydatne. No dobra, może nie w lany poniedziałek, kiedy to powinniśmy raczej odpoczywać iż sprzątać, ale lepiej późno niż później ;)
Nie dość, że możemy pozbyć się lokatorów na gapę, to w dodatku kurzane kocyki można ściągnąć z mebli. No i jeszcze jeden plus, znajdujemy rzeczy, o których istnieniu się zapomniało.
I tak mi się właśnie kiedyś zapomniało o takiej jednej żółtej i sypkiej, którą kupiłam tak dla checy, ze zwykłej ciekawości.
I przypomniało mi sie też, co kiedyś z niej zrobiłam i zachciało mi się tego jeszcze raz. Tak co by sobie trochę te święta bardziej kolorowymi uczynić ;)



Pojawił się jeden mały problem w postaci braku suszonych pomidorów, które były obecne w wersji pierwotnej, ale nie z takimi problemami sobie radziłam. Po prostu tomaty te zastąpiłam orzechami włoskimi, które spisały się świetnie w roli zastępców. Zresztą i w pierwotnej wersji pojawiły się okazy z orzechem na szczycie, co widać na zamieszczonych zdjęciach.



No tak, niestety zdjęcia stare, bo udzielił mi się świąteczny leniwiec i na fotki sił nie miałam ;) Jednak wybaczam sobie, bo smak iw wygląd ten sam, jedynie data konsumpcji inna ;)





Kukurydziane kwiatuszki

- 60g kaszki kukurydzianej
- 200 ml wody (ewentualnie trochę dolać) lub mleka
- 2 pomidory w oleju lub kilka połówek orzechów włoskich
- 10-15 g sera gorgonzola pokrojonego w małą kostkę
- szczypta soli, pieprzu, zmielonej gałki muszkatołowej i suszonej bazylii
Kaszę wymieszałam z połową wody/mleka. Drugą połowę zagotowałam i wlałam kaszę. Przyprawiłam solą, pieprzem, gałką i suszoną bazylią. Gotowałam, ciągle mieszając, aż kasza zaczęła odstawać od ścianek garnka. Przełożyłam masę do płaskiego pojemnika i rozsmarowałam i odstawiłam do wystygnięcia. Z wystudzonej i zestalonej masy wykroiłam foremką kwiatki i kółeczka. Wrzuciłam na rozgrzany teflon, delikatnie maźnięty oliwą, i smażyłam do zrumienienia. Następnie przewróciłam na drugą stronę, na wierzch położyłam ser i pokrojone w paski pomidory lub orzechy i smażyłam pod przykrywką do roztopienia sera. Zjadłam cieplutkie i smaczne ;)

To jest moja kolejna propozycja potrawę z Kuchni Wielkanocnej – fajna świąteczna, lekka i zdrowa kolacja lub przekąska na biesiadny stół :)

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009 Konkursowi z Jajem patronuje zPierwszegoTloczenia.pl
Ten wpis bierze udział w Konkursie z Jajem! pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl

inspiracja

wtorek, 14 kwietnia 2009

Skromne zaproszenie

Nie wspominałam o tym nikomu, ale ostatnimi czasy moja i tak już głęboka skleroza jeszcze bardziej się pogłębiła. Wstyd, w wieku tych kolejnych 18 lat takie kłopoty z pamięcią! No jak to tak no?!
Zapomniałam o czymś o czym miałam pamiętać! Ba, powiem więcej o czym pamiętałam żeby pamiętać, ale zapomniałam. I przypomniałam sobie po ptokach! I to o tak ważnym dla mnie wydarzeniu!

Zapomniałam o weekendzie z ciecierzycą, który prowadziłam na forum Cincin rok temu, jak jeszcze nie miałam bloga. Planowałam i w tym roku powtórzyć tę akcję i zaproponować ją także dla blogowych kucharzy. Jednak wystąpił mały problem, przypomniałam sobie o nim 5 kwietnia, czyli w trakcie tego weekendu.
Po szybkiej konsultacji na cincinie, rodowitym miejscu akcji ciecierzycowej, wspólnie ustaliliśmy, że z weekendu zrobimy tydzień i przeniesiemy go na maj, a dokładnie na 18-24 maja.

W związku z powyższym nieśmiało chciałam zaproponować przyłączenie się do tygodnia z ciecierzycą, moim ukochanym strączkiem. Wiem, że ostatnio tych akcji jest dużo za dużo i nie proponowałabym żadnej, gdyby nie fakt, że to kontynuacja z tamtego roku i ze tak kocham ciecierzycę, pragnąc poznać jak najwięcej przepisów z jej wykorzystaniem.
Będzie mi niezmiernie miło jeśli zechcecie się przyłączyć :)

Oczywiście zrobię podsumowanie, dlatego proszę o przesłanie swoich potraw i linków do nich na adres aga-aa[małpa]gazeta.pl
Zapraszam do zamieszczenia poniższego baneru na waszych stronach www i blogach:





Dziękuje i zapraszam do wspólnego delektowania się smakiem tego boskiego strączka :)
Akcja będzie przeprowadzona takze na forum Cincin :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Człowiek uczy się całe życie...

Jajka...No właśnie jajka kojarzą się nie tylko z Wielkanocą, przecież występują na większości różnistych imprez. Podajemy je w różnej formie, a to faszerowane jedynie żółtkiem, szczypiorkiem i majonezem, a to bogatszym farszem, lub też jedynie przekrojone na pół i ozdobione majonezem.
W moim rodzinnym domu zwykle występują w tej ostatniej formie. Ja jednak niewiele wyniosłam z domu, zwłaszcza jeśli chodzi o kulinaria, i chyba w tym przypadku to duży plus. Tak jak wszędzie, tak i tu lubię eksperymentować ze smakami i kolorami.
Ostatnio mam fazę na zielone! Zielone jajca na różne sposoby :)
Były już jajca faszerowane groszkiem, były też szpinakiem, a dziś brokuły załapały się tez na małe faszerowanko.
Pierwotnie miał im towarzyszyć czosnek i majonez, potem czosnek i jogurt, a w ostatecznej wersji zielone brokuły wystąpiły z musztardą francuską i ostrymi a zarazem młodziutkimi i delikatnymi kiełkami rzodkiewki :)



Tak przy okazji chciałam napomknąć o technice obierania jaj. Myślałam, że nie ma w tym nic skomplikowanego, a jednak....myliłam się.
Umiecie tak obierać jajca?:
Jak profesjonalnie obierać jajka



Jajka faszerowane brokułami i kiełkami rzodkiewki
- jajka
- 2 różyczki brokuł na jajko
- łyżeczka musztardy francuskiej (na 2 jajka)
- garść kiełków rzodkiewki
- pieprz
Jajka ugotować. Obrać wg. ulubionej techniki (może być powyższa ;) ). Wydrążyć żółtka i włożyć je do miseczki.
Brokuły ugotować, najlepiej na parze by nie miały za dużo wody, dodać do żółtek, rozdziabdziać wszystko widelcem dodając musztardę i kiełki. Popieprzyć. Masą nadziewać białka. Ułożyć na talerzyku i posypać kiełkami rzodkiewki.

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009 Konkursowi z Jajem patronuje zPierwszegoTloczenia.pl
Ten wpis bierze udział w Konkursie z Jajem! pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl

sobota, 11 kwietnia 2009

Tradycyjnie trochę tradycji ;)

Kto nigdy nie stukał się jajkiem ręka do góry. Lasu rąk nie widzę, no wiadomo, w końcu bitwa na jaja to w sumie tradycja. Pamiętam jak zawsze z dziadkiem toczyłam bitwy na jajka, zwykle przegrywałam, ale przegrany wygrywał jajka i mógł je zjeść! No chyba, ze to ja wygrywałam, to wtedy zwycięzca wygrywał te jajca. Innymi słowy to mi zawsze przysługiwało zjedzenie jajek :)

A jak wygrać taka bitwę? Wtedy nie wiedziałam, teraz już wiem, na stronie Wykop.pl jest dokładna instrukcja, którą pozwolę sobie przekopiować tutaj, aby nigdy nie za pomnieć ;)

Jak wygrać stukanie jajkami?

Przygotowanie
Krok 1: Kup jajka

Powód: Bez jajek stosunkowo trudno stuknąć się jajkiem. Można oczywiście stosować metodę “na panią Krystynę spod trójki” i pożyczyć jajka (a przy okazji trochę cukru, 10 plasterków szynki, mrożoną fasolkę i antybiotyk) od sąsiadów, ale my z was tu przecież robimy ludzi, a nie upierdliwców, których doktryna uważa za bezpośrednią przyczynę wynalezienia wizjera.

Krok 2: Ugotuj jajka

Powód: No kurwa!

Krok 3: Wybierz swoje jajko

Powód: Dobrze wyszkolone jajko nie jest zwykłym jajkiem. Wybór to ważna kwestia. Nie traktuj go tylko jak jajko. Traktuj go jak przyjaciela, jak własne dziecko, w które przelejesz całą swoją pasję, całą swoją wiedzę.

Krok 4: Pęknij jajka pozostałych uczestników kompetycji

Powód: Wszyscy wiemy, że krok trzeci ma z prawdą tyle wspólnego co program wyborczy Platformy Obywatelskiej. Aby zwiększyć swoje szanse nadwyręż wszystkie jajka oprócz swojego.


Techniki walki

Na pedała - stukamy jajkami o dupę przeciwnika aż do rozbicia, niepraktykowane wśród środowisk katolickich.

Na gitarzystę - higiena osobista jest pojęciem obcym. Gitarzysta wykorzystuje atut w postaci długich jak ch** (może to jakaś forma rekompensaty?) paznokci i oszukuje rozbijając wrogie jajko swoimi pazurami!

Na seniora rodu - wygraj ze wszystkimi członkami rodziny ciesząc się jak małe dziecko i przy okazji tracąc resztki posiadanego szacunku nawet wśród najmłodszych dzieci.

Na Matkę Polkę - przez przypadek wzięłaś drewnianą pisankę, a za moment stukasz się z trzylatkiem, który nie może przegrać. Musisz stanąć na głowie by twoja drewniana pisanka przegrała z jego jajkiem.

Na skąpych rodziców - wmów swojemu dziecku, że króliczek wielkanocny nie przynosi prezentów, tylko pyszne jajeczka, a cały bajer polega na tym, że można się nimi stuknąć (jak dziecko to łyknie to już nawet nie odkładajcie pieniędzy na jego studia).

Na Ku Klux Klan - białe jajko wygrywa z tym brązowym, bo wszystko co białe jest lepsze!

Na pierdole systemowca - nie stukasz się jajkiem, bo pierdolisz system. W lany poniedziałek jako pierwszy budzisz jednak całą rodzinę biegając jak kretyn z kretyńskim pistolecikiem.

Na ateistę - wyjedź sobie do Egiptu, zapomnij ładowarki do laptopa, łyknij to, że Barcelona jednak przegrała z Bayernem 3-4, zgub się w piramidzie, zostań sprzedanym za siodło wielbłąda i nadal utrzymuj, że Boga nie ma, a jak jest to wszystkich kocha tak samo! (nic z tego nie rozumiecie, bo to był moment prywaty, to jest nasz blog i będziemy pisać co się nam podoba, pozdrawiamy przy okazji nasze matki, żony i kochanki (i Piotrka z Trójmiasta))

Na studenta - stuknij się jajkiem, po czym podziel je sobie na “na dziś”, “na jutro”, “na czarną godzinę” i “pod wódkę”.

Na “zaraz ci jebnę” - weź wielki zamach przed stuknięciem się jajkiem, po czym nie traf w jajko, złam komuś palec, rozbij żyrandol, wybij szybę w oknie i jeszcze głośno przeklinaj, że to nie fair, że to twoje jajko rozbiło się jako pierwsze.

Na świadka jehowy - flanelka, czy świadkowie jehowy obchodzą wielkanoc? A zresztą. Weź jajko i idź się nim stukać z obcymi ludźmi na ulicach, jeśli na ulicach będzie pusto, zacznij chodzić po domach.

Na feministkę - jajka kojarzą się jednoznacznie. Namaluj na swoim jajku wielką waginę i dopiero zacznij się stukać z innymi.

A teraz:

WESOŁYCH ŚWIĄT i BOGATEGO ZAJĄCA życzy kurczakowa princesska


piątek, 10 kwietnia 2009

Najlepszy z najlepszych i mały eksperyment

Tradycją w moim domu jest, pewnie tak jak w większości polskich chatek, że na wszelkie święta musi być galareta drobiowa lub też z nóżek wieprzowych. Nie ważne czy to Wielkanoc, czy święta Bożego Narodzenia, imieniny czy chrzciny, ale galareta ma być i już!
Po wczorajszej rozmowie z Hrabianką mamą dowiedziałam się sie, że tradycyjnie iw tym oku planują zrobić galaretę. Jest to zresztą jedna z niewielu potraw, które potrafi zrobić Hrabianka mama ;)
Tak sobie pomyślałam, ze skoro ona umie, to i pewnie ja też będę potrafiła. No i dzięki niej choć trochę uświętuje sobie te święta ;) Jednak ja z mięsem bawić się nie lubię, dlatego postanowiłam zrobić galaretę z warzywami, dużą ilością różnych warzyw, no i na własnym domowym bulionie warzywnym.
Nie było przy niej wiele roboty i chyba żałuję, że nie odważyłam sie na wersje kurakową, bo jednak taka mi bardziej smakuje. Nie mówię, ze taka warzywna była nie smaczna, ale jednak ja przyzwyczajona jestem do jej mięsnej siostry ;)



A do galaretki poczyniłam przepyszny chlebek. Ba! przepyszny to mało powiedziane! On plasuje się w pierwszej trójce najsmaczniejszych chlebów, które upiekłam.
Długo zachowuje świeżość, nie kruszy się i co najważniejsze jest prościutki w przygotowaniu. Nie trzeba brudzić żadnych blatów czy stolnic. Jedyne, co to nastawić bigę na 2 godziny, a potem dodać resztę składników i wymieszać wszystko w misce. Jak dla mnie idealny!



Galaretka warzywna
1 miseczka
- 300 ml bulionu warzywnego
- 4-5 g żelatyny lub odpowiednia ilość agaru
- ulubione warzywa- u mnie groszek, marchew, kukurydza, brokuły
- jajko ugotowane na twardo- znaczy się plasterek tegoż jajka ;)
- pietruszka
Warzywa kilka minut pogotowałam w bulionie, miałam mrożone. Wyjęłam z bulionu i znów zagotowałam i wsypałam do niego żelatynę, ciągle mieszając trzepaczka do jajek. Zdjęłam z ognia.
Na dno miseczki położyłam plasterek jajka, następnie warzywa i zalałam bulionem. Posypałam pietruszką i gdy trochę ostygło wsadziłam do lodówki na noc. Zjadłam skropione niewielką ilością octu.

Chleb staropolski
za liską
Dosyć szybki w przygotowaniu, chociaż 2 h wcześniej należy wstawić bigę. Bardzo przypomina w konsystencji i smaku chleby staropolskie dostępne w małych wiejskich sklepikach. Ma regularne dziurki, sprężysty i lekko wilgotny miąższ i chrupiącą skórkę.
Biga
3 g suszonych drożdży instant dr Oetkera (czyli 1/2 op) (lub 6 g świeżych)
150 ml ciepłej wody
150 g mąki pszennej
wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, żeby podwoiło swoją objętość. Zwykle zajmuje to 1/2 - 2 h. Można postawić na kaloryferze, wówczas proces ten nastąpi b. szybko.
Następnie dodać:
•50 g mąki pszennej lub pszennej razowej- wzięłam pszenną typ 650
•1,5 łyżeczki soli
•280 g zakwasu żytniego
•50 g mąki żytniej
•1 łyżka oliwy
•opcjonalnie: nasiona słonecznika lub inne- nie dałam
Wyrobić mikserem lub łyżką. Niezbyt długo. Wystarczy tylko, że składniki dokładnie się połączą.
Keksówkę o długości 18 cm wysmarować oliwą, wysypać otrębami. Przełożyć do niej ciasto. Wierzch posmarować oliwą. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce (np na kaloryfer). Ciasto jest dość lepkie.
Piekarnik nagrzać do temp. 250 st C (Piekarnik nastawiam na grzanie - góra+podwójne grzanie dołu. ).
Po ok. 1 h ciasto powinno wypełnić całą blaszkę. Jeszcze raz posmarować wierzch oliwą. Mozna posypać makiem lub solą. Wstawić do piekarnika, spryskać jego ścianki wodą. Piec 10 min. Zmniejszyć temp. do 190 st C. Piec kolejne 40-45 minut. 10 minut przed końcem pieczenia należy chleb wyjąć z formy i dopiekać bez niej. Ostudzić i dopiero wówczas kroić.


Przy okazji chciałam życzyć wszystkim Wesołych Świąt, smacznych i spędzonych w gronie ukochanych osób, mokrego dyngusa i bogatego zajączka :)

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009 Konkursowi z Jajem patronuje zPierwszegoTloczenia.pl
Ten wpis bierze udział w Konkursie z Jajem! pod patronatem zPierwszegoTloczenia.pl

czwartek, 9 kwietnia 2009

Kombinejszyn-modyfikejszyn

Był już tradycyjny żurek, kojarzący się każdemu z Wielkanocą. Był też zupełnie nie tradycyjny krem z awokado, który zaproponowałam jako zastępstwo żurku tym, którzy go nie lubią. A teraz będzie coś po środku, po części słynne podczas świąt Wielkanocnych, jednak trochę przekombinowane przeze mnie ;) Zupę tą, a raczej gęsty krem, zrobiłam zupełnie przypadkowo. Pod wpływem chwili, impulsu, chęci zaostrzenia smaku.
Miał być krem z selera i ziemniaków. Bulion się ugotował, warzywa zmiękły, później wkroczyła żyrafa i zmiksowała wszystko, ze zmiażdżonym w moździerzu kuminem, pieprzem i ostrą papryką.
Jednak mimo dużej ilości czosnku, przypraw i dodatku sosu sojowego, wydawało mi się mdłe. Wtem wpadłam na pomysł na zaostrzenie smaku chrzanem! Dałam jedną łyżeczkę, potem drugą i trzecią, aż smak i ostrość chrzanu zdominowała wszystko. Krem przelałam na talerz i posypałam koperkiem, bo rzeżuchy kaczucha dać nie chciała. A gdy zupę już obfotografowałam i nieźle w niej łychą namieszałam, wpadłam na kolejny pomysł i dorzuciłam pleśniaka zielonego, co jeszcze bardziej uszlachetnił ten kremik.



Uważam, ze wyszła świetna alternatywa dla świątecznego żurku, bądź też puree zamiast ziemniaków do świątecznego obiadu.

Zupa selerowo-chrzanowa z serem pleśniowym
1 porcja
- 200-300 ml bulionu warzywnego (w zal. jak gęsty chcemy krem, u mnie było tylko 150 ml,zabrakło;))
- 300 g selera korzeniowego
- średni ziemniak
- ząbek czosnku
- kilka kropel sosu sojowego
- świeżo zmielony czarny pieprz
-szczypta kuminu, ostrej papryki,
- koperek lub rzeżucha
- 3 czubate łyżeczki tartego chrzanu (ja miałam kupny)
- 15g sera z zieloną pleśnią
Warzywa umyć, pokroić w kostkę i gotować do miękkości w bulionie warzywnym. Mój przygotowany wg. tego przepisu.
Kumin rozgnieść w moździerzu i połączyć z pozostałymi przyprawami. Wrzucić do zupy, dodać sos sojowy, rozgnieciony ząbek czosnku i chrzan. Zmiksować wszystko na krem. Przełożyć na talerz, posypać koperkiem i serem pleśniowym. Można dać kleks chrzanu lub śmietany.

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009

wtorek, 7 kwietnia 2009

Makarony

Więcej przepisów na dania z makaronem na blogu Pasta&Basta!


Farfalle z bananem i orzechami


Makaron z gorgonzolą i orzechami


Makaron z kapustą i grzybami


Makaron z kurczakiem, brokułami i serem gorgonzola


Makaron z migdałami i makiem na słodko


Makaron z mozzarellą, pomidorami i oliwkami



Makaron z oscypkiem i kiełbaską




Makaron z sosem dyniowym



Tagliatelle z sosem brokułowo – migdałowym



Tagliatelle z sosem orzechowym



Kolanka z łososiem i mozzarellą


Orzeźwiające kolanka z brokułami i mozzarellą


Chow Mein sezamowy


Bogaty chow mein sezamowy


Makaron z ciecierzycą i kabanosem


Kolanka z brokułami, pistacjami i czarnymi oliwkami



Makaron Soba z awokado i łososiem



Kremowe fusilli z łososie


Fusilli z białym sosem


Makaron z pomidorami, oliwkami i serem


Fusilli z tuńczykiem i suszonymi pomidorami


Tagliatelle ze szpinakiem i suszonymi pomidorami


Wstążki szpinakowe z groszkiem i lazurem


Soba ze szpinakiem, tofu i pieczarkami


Udon orzechowy z kurczakiem



Smażony makaron z jajkiem



Tagliatelle z porem i zielonym groszkiem


Makaron z groszkowym puree, pistacjami i gorgonzolą


Soba z tofu i kiełkami


Świderki ze szparagowym puree


Makaron ze szparagami i serem brie


Makaron razowy z hummusem orzechowym


Orzo z ciecierzycą i mozzarellą


Soba z ciecierzycą i nerkowcami


Makaron z brokułami i tofu


Makaron Soba z tofu, awokado i groszkiem cukrowym


Muszelki z makrelą


Makron z żurawiną i migdałami


Makaron z warzywami i tofu


Makaron z groszkiem, mozzarellą i migdałami


Makaron z groszkiem, brokułami i gorgonzolą


Makaron razowy z serkiem i truskawkami


Wiosenny makaron


Makaron z mozzarellą i wędzonym kurczakiem


Farfalle z bobem i tofu


Zielony makaron


Parpadelle z cukinią i sezamem


Penne z bakłażanowo -orzechowym pesto


Tagliatelle z fasolką szparagową i szpinakiem


Czarne penne z brokułem i łososiem


Spaghetti z pesto z cukinii, bazylii i nerkowców


Makaron z brokułowym pesto i czarnymi oliwkami


Foglie d’ulivo z cukinią


Farfalle z cukinią i suszonymi pomidorami


Farfalle z fasolką i camembertem


Pesto alla genovese


Makaron z brokułami, ciecierzycą i sezamem


Trottole pomidorowe z bakłażanem i cukinią


Fusilli z groszkiem i bazylią


Makaron ryżowy z bakłażanem i rybą


Cavatappi z cukinią i pietruszką


Pappardelle ze szpinakowym pesto, jajkiem i oliwkami


Makaron z brokułami, bobem i fetą


Makaron z wędzonym łososiem i grillowaną cukinią


Penne Tricolore z łososiem i koperkiem


Trottole z brokułami i sosem koperkowym


Funghini tricolore z kalafiorem, cukinią i tofu


Tortiglioni z Baba Ghanoush


Zapiekane muszle z cukinią i brokułem pod migdałową kołderką


Migdałowa soba z tofu


Cassarecce z pesto z pieczonej dyni


Gnocchi z pieczoną dynią i serem feta


Makaron z pieczoną dynią i rybą


Makaron z pesto z czerwonej papryki


Zapiekany makaron ze szpinakiem i mozzarellą


Fusilli z twarogiem i orzechami